wtorek, 11 marca 2014

BrewDog: Abstrakt AB:14

Kolejne piwo z BrewDoga i kolejne w ostatnim okresie, po którym wiele się spodziewam. Tym razem czternasta pozycja z serii Abstrakt - trzynastkę miałem okazję pić jakieś pół roku temu i choć ogólnie piwem była świetnym, to nie podbiła mojego serca na tyle, bym uznał, że warta jest swojej ceny. Czternastka to jednak nie kolejny stout imperialny, a imperialny koźlak pszeniczny - mocno nachmielony i mocny po prostu weizenbock. Jak twierdzą Szkoci, banoffee pie w butelce.

Informacje ogólne:
Piwo: Abstrakt AB:14
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Produkowane od: 2013
Styl: imperialny weizenbock
Alkohol: 10,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml

Opakowanie
Identyczne jak w trzynastce, jedynie kolor etykiety i parametry się zmieniły, czyli nowoczesno-ascetyczna elegancja z lekką nutą dekadencji w postaci czarnego korka. Bezbłędne. O piwie nie znajdziemy ani słowa, ale na stronie internetowej jest obszerny. Egzemplarz numer 3096 - jeden z 9992 wypuszczonych na świat.
10/10
 
Barwa
Jasnobrązowe, wybitnie mocno zmętnione, przez co wydaje się bardzo ciemne; widać trochę osadu - bardzo ładne, choć nienadzwyczajne. 
3,5/5

Piana
Niezbyt obfita, o różnej gęstości w zależności od miejsca, nie najbardziej trwała, choć w granicach przyzwoitości. 
2,5/5

Zapach
Przepiękny - najpierw na pierwszym planie śliwki, śliwki i jeszcze raz śliwki; na drugim planie weizenowe banany, które w miarę degustacji coraz śmielej sobie poczynają i w końcu biorą górę nad śliwkami - naprawdę wyjątkowo konkretny zapach bananowy; na dalekim tle zaokrąglone nuty karmelowe - znakomity, intensywny, zadziwiająco rześki. 
9,5/10
Smak
W smaku niemal równie świetne - weizenowy charakter zdobywa sobie większy niż w zapachu udział, im dalej brniemy, tym coraz bardziej ogarniają to piwo banany; bardzo słodkie, ale jakimś sposobem nie przesłodzone, wybitnie wyraziste - mogłoby odrobinę lepiej przykrywać alkohol, choć paradoksalnie nie wydaje się za ciężki; świetny, bananowo-karmelowy finisz. 
9/10

Tekstura
Wysycenie bardzo niskie, ale w kontekście mocy piwa nie przeszkadza to prawie wcale - poza tym tekstura jest zadziwiająco zwiewna.
3,5/5

8.0/10

Zabawne, ocena wyszła identyczna jak przy poprzednim Abstrakcie. Co jednak ciekawe, zakup tego mimo wysokiej ceny uważam za dobrą decyzję - ostatecznie oceną zniszczyły szczegóły, smakowo-zapachowo jest wybitne, a w żadnym jeszcze piwie nie wyczułem tak naturalnego aromatu bananowego.

niedziela, 9 marca 2014

Faro Girardin

Gdy tylko zobaczyłem na półce faro inne niż z Lindemans, wziąłem bez zastanowienia. Koncepcja tego z definicji dosładzanego stylu nie pociąga mnie aż tak jak wielu innych, ale miałem na uwadze rzadkość jego występowania - jak mówiłem przy okazji wspomnianego egzemplarza z Lindemans, na ratebeerze nie ma wyróżnionych nawet dwudziestu pozycji, a kilka z tych, co są, mają bardzo niewiele degustacji, co jasno mówi o ich niedostępności. Wersja z niezbyt popularnego Brouwerij Girardin jest zdecydowanie mniej rozpoznawalna od Lindemans, ale też - patrząc na liczbę degustacji na wspomnianej stronie - zajmuje stabilne drugie miejsce. Proszę o skupienie, bo ten styl może za szybko na blogu znowu nie zagościć.

Informacje ogólne:
Piwo: Faro Girardin
Kraj: Belgia
Prowincja: Brabancja Flamandzka
Miasto: Sint-Ulriks-Kapelle
Browar: Brouwerij Girardin
Produkowane od: brak danych
Styl: faro
Alkohol: 5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml

Opakowanie
Etykieta w tym odcieniu zieleni, którego wielkim fanem nie jestem, ale jest zaprojektowana estetycznie, nawet nieco elegancko. Wszelkie teksty po francusku i holendersku, ale "niestety" udało mi się zrozumieć, że zamiast cukru w składzie figuruje karmel E150 i słodzik zwany sukralozą. Poważnie? Przynajmniej butelka jest ładnie zakorkowana.
8,5/10

Barwa
Ciemnozłota, dość znacząco zmętnione, przez co sprawia wrażenie ciemniejszego; dość przyjemne, do tego bardzo atrakcyjnie ulatujący gaz. 
3,5/5

Piana
Dość obfita, ale niezbyt gęsta - trwałość całkiem niezła, choć nie wybitna, ładnie osiada na szkle. 
3,5/5

Zapach
Bardzo przyjemny, wiejski - na pierwszym planie typowa dla lambików winność, owocowa winność, której potencjalna kwaśność wyraźnie ograniczona jest przez słodycz - gdyby nie pewna mało przyjemna, na szczęście schowana dość głęboko nuta, byłby naprawdę świetny, mimo że brakuje mu nieco zdecydowania. 
8/10

Smak
Bardzo ugładzone, ale też bardzo przyjemne - zaczyna od owocowości, głównie jabłkowej, wybitnie orzeźwiającej, stopniowo przechodzi w nuty winno-wiejskie, na przełyku już typowo lambikowe, finisz odrobinę za mało wyraźny, przechodzi nawet w słodowy; trzyma dobry balans słodyczy z kwaskowatością, naprawdę bardzo smaczne i lekkie, wybitnie pijalne.
8,5/10

Tekstura
Wysycenie dość wysokie, ale bardzo dobrze koresponduje ze smakiem - zmniejszyłbym je tylko odrobinę.
4,5/5

7.0/10

Po tym, co zobaczyłem w składzie, smak piwa bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Bardzo, bardzo przyjemny napój, doskonała (no, niemalże) alternatywa dla wszelkich mało wybitnych piw-orzeźwiaczy. Nie wiem, czemu akurat teraz, bo piłem już tu lepsze lambiki, w tym zresztą faro z Lindemans, ale po tej degustacji nabrałem jakiejś nowej wiary w tę rodzinę piwa. Dopiero teraz w pełni poczułem, że to bardzo ważny element piwnej układanki, nie tyle dziwaczny, co raczej wyjątkowy.

czwartek, 6 marca 2014

Kocour: Gypsy Porter

Czeski browar rzemieślniczy Kocour bardzo długo, bo siedem miesięcy musiał czekać na dostanie ode mnie drugiej okazji na wykazanie się. Nie zapomniałem jednak późnego wieczora (tak późnego, że aż nocy), który umiliłem sobie degustacją pilznera z tejże stajni. Nie zapomniałem zawodu, jakiego mi ta degustacja dostarczyła, bo liczyłem na znakomicie wykonanego czeskiego pilznera, a ostatecznie bardzo dobrą bazę zepsuła wyraźna kwaśność. Tym razem styl mało czeski, bo porter bałtycki - choć jedno piwo z Czech w takim stylu (a raczej w luźnej jego interpretacji) miałem już okazję pić, a to już mniej więcej cały rok temu. Kończę już tę matematykę wspomnieniową i przechodzę do rzeczy.

Informacje ogólne:
Piwo: Gypsy Porter
Kraj: Czechy
Kraj (adm.): ustecki
Miasto: Varnsdorf
Browar: Pivovar Kocour
Produkowane od: 2012
Styl: porter bałtycki
Alkohol: 7,1%
Ekstrakt: 19%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Etykieta w identycznym stylu co na poprzednim piwie, a więc bardzo solidnie, ale niewiele ponadto. Jest krótki opis piwa, niestety wszystko po czesku. Łysy, złoty kapsel i nietypowego kształtu butelka.
6,5/10


Barwa
Czarny, nieprzejrzysty, majestatyczny kolor - naprawdę ze świecą (dosłownie) szukać w piwie aż takiej ciemności - porter bałtycki powinien jednak mieć jakieś prześwity.
4,5/5

Piana
Obfita, bardzo gęsta, bardzo trwała - choć ostatecznie co nieco się poddaje, pięknie oblepia szkło. 
4,5/5

Zapach
Cudowny, delikatny, ale jednocześnie wyrazisty - zaczyna się rozkosznym palonym słodem, który zmierza w piękne rejony chlebowości, nawet mocno przypieczonego ciasta - momentami wręcz ekstatycznie przyjemny, życzyłbym sobie tylko większej intensywności. 
9,5/10
Smak
Nie zwalnia tempa - po prostu nieziemsko aksamitne, stanowi fenomenalne, naprawdę o krok od doskonałości stojące połączenie ciemnoczekoladowej słodyczy, kawowej wytrawności, a nawet palona kwaskowatość pełni tu ważną, pozytywną rolę, choć ostatecznie wspomniany krok, który dzieli balans od ideału, jest właśnie nadmierną przewagą kwaskowatości nad goryczką; to jednak naprawdę jedyna wada, poza tym przepyszne. 
9,5/10

Tekstura
Dodałbym trochę wysycenia, ale generalnie tekstura jest wielką zaletą - niesamowita aksamitność czyni je bardzo pijalnym mimo wysokiego ekstraktu.
4/5

9.0/10 
 
Co za piękna niespodzianka. Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się po tym piwie fajerwerków, a z miejsca przebiło na przykład wszystkie degustowane Revelation Caty, od których nie mogę się doprosić wybitności. Nie mówiłem we wstępie, ale niewiele brakowało, bym tego piwa w ogóle nie wypił, a raczej nie zrecenzował - zaledwie trzy dni przed końcem ważności zorientowałem się, że tak niewiele zostało. Co by mnie ominęło? Najlepsze czeskie piwo, jakie piłem (mój sentymentalizm burzy się, że ten tytuł traci pilzner spod Trzech Róż, ale zwycięstwo porteru jest jednoznaczne). A co więcej - najlepszy klasyczny (a więc nie licząc Imperatora Bałtyckiego z Pinty) porter bałtycki, jakiego piłem. Mam niestety poważne wątpliwości, czy Polska, słynąca tak z tego stylu, ma chociaż jednego dorównującego mu reprezentanta.

środa, 5 marca 2014

Revelation Cat (Ramsgate): Bombay Cat

Powracam do Revelation Cata. Tak się składa, że znowu wylosowałem piwo w stylu z rodziny tych pochłoniętych amerykańskim chmielem - było APA, AIPA, IIPA - czas na ciemne India Pale Ale, a dokładniej, jak określa Liberati, podwójne (innymi słowy imperialne) ciemne India Pale Ale. Zaręczam, że angielski Włoch potrafi uwarzyć też coś spoza tej kategorii i prędzej czy później je zdegustuję. Przypominając sytuację - wszystkie trzy dotychczasowe okazały się świetne, ale i niewybitne. Po raz kolejny mam nadzieję na przełamanie. Tej górnej granicy, oczywiście.

Informacje ogólne:
Piwo: Bombay Cat
Kraj: Wielka Brytania (Anglia) - warzone przez włoski browar kontraktowy
Region: South East England
Miasto: Ramsgate
Browar: Ramsgate Brewery (Revelation Cat)
Produkowane od: 2012
Styl: imperialne ciemne India Pale Ale
Alkohol: 9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Jak zwykle bogata w rozmaite informacje i przyjemna dla oka etykieta Revalation Cata. W roli głównej czarna puma. Goryczka oczywiście ma być ogromna, słodycz mała. Firmowy kapsel z logiem browaru.
9/10  

Barwa
Piękne, nieprzejrzyście czarne.
5/5

Piana
Dość mizerna, ani zbyt gęsta, ani obfita, ale utrzymuje się na powierzchni jakiś czas, nie zostawia pierścienia samego i osiada nieco na szkle. 
2,5/5

Zapach
Piekielnie intensywny, na pierwszym planie charakterystyczne, zmutowane ciemnym słodem nuty imperialnego India Pale Ale, a więc chmiel amerykański - zaraz okazuje się, że jest jednak dość nietypowe; połączenie chmielu z ciemnością daje efekt malinowy, zdecydowanie malinowy. W tle jednak czai się jakaś tajemnicza nuta, wprost pikantna; aromat przyjemny i bardzo interesujący, jednak zdecydowanie nie rewelacyjny, nie do końca wszystko w nim gra. 
7,5/10

Smak
W smaku jest lepiej, początkowo napiera chmiel, ale im bliżej finiszu, tym coraz bardziej poddaje się akcentom palonym, powraca dopiero na finiszu, gdy dostarcza solidnej, ale bardzo subtelnej goryczki - na tyle, że i ona poddaje się bardzo przyjemnej paloności, ocierającej się wręcz o dymność. W miarę degustacji chmiel - co ciekawe, bardziej ziołowy niż owocowy - zdobywa coraz większą przewagę. Dość zwiewne jak na swą moc, bardzo dobre.
8,5/10

Tekstura
Poza odrobinę za niskim wysyceniem jest bez zarzutu.
4,5/5

7.0/10

A więc zamiast wielkiego objawienia - niemałe rozczarowanie. Pierwsze piwo od Anglo-Włocha, któremu muszę odmówić atrybutu świetności. Jest bardzo dobre, ale nie zachwyca i wątpię, byśmy się jeszcze kiedyś spotkali. Nic to, wypiłem dopiero jedną trzecią przeznaczonych do degustacji piw z Revelation Cata - poszukiwania absolutu nie ustają.

Doctor Brew (Bartek): Sunny Ale

Jak szybko wieść o "powstaniu nowego browaru we Wrocławiu" poderwała mnie z krzesła, tak szybko na to krzesło opadłem z powrotem, dowiadując się, że chodzi jedynie o kolejnego kontraktowca warzącego w wynajętym browarze, a we Wrocławiu po prostu zarejestrowanego. Mimo to zaciekawienie pozostało, a napędziła je jeszcze mała burza, jakie wywołała w piwnym światku wyciekła, niegotowa jeszcze strona internetowa Doctora Brew, pełna - trzeba przyznać - wyjątkowo grafomańskich tekstów. Byłem zainteresowany, jak to się skończy (a raczej zacznie), choć jednocześnie pełen sceptycyzmu zwłaszcza co do w stu procentach zasypanej amerykańskim chmielem przewidywanej oferty browaru (nie żebym się wtrącał i protestował, ale po prostu zestaw trzech różnych IPA i jednego APA, a to najbliższe plany browaru, brzmi dość nudno). W końcu przyszło pierwsze piwo, założyciele od razu odprawili wielką premierę z hostessami i zespołem muzycznym, a sam wyrób zebrał co najmniej bardzo dobre recenzje, co całkiem mnie zaskoczyło ze względu na negatywne nastawienie pewnej części odbiorców. Ostatecznie po tym wszystkim jestem bardzo ciekaw, jak się prezentuje.

Informacje ogólne:
Piwo: Sunny Ale
Kraj: Polska
Województwo: wielkopolskie
Miasto: Cieśle
Browar: Bartek (Doctor Brew)
Produkowane od: 2014
Styl: amerykańskie pale ale
Alkohol: 5,2%
Ekstrakt: 13%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Niezwykle estetycznie, gustownie pomyślana etykieta - coś, co nazywa się nowoczesną elegancją. Szkoda tylko, że jest wyraźnie nierówno przyklejona, ale powiedzmy, że pierwsze koty za płoty (tak samo zupełnie wybaczalny musi być goły kapsel). Pięknie podany dokładny skład i podane IBU - co bardzo się ceni, zmierzone laboratoryjnie, nie matematycznie. Potężne, aż 83, choć początkowo miało być znacznie mniejsze. Psuje trochę całość wręcz niewiarygodnie bełkotliwy opis, który zupełnie nie pasuje do wszechobecnej elegancji, ale idzie to przeżyć.
8,5/10

Barwa
Złoto-bursztynowy kolor, praktycznie całkowicie zmętnione - robi całkiem ciekawe wrażenie, choć nie jest doskonałe. 
4/5

Piana
Bardzo nieobfita, ale za to gęsta i dość trwała, w dodatku zadziwiająco jak na tak mizerną ilość oblepia szkło. 
3/5

Zapach
Naturalnie zupełnie dominuje amerykański chmiel - początkowo ostro grejpfrutowe, później zaczyna się układać w stronę mango, nawet brzoskwini i niestety traci na intensywności; przyjemny, ładny, jednak dość prosty i nienadzwyczajny. 
7/10
Smak
Trochę lepiej, lekką pustkę nadrabia bardzo wysoka, ziołowo-chmielowa goryczka, faktycznie wielka, trochę za bardzo, nie doskonale szlachetna, ale też zdecydowanie nie męcząca, przyjemna - ostatecznie dobre i całkiem pijalne, choć fajerwerków nie ma. 
7,5/10

Tekstura
Wysycenie na początku idealne, później tylko trochę za szybko spada.
4,5/5

6.5/10

Niestety jak na razie nowi kontraktowcy, których tu opisuję, ani myślą dorosnąć do pięt Pincie i AleBrowarowi. Ot, Sunny Ale przebiło - i to nieznacznie - najsłabsze piwo Pinty, jakie próbowałem i tyle. Niedługo Doctor dostanie jednak szansę na zrobienie więcej niż niezłego wrażenia - na chwilę przed degustacją dowiedziałem się, że ich nowe piwo jest już praktycznie gotowe. Co zabawne, goryczka... albo dobra, napiszę o tym we wstępie do jego degustacji.

poniedziałek, 3 marca 2014

BrewDog: Mix Tape 8

I jeszcze jedno piwo z BrewDoga - namnożyło się ich ostatnio, ale to dzisiejsze jest szczególne. Za sprawą szkockiego browaru właśnie miałem już okazję pić blendy, znaczy się mieszanki dwóch, a nawet trzech piw, ale za jednym i drugim razem były to połączenia piw tego samego stylu. Tutaj Szkoci robią coś naprawdę niecodziennego - łączą ze sobą przerobionego na modłę amerykańską tripla, czyli coś, co można nazwać belgijskim India Pale Ale, z imperialnym (jak mówią - potrójnym) India Pale Ale. To jeszcze nie koniec historii, bo szalenie istotny jest też fakt, że oba piwa przed zmieszaniem były leżakowane przez prawie dwa lata w beczkach po szkockiej whisky zbożowej (single grain) - czyli tak samo jak single malt niemieszanej, ale wyrabianej przynajmniej po części ze słodu innego niż jęczmiennego. Wyjątkowo rzadko w porównaniu z innymi gatunkami whisky się ją spotyka, kojarzy się bardziej z uczestnictwa w procesie tworzenia blendów. W Polsce na granicy osiągalności. Jakby jeszcze było mało, to piwo (jak już wypiję) uplasuje się na siódmym miejscu najmocniejszych, jakie piłem w życiu i co najmniej w pierwszej piątce najdroższych.

Informacje ogólne:
Piwo: Mix Tape 8
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Produkowane od: 2013
Styl: imperialne belgijskie India Pale Ale (Single Grain Scotch Whisky BA)
Alkohol: 14,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Butelka zapakowana w piękne pudełeczko, a na nim - na trzech ścianach - bardzo ładna, artystyczna wizja niejakiej Johanny Basford i na czwartej opis piwa. Etykietę na samej butelce pokrywa już wyłącznie owa artystyczna wizja. Firmowy kapsel. Gustownie, wybitnie niesztampowo i ekskluzywnie - cudo.
10/10

Barwa
Przepiękna, bursztynowo-miedziana barwa, całkowicie klarowne, do tego ładnie ulatujący gaz. 
5/5

Piana
Dość mizerna, niezbyt obfita i bardzo nietrwała, szybko spada do resztek i pierścienia, a po paru minutach nie ma jej już wcale. 
2/5

Zapach
Bardzo intensywny, dość słodki, na pierwszym planie nuty wybitnie imperialnego India Pale Ale, do tego trochę cukierkowości, mocy, owoców, faktycznie może skojarzyć się z whisky; można dopatrywać się nut belgijskich, ale to niełatwe - bardzo ciekawe, może tylko odrobinę ciekawsze niż przyjemne, jednak na duży plus. 
8,5/10

Smak
W smaku jest jeszcze lepiej - pierwsze, co rzuca się w oczy, to prawdziwie zadziwiające ukrycie alkoholu, nie wiem, czy kiedykolwiek spotkałem się z lepszym, absolutnie nie sprawia wrażenia tak mocnego - bardzo dostojne, słodkie, owocowo-chmielowe z wyraźnymi nutami starzenia; na finiszu bardzo mocna, ale też piekielnie krótka goryczka, nawet nieco za bardzo, choć ogólnie finisz jest długi - świetne, eleganckie, ale do ideału trochę brakuje. 
9/10

Tekstura
Dość dobrze współpracuje z intensywnością smaku, choć jednak odjąłbym trochę wysycenia.
4/5

8.0/10

Mimo bardzo wysokiej oceny muszę mówić o rozczarowaniu. Cała sytuacja brzmiała lepiej niż piwo ostatecznie smakowało. Przemawia za nim na pewno zupełna niesztampowość - jeszcze takiego nie piłem i nie sądzę, by łatwo było dostać coś w tym guście. Liczyłem jednak, że będę mógł się teraz rozpływać w zachwytach - niestety, ani za tę jakość, ani za tę cenę, choć, powtarzam, piwo świetne, eleganckie.

niedziela, 2 marca 2014

Anchor: Bock Beer

W bardzo nieznacznym przybliżeniu ostatni raz degustowałem jakiegokolwiek koźlaka dokładnie pół roku temu (nie licząc bardzo luźnej interpretacji dubeltowego koźlaka w Pradze). To zatrważające, bo przepadam za tym stylem. W końcu musiał przyjść na niego czas, a sposobności dostarczył mi browar z San Francisco, Anchor. Degustowałem tu już ich dwa piwa i na razie jeszcze mnie nie przekonali - jedno kompletnie rozczarowało, drugie było dobre, ale nienadzwyczajne - marny bilans jak na amerykańskie ceny. Może teraz coś się zmieni, choć podchodzę trochę sceptycznie - koźlak z Anchor ma jedynie 5,5% alkoholu, przez co wielu odebrałoby mu prawo do bycia koźlakiem. Może jednak wyjdzie z tego coś bardzo ciekawego.

Informacje ogólne:
Piwo: Bock Beer
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Francisco
Browar: Anchor Brewing Company
Produkowane od: 2005
Styl: koźlak
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 355 ml

Opakowanie
Jak zwykle sympatyczna, mała butelka Anchora, która absolutnie nie sprawia wrażenia, by miała aż 355 mililitrów objętości - etykieta nie oszałamia, ale jest w porządku, na szyjce natomiast możemy przeczytać parę podstawowych informacji o piwie jak i całym stylu. Robi dobre wrażenie w połączeniu z dedykowanym kolorystycznie kapslem. 
7,5/10
 
Barwa
Nieugięcie czarne, piękne, ale trochę za ciemne jak na koźlaka. 
4/5

Piana
Dość ciemna, bardzo gęsta i obfita - trwałość ostatecznie okazuje się niedoskonała, aczkolwiek bardzo dobra, w dodatku całkiem ładnie oblepia szkło. 
4,5/5

Zapach
Nuty bardzo typowe dla stylu; bardzo wyraziste połączenie całej gamy zapachów "cukierni" - ciastek, karmelu, cukierków - z nutami melanoidynowymi na czele z chlebowością; nie rzuca na kolana, zwłaszcza że jest umiarkowanie intensywny, ale też pozostaje zdecydowanie ładny, przyjemny i w pełni zgodny ze stylem. 
8/10
Smak
Bardzo gładkie, słodkie - od początku przeszkadza nieco nadmierna kwaskowatość, która stara się przysłonić właściwszą, karmelowo-słodową część doznań; nasila się zwłaszcza podczas przełykania - później dopiero na głębokim finiszu pojawiają się piękne posmaki chlebowo-karmelowe. 
7,5/10

Tekstura
Nie da się przyczepić - wysycenie jest idealne i trwałe.
5/5

7.0/10

Z jednej strony można powiedzieć, że stylowo zaniżona zawartość alkoholu - i zapewne ekstrakt - nie okazała się przeszkodą, bo piwo ogólnie jest dość pełne smaku i ciężko mu zarzucić płaskość. Z drugiej strony może jednak ta lekkość nie pozwoliła mu rozwinąć w pełni skrzydeł - kierunek zdał mi się dobry, ale przyłożona siła chyba za mała. Ostatecznie jednak bardzo dobra alternatywa dla mocniejszych wersji. Anchor po raz trzeci nie zdołał jednakże przekroczyć granicy 8/10 i zaczyna się robić niefajnie - na pewno dostanie jeszcze niedługo dwie szanse, ale jeśli ich też nie wykorzysta, to popadnie w moją niełaskę i za szybko możemy się znów nie spotkać. A szkoda by było, takie poręczne te buteleczki.

sobota, 1 marca 2014

BrewDog & Oskar Blues: Shipwrecker Circus

No, nareszcie. Sto osiemdziesiąt piw musiałem wypić, by na blogu wreszcie, po raz pierwszy zagościł ten dostojny styl - barley wine (jest jeszcze całkiem sporo nieobecnych, nawet klasyków, ale chyba żaden takiego kalibru). "Wino jęczmienne", trochę w cieniu - enigmatycznie ujmując - najpotężniejszego obecnie stylu na świecie, stoutu imperialnego, to jednak gatunek bez wątpienia równej elegancji i wyjątkowości. Zaczynam od amerykańskiej odmiany. Shipwrecker Circus został uwarzony przez BrewDoga w kolaboracji z browarem Oskar Blues z Kolorado. Nie wiem co prawda, do czego sprowadzał się udział Amerykanów, bo bez wątpienia uwarzone, rozreklamowane i rozdystrybuowane zostało to piwo u Szkotów, ale jakiś musiał być.

Informacje ogólne:
Piwo: Shipwrecker Circus
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja) - w kolaboracji z browarem ze Stanów Zjednoczonych
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog i Oskar Blues
Produkowane od: 2013
Styl: amerykańskie barleywine
Alkohol: 10,5%
Ekstrakt: 24,2%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Krzykliwa, ale bardzo ładna, nietypowa etykieta BrewDoga jak zwykle, gdy w grę wchodzi kolaboracja. Jak zazwyczaj u Szkotów nie taki krótki, choć dość abstrakcyjny opis samego piwa. Jeden ze standardowych BrewDogowych kapsli potwierdza, kto odegrał dominującą rolę przy warzeniu tego piwa.
9,5/10
 
Barwa
Inspirująca - głęboki, połyskujący brąz, pod mocnym światłem wkraczający w rubin, a nawet ciemną miedź. 
5/5

Piana
Nieobfita, niezbyt gęsta i bardzo nietrwała - już po minucie nie obejmuje całej powierzchni. 
2/5

Zapach
Szalenie intensywne, skomplikowane połączenie amerykańskiego chmielu, ciemnych, leśnych owoców na czele z jeżynami, jagodami, malinami, nut karmelowych, ciastowych i nut świadczących o mocy - piękny i potężny, trochę za bardzo nieokrzesany. 
9,5/10
Smak
W smaku zadziwiająco jak na woltaż rześkie, jako pierwszy uderza w nas chmiel i dominuje, dopóki trzymamy piwo w ustach; na przełyku przechylają szalę na swą korzyść owoce i alkohol, a finisz ogarnia ziołowa, wysoka, choć nieodczuwalna tak bardzo przez intensywność innych doznań goryczka; im dalej, tym chmielowo-karmelowy, nawet chlebowy finisz robi się coraz lepszy; bardzo smaczne i bardzo ciekawe, jakkolwiek balans, zwłaszcza alkoholu, mógłby być doskonalszy. 
9/10

Tekstura
Niefortunnie zdecydowanie za mocno wysycone, co z ogólną ciężkością piwa wpływa negatywnie na pijalność.
2/5

8.0/10

Nie zostałem rzucony na kolana, na co miałem pewną nadzieję, jakkolwiek piwo jest świetne i bardzo ciekawe. Zabrakło mi dopracowania - szczegółów, to jest piany i tekstury, jak i balansu, ułożenia w smaku i zapachu. Szkoda, bo miało potencjał na prawdziwą rewelację.

piątek, 28 lutego 2014

BrewDog: Brixton Porter

Trzydzieste piwo z BrewDoga! Oczywiście trzydzieste, które zdegustuję na blogu, bo nie mam odwagi próbować zliczyć, które to już wypuszczane na świat przez Szkotów. Jubileusz, którym raczej za szybko żaden browar się tu nie poszczyci, przypadł na piwo trochę niepozorne, bo zwykły brown porter. O tyle jest jednak szczególne, że to żaden tam regularny wypust BrewDoga, a jedno z trzech piw z serii Prototype Challenge 2013, która w istocie jest konkursem. Konsumenci mają możliwość zagłosowania w sondzie na najlepsze ich zdaniem z tej trójki (pozostałą dwójkę również zdegustuję), a zwycięzca plebiscytu - z tego, co zrozumiałem - wejdzie do regularnej sprzedaży. Wysoce więc prawdopodobne, że Brixton Porter więcej się już na półkach nie pojawi, zwłaszcza że zerkając na style i parametry pozostałe dwa piwa brzmią ciekawiej.

Informacje ogólne:
Piwo: Brixton Porter
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Produkowane od: 2013
Styl: brown porter
Alkohol: 5%
Ekstrakt: 11,9%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Inna niż zwykle, "prototypowa" szata etykiety - robi słabsze wrażenie niż normalne, zwłaszcza że niewiele się z niej dowiemy. Poszukując informacji, warto jednak udać się na stronę internetową browaru, gdzie znajdziemy ich całkiem sporo. Kapsel standardowy.
7/10

Barwa
Nieprześwitująco czarne, bez zarzutu, piękne. 
5/5

Piana
Mało obfita, ale za to dość drobna, o ładnej barwie; kożuszek utrzymuje się chwilę, później powoli zanika do pierścienia, jednocześnie jednak bardzo obficie oblepia szkło. 
3/5

Zapach
W zapachu klasyczne nuty zbożowe, gorzkiej czekolady, a przede wszystkim kawy - dość intensywne, świeże, bardzo ładne, choć nie nadzwyczajne i umiarkowanie skomplikowane. 
7/10

Smak
Początkowo wydaje się nieco wodniste, ale za sekundę odpłaca to świetnym, bardzo wyrazistym i bardzo wytrawny finiszem, wręcz bezwzględnie palonym, nieco chlebowym, który jest na tyle rozległy, że zapobiega lekkiemu uczuciu pustki w ustach - może odrobinę zanadto wytrawne jak na porter, przypomina bardziej dry stout, ponadto nieco za bardzo kwaskowate, niemniej jednak zdecydowanie bardzo smaczne i wyraziste, do tego niezła goryczka. 
8,5/10

Tekstura
Nieco zanadto wysycone, ale bardzo to nie przeszkadza.
4/5

7.0/10
 
Nie spodziewałem się nie wiadomo czego i faktycznie to jedno z mniej udanych piwa BrewDoga, jakie piłem. To oczywiście nie znaczy, że jest złe - bynajmniej, bardzo smaczne i pijalne. Nie jest jednak majstersztykiem i mam nadzieję, że któreś z pozostałych dwóch Prototypów je znacznie przebije i bardziej zasłuży na wejście do regularnej oferty.


Nowe opakowanie (wszedł do stałej oferty):