środa, 24 czerwca 2015

Mikkeller (De Proef): Spontangooseberry

Kolejne pchnięcie do przodu serii lambików Mikkellera, których zrobiłem sobie mały zapas. Pierwszy mnie trochę rozczarował (bo to drogie skurczybyki były), ale mam nadzieję, że to przez dodatek, jaki był tam użyty, kwiat dzikiego bzu. Okazał się mało wyrazisty i z piwa wyszło w sumie trochę zwykłe gueuze. Dzisiaj czas na agrest i powinno być dużo ciekawiej.

Informacje ogólne:
Piwo: Spontangooseberry
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: lambik agrestowy
Dodatki: agrest
Alkohol: 7,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 28.05.2024 r.
Cena: 45,50 zł (60,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
No etykieta to to samo co na wszystkich piwach z serii, tylko z tematycznym owocem i kolorem. Przy okazji dowiedziałem się, że agrest to po angielsku "gęsia jagoda".
8/10   
 
Barwa
Jasnobursztynowe lub ciemnozłote, ładnie snujące się bąbelki gazu, przyjemne.
3,5/5

Piana
Zadziwiająca jak na lambika - bardzo obfita, bardzo gęsta, redukuje się wolno, pięknie oblepiając ścianki, w końcu jednak zostaje pierścień i resztki na środku.
4/5

Zapach
Bardzo intensywna, ostra dzikość, dominuje końska derka i ogólna wiejskość, tak ostra, że aż jakby pieprzna; do tego wyczuwalna już tutaj kwaśność i cierpkość, ale i lekka, słodka kontra, być może pochodząca od agrestu, którego tutaj nie czuć - świetny, bezkompromisowy aromat, trochę może za mało złożony.
8,5/10


Smak
W smaku bardzo mocny i bardzo przyjemny atak kwaśnością, trochę mniej wiejską, dziką, a bardziej owocową, cytrynową niż w zapachu, naprawdę wyjątkowo przyjemne odczucie kwaśności, rzadko spotykane; do tego trochę drewna, ogólnie owocowa atmosfera, ale nie wyczuwam konkretnie agrestu - znakomity lambik, nie jest może piekielnie złożony, ale udało się uzyskać kwaśność o doskonałym charakterze.
9/10

Tekstura
Wysycenie bardzo dobrze współpracuje, jest spore, ale nieprzesadnie, może odrobinę za bardzo gryzie.
4,5/5

8.0/10

Co prawda wyczuwalność agrestu była taka sama jak wyczuwalność dzikiego bzu, praktycznie zerowa, ale agrest chyba zrobił swoje, bo piwo jest zdecydowanie lepsze niż Spontanelderflower. Tyle że jakby mi ktoś powiedział, że to zwykłe gueuze, to bym uwierzył. Wciąż jeszcze nie jestem usatysfakcjonowany za tę kasę, ale tu już bliżej satysfakcji niż w wersji z dzikim bzem. 

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Szałpiw (Wąsosz): Niuda

Szałpiw popełnił kolejne belgijskie piwo, które nazwał wymyślnie Belgian Golden Ale - zdaje się, że to po prostu blond, ewentualnie nowofalowy blond, bo pływają w nim nowozelandzkie chmiele. Generalnie zbiera sporo negatywnych recenzji, ale jeśli ktokolwiek na polskiej scenie jako-tako ogarnia tematy belgijskie, to jest to Szałpiw, więc nie zamierzam przepuszczać żadnego ich belgijskiego ale.

Informacje ogólne:
Piwo: Niuda
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Wąsosz
Browar: Browary Regionalne Wąsosz (Szałpiw)
Styl: nowofalowe belgijskie blond ale
Dodatki: skórka pomarańczy, kolendra
Alkohol: 6,4%
Ekstrakt: 14%
Objętość: 500 ml
Warka: do 26.09.2015 r.
Cena: 7,70 zł

Opakowanie
Bardzo rzucająca się w oczy etykieta, wpisująca się w kanon tej bardziej kolorowej serii etykiet Szałpiwu. Sympatyczna.
8/10

 
Barwa
Nazwa zobowiązuje - piękna barwa złoto-bursztynowa jest przełamana sporą mętnością i masą ciemnego, kawałkowatego osadu, jakby ktoś nasypał żwiru - wbrew pozorom nie wygląda to źle, może dlatego, że kolor jest naprawdę świetny.
3,5/5

Piana
Żartobliwa, z trudem nalewa się cieniutki kożuszek, który błyskawicznie redukuje się do obwódki i nieregularnych resztek - te za to o dziwo utrzymują się dość długo, ale i tak tragedia.

Zapach
Zapach witbierowaty - dominuje zdecydowanie skórka pomarańczy w towarzystwie kolendry, na dalszym planie owoce i kwiaty pochodzące od nowofalowych chmieli, dopiero w trzecim rzędzie cięższe nuty belgijskie - zapach jest trochę niezrównoważony, ale bardzo przyjemny, w miarę ogrzewania się piwa właściwie za każdym powąchaniem możemy spotkać coś innego, z czasem intensyfikują się nuty belgijskie, fenolowe.
7,5/10

Smak
W smaku mocno się udziela bardzo rzadko albo prawie wcale niespotykana w piwie słodka nuta, której nie potrafię powiązać z czymś konkretnym, w każdym razie występuje chyba w jakichś ciastach, coś w stronę przypraw korzennych, ale to jeszcze nie to, podoba mi się tak sobie; poza tym dużo więcej belgijskiej drożdżowości niż w zapachu, słodko - zmienia się to po przełknięciu, bo nowofalowe chmiele wniosły sporą, cytrusową goryczkę, która bardzo przyjemnie ogarnia finisz; piwo jest dość dziwaczne, ale zdecydowanie pozytywne, fajnie zderza ze sobą słodycz z goryczką, a belgijsko-amerykański finisz jest wprost świetny, jest wyraziste, choć może zgodnie z nazwą trochę chaotyczne.
8/10

Tekstura
Wysycenie jest bardzo niskie, niedalekie od zera (ale na pewno jakieś tam jest), co oczywiście działa na niekorzyść, ale nie aż tak, jak mogłoby się wydawać, bo jest bardzo pełne smaku i i tak nie ma mowy o wodnistości, co najwyżej jest przez to momentami lekko mdłe.
2/5

6.5/10 

Dawno nie spotkałem się z tak dobrze dobraną nazwą i etykietą piwa do jego istoty. Jest... brudne, bałaganiarskie, dzikie (nie w sensie dzikich drożdży, oczywiście), nieeleganckie właściwie, ale i bardzo sympatyczne. Mimo wszystko nieporównywalnie wolę bardziej, hm, przemyślane belgijskie piwa z Szałpiwu vide świetna Bździągwa i genialny Szczun. Ale Niuda, którą nawiasem mówiąc można nazwać śmiało amerykańskim blondem, dostarcza niemało przyjemności z picia, na pewno jest dużo lepsze niż Buba czy Jasny Dynks. Gdybym nie czytał wcześniej żadnych recenzji tego piwa, to byłbym rozczarowany, ale jako że czytałem i wiele z nich było nieprzychylnych, to jestem pozytywnie zaskoczony.

Artezan: Czarna Wołga

Po koszmarku od AleBrowaru i Birbanta czas się odtruć czymś od jednego z nielicznych (trzech, może czterech) browarów w Polsce, po których dużej wpadki zupełnie się nie spodziewam. Czyli w tym przypadku z Artezana. Ledwie wczoraj przelewałem na cichą swój stout owsiany, dziś sprawdzę, co w tym temacie ma do powiedzenia pierwszy polski fizyczny browar rzemieślniczy.

Informacje ogólne:
Piwo: Czarna Wołga
Kraj: Polska
Województwo: mazowieckie
Miasto: Błonie
Browar: Artezan
Styl: stout owsiany
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: 14%
Objętość: 500 ml
Warka: do 11.07.2015 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Bardzo ładna i klimatyczna etykieta, Artezan (a raczej ich graficy) ma bardzo dobre pomysły, choć ciągle Pacific Pale Ale pozostaje najlepszym.
8,5/10

 
Barwa
Absolutnie nieprzejrzyście czarne, piękne.
5/5

Piana
Umiarkowanie obfita, ale piekielnie gęsta, trwałość solidna.
3,5/5

Zapach
Intensywne, proste, ale piękne nuty mocno palone, kawowe, skontrowane lekką słodyczą czekolady - nie jest to zapach oszałamiający, nie jest niesamowicie złożony, ale nie ma w nim choćby pół fałszywej nuty, po prostu klasyka stylu, bardzo przyjemny.
8/10

Smak
W smaku jest już świetnie, do palonego ziarna dochodzi kremowa aksamitność stoutu owsianego, piwo jest znakomite w swojej prostocie, po prostu Stout Owsiany, pozostawia intensywny, słodko-palony (czekoladowo-kawowy) finisz nawet z akcentem orzechowym, świetne piwo.
8,5/10

Tekstura
Trochę za wysokie wysycenie, ale przyjemna gładkość konsystencji.
4/5

7.5/10

Przykładny stout owsiany, nie jest to piwo zwalające z nóg, ale bardzo dopracowane, pewne siebie, rzekłbym. Jak wyjdzie mi coś takiego, to będę bardziej niż zadowolony (nie licząc tego, że w moim, mam nadzieję, będzie czuć dodane płatki dębowe). Dobrze wybrana odtrutka po AleBrowarze. Z drugiej strony... do najlepszych stoutów z AB (Sweet Cow, Smoky Joe, Ortodox - przynajmniej tych, które piłem dwa lata temu) się nie umywa.

niedziela, 21 czerwca 2015

AleBrowar & Birbant (Gościszewo): Kiss the Beast

Dotychczasowe dwa piwa z serii wielkich kooperacji AleBrowaru były rewelacyjne. I Deep Love, i So Far, So Dark uwiodły mnie totalnie, toteż na Kiss the Beast czekałem w ekscytacji, chociaż partner tym razem dużo mniejszego formatu niż Nøgne Ø i Artezan, bo Birbant, co do którego mam mieszane odczucia (jak zresztą do samego AB). Na pierwszy rzut oka mamy trochę powtórkę z Deep Love, ale Deep Love to było bardziej belgijskie ale z amerykańskim chmielem, a tzw. belgijskie IPA to zwykle AIPA/IIPA z jakimiś belgijskimi wstawkami, zwykle zresztą mizernymi. Koncepcyjnie Kiss the Beast przywodzi mi na myśl od razu Raging Bitch z Flying Dog Brewery, znakomite piwo zresztą, choć tej Belgii to właśnie tam było jak na lekarstwo.

Informacje ogólne:
Piwo: Kiss the Beast
Kraj: Polska
Województwo: pomorskie
Miasto: Gościszewo
Browar: Gościszewo (AleBrowar i Birbant)
Styl: imperialne belgijskie India Pale Ale
Alkohol: 8,5%
Ekstrakt: 19,1%
Objętość: 500 ml
Warka: do 10.10.2015 r.
Cena: 10,50 zł

Opakowanie
Jak zwykle w tej serii genialna, malowana butelka, może poprzednie projekty odrobinę bardziej mi się podobały. Zabrakło też firmowego kapsla.
9,5/10

 
Barwa
Cudowny bursztyn leciutko wpadający w miedź, zmętnienie na tyle duże, by nadać wyrazistości, ale dość małe, by pozwalać na piękne błyski - piękne.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, ale niezbyt gęsta, o solidnej, ale nierewelacyjnej trwałości.
3/5

Zapach
Intensywny, barwny zapach amerykańskiego chmielu, owocowy, a jednak raczej wytrawny niż słodki, mimo wszystko mocno podszyty żywicą i trawą, pojawia się w nim też coś belgijskiego, jakby owoce kandyzowane w dość specyficznym wydaniu - bardzo ładna kompozycja, choć daleka od wybitności.
7,5/10
Smak
O ile w zapachu jest "raczej wytrawnie", o tyle w smaku słodycz zostaje właściwie zutylizowana, jest jakby pozbawione słodowości, niestety na jej miejsce wskakuje niewybaczalnie wysoki alkohol, rozpuszczalnik wprost, który w połączeniu z suchą, trochę łodygową (nawet nie jakąś bajecznie wysoką, 200 IBU? że co?) goryczką daje piwo po prostu bardzo złe, może nie katastrofalne, ale jednoznacznie nieprzyjemne, puste mimo swojej mocy, na finiszu można wyciągnąć minimum przyjemności z goryczki i to tyle.
2/10

Tekstura
Jest dość gęste i mocno wysycone, co właściwie jeszcze pogarsza sprawę, bo kompletnie nie wchodzi.
1/5

3.0/10 

Kiss the Beast to nazwa trafna jak cholera, nie powiem. Wpadka, a gdyby nie bardzo ładny zapach, to nie tylko wpadka, ale i katastrofa by to była. Bezsprzecznie najgorsze piwo z dwudziestu czterech (!), jakie piłem z AleBrowaru (z Birbanta również). Jeśli chodzi o sam smak, to zresztą nie mogę sobie przypomnieć nic równie dramatycznie słabego z całego polskiego craftu, jaki przez siebie przelałem! Ten rozpuszczalnik jest absolutnie zabójczy, wstydziłbym się takie piwo wypuścić, zmęczyłem pół butelki (zresztą tylko dzięki zapachowi, który jest zachęcający i choć każdy łyk jest nieprzyjemny, to chce się dać jeszcze jedną szansę), reszta leci do rzeki, dziękuję, dobranoc. Sytuacja jest o tyle przykra, że gdybym takie piwo dostał od BrewDoga albo Mikkellera, to byłbym absolutnie zszokowany, a w przypadku bądź co bądź uznanych przedstawicieli polskiej sceny rzemieślniczej jestem tylko mocno zawiedziony. AleBrowar jest cholernie nierówny.

sobota, 20 czerwca 2015

Browar Zamkowy Cieszyn (Grupa Żywiec): Dubbel Cieszyński

Spóźniłem się nieprzeciętnie, ale w końcu zdegustuję zwycięskie piwo zeszłorocznych Birofilii. Odkąd Czesław Dziełak znowu pozamiatał, minęło już pół roku i większość osób zapewne zdążyła już pozapominać w ogóle o istnieniu tego piwa. No to odświeżam. Nie spieszyłem się przesadnie z otwarciem tej butelki, bo wśród recenzji często można było usłyszeć narzekania na nadmiernie udzielający się alkohol (może to kara za osiągnięcie za dużej mocy - 8,5% jak na dubbla to bardzo dużo: najmocniejsze, jakie dotąd piłem, miały 8%). Zobaczymy, jak smakuje po pół roku leżakowania. Od niedawna mogę się pochwalić spróbowaniem wszystkich dubbli z browarów trapistów w Belgii i Holandii, tym bardziej ciekawi mnie, jak na ich tle wypadnie piwo Dziełaka.

Informacje ogólne:
Piwo: Dubbel Cieszyński
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Cieszyn
Browar: Browar Zamkowy Cieszyn
Styl: dubbel
Dodatki: syrop kandyzowany
Alkohol: 8,5%
Ekstrakt: 18%
Objętość: 330 ml
Warka: do 20.11.2015 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Jak dla mnie zachwycające. Butelka ma piękny kształt, etykieta jest znakomita, zarówno jeśli chodzi o elegancki wzór, jak i kolorystykę, która świetnie współgra z brązowym szkłem, do tego dokładny skład, rzeczowy opis i jeszcze piękny kapsel.
10/10

Barwa
Wspaniale lawiruje od miedzi do brązu i prezentuje wszystkie odcienie tych kolorów poza ciemnym brązem; piękne, dość klarowne.
5/5

Piana
Dla odmiany bardzo mizerna, nalewa się niezbyt obfita i w ciągu minuty niknie do solidnego pierścienia, który utrzymuje się w miarę długo, ale w końcu znika do zera.
1,5/5

Zapach
Piękny, intensywny - kandyzowane owoce, karmel, toffi, rodzynki, chleb ze śliwkami i jeszcze parę rzeczy w tych klimatach - jest podszyty pewną dawką alkoholu, ale po pierwsze tylkoodrobinę za wysoką, a po drugie raczej szlachetnego; bardzo przyjemna woń.
8,5/10  
Smak
Bardzo wyraziste i z lepiej ułożonym alkoholem niż w zapachu, ale tu z kolei trochę mniej esencjonalne; generalnie połączenie ciemnego (niekoniecznie czarnego jak smoła) chleba ze słodkościami (daktyle, toffi, kandyzowane owoce), do tego bardzo wyraźna aura bananowa, właściwie w pewnym momencie banany stają się wręcz dominujące - bardzo smaczne piwo z intensywnym finiszem, choć przy takiej mocy nie zaszkodziłaby trochę większa pełnia smaku.
8/10

Tekstura
Trochę za mocno nagazowane.
3,5/5

7.0/10

Bardzo dobry dubbel. I tylko tyle, bo to jednak zwycięskie piwo w wielkim konkursie i można by się spodziewać po takim czegoś więcej. Poddaje się wszystkim dubblom od trapistów poza Rochefortem 6, póki co najsłabszym piwem trapistów, jakie piłem. IIPA z poprzedniego roku dużo lepsza była, chyba Browar Zamkowy nie podołał belgijskim drożdżom.

czwartek, 18 czerwca 2015

Raduga (Zodiak): Key Largo

Raduga numer pięć, tym razem w końcu już nie z Witnicy, a z Browaru Zodiak. Mam nadzieję, że oznacza to powrót do poziomu Sunset Blvd. Jeśli Raduga znowu mnie zawiedzie, to dam sobie z tym kontraktowcem spokój na jakiś czas. Stout owsiany z cynamonem - póki co spotykałem tę przyprawę chyba tylko w piwach świątecznych i dyniowych.

Informacje ogólne:
Piwo: Key Largo
Kraj: Polska
Województwo: wielkopolskie
Miasto: Bierzwienna Długa-Kolonia
Browar: Zodiak (Raduga)
Styl: stout owsiany
Dodatki: cynamon
Alkohol: 6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: do 06.10.2015 r.
Cena: 6,80 zł 

Opakowanie
W Zodiaku nawet etykiety wychodzą lepsze, dzięki prostokątnemu, a nie owalnemu jak w Witnicy kształtowi. Choć wciąż ta z Sunset Blvd pozostaje moją ulubioną.
8,5/10
 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne, idealne.
5/5

Piana
Umiarkowanie obfita, ładnie beżowa i w miarę gęsta, ale fatalnie z trwałością - po trzech minutach już tylko pierścień, po kwadransie zero.
1/5

Zapach
Połączenie ciemnego, palonego słodu z lekko kwaskowatym w odczuciu aromatem cynamonu; cynamon przeważa i jest to średnio korzystne, bo zapach staje się dość jednowymiarowy i banalny, choć jednak przyjemny.
6/10


Smak
W smaku szczęśliwie role się odwracają, to cynamon jest dodatkiem do słodu, a nie na odwrót - mamy przyjemną, kremową pełnię stoutu owsianego, mieszankę słodkiego i wytrawnego oblicza słodu, mocne, korzenne uderzenie cynamonu i sporą, prostą goryczkę na finiszu, która miesza się z nutami czekolady - kompozycja nie jest olśniewająca, ale fajna, przyjemna.
6,5/10

Tekstura
Odrobinę za duży gaz.
4,5/5

6.0/10

Chyba średni pomysł z tym cynamonem. Piwo jest niezłe, ale to za mało na sektor rzemieślniczy. Tym samym żegnam się z Radugą na dłuższy, dłuższy czas, nie porwali mnie, jedno, góra dwa piwa warte powtórzenia na pięć to za mało, wolę dać pierwszą szansę komuś innemu albo pięćdziesiątą komuś uznanemu.

środa, 17 czerwca 2015

Kingpin (Zarzecze): Lunatic

Ostatnie echa Beer Geek Madness 2. Kingpin, w moim odczuciu jeden z kilku najciekawszych przedstawicieli sceny rzemieślniczej w Polsce, z okazji tej imprezy wziął się za najpopularniejszy u nas styl belgijski, czyli witbiera. Poza obligatoryjnym dodatkiem kolendry i skórki pomarańczy, dorzucił od siebie jak zwykle własne zdanie w postaci grillowanych i karmelizowanych cytryn oraz soku z granatu. Brzmi sensownie, o ile owoce za bardzo nie zdominują piwa. Żeby było zabawniej, użyte chmiele to Simcoe i Cascade (moje ulubione swoją drogą).

Informacje ogólne:
Piwo: Lunatic
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zarzecze
Browar: Zarzecze (Kingpin)
Styl: witbier
Dodatki: skórka gorzkiej pomarańczy curaçao, kolendra, grillowane cytryny, naturalny sok z granatu
Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: 12%
Objętość: 500 ml
Warka: 1 (do 08.10.2015 r.)
Cena: 7,99 zł

Opakowanie
Świnia Kingpina w stylistyce narkotycznego tripu. Jak zawsze bardzo ładna etykieta.
8,5/10
 
Barwa
Bardzo mocne zmętnienie sprawia, że złoty kolor wpada w bursztyn, prezentuje się to bardzo korzystnie.
4/5

Piana
Przeciętna - umiarkowanie obfita, gęsta, ale niezbyt trwała, kilkanaście minut i zostaje tylko cienki pierścień.
2,5/5

Zapach
W znakomicie orzeźwiającym aromacie ścierają się ze sobą dwie sfery: piwna pod postacią belgijskich drożdży i jasnego słodu oraz owocowa, przy czym dominuje skórka pomarańczowa i cytryna, granatu nie wyczuwam; świetny, konkretny, rześki do granic możliwości aromat.
8,5/10
Smak
W smaku mniej słodko i mniej owocowo, pierwsze skrzypce gra lekka kompozycja jasnego słodu podszytego belgijskimi drożdżami, pojawia się też szczypta kolendry; finisz już bardzo wytrawny - goryczka skórki pomarańczowej i charakterystyczna cierpkość, która musi pochodzić od granatu: piwo jest wręcz genialnie orzeźwiające, a przy tym bardzo smaczne, nawet jeśli nie chcemy koniecznie być orzeźwieni.
8/10

Tekstura
Idealnie nagazowane.
5/5

7.5/10

Jeden z lepszych witbierów, jakie piłem. Kwintesencja piwa orzeźwiającego, bo w przeciwieństwie do wielu witbierów nie popełnia błędu nadmiernej słodyczy. Kingpinowi różnie wychodzi z tymi dodatkami - bywało już ich za mało, by je wyczuć, bywało za dużo: tutaj trafili w dziesiątkę. Nie jest to piwo oszałamiające (niełatwo oszołomić witbierem), ale błyskotliwie pomyślane i rzetelnie wykonane.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Kingpin (Zarzecze): Turbo Geezer

Geezer udał się Kingpinowi w moim odczuciu znakomicie, więc co do jego podkręconej wersji mam spore oczekiwania. Wyższy ekstrakt, większa moc, więcej dodatków, czyli kawy, wanilii i laktozy. A moc na tyle większa, że w BJCP-owskiej klasyfikacji piwo mogłoby być nawet stoutem imperialnym. Byle nie przeholować.

Informacje ogólne:
Piwo: Turbo Geezer
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zarzecze
Browar: Zarzecze (Kingpin)
Styl: słodki kawowy Foreign Extra Stout
Dodatki: cukier kandyzowany ciemny, kawa, laktoza, wanilia burbońska
Alkohol: 8,3%
Ekstrakt: 19,1%
Objętość: 500 ml
Warka: 1 (do 01.10.2015 r.)
Cena: 9,50 zł

Opakowanie
Etykieta, jak widać, to wariacja na temat etykiety Geezera. Te żółte wtrącenia trochę burzą świetną kolorystykę pierwowzoru, ale i tak jest bardzo dobrze.
8/10

Barwa
Nieprzejrzyście czarne, piękne, nic dodać, nic ująć.
5/5

Piana
Ładna, ciemnobeżowa, obfita, bardzo gęsta, trochę słabiej z trwałością, ale tłusty pierścień utrzymuje się do samego końca.
3,5/5

Zapach
Bardzo duże ilości słodkiej od wanilii (i być może cukru) kawy na tle ciemnego, palonego słodu, są też subtelne nuty dębowe, całość jest znakomita, intensywna, słodka, oryginalna, niezwykle przyjemna, aczkolwiek pojawia się efekt lekkiego przesycenia dodatkami, który nie pozwala pójść w stronę aromatu genialnego.
9/10

Smak
W smaku dość podobnie co w zapachu, natomiast bardzo istotny staje się udział laktozy, a ponadto wszystko zostaje zanurzone w mocarnym charakterze piwa o wysokim ekstrakcie; wyśmienite, bezkompromisowe piwo, słodycz jest dobrze kontrowana nie za dużą goryczką, jest tylko może trochę za bardzo kwaskowate od palonych słodów, poza tym rewelacja i znakomicie maskuje alkohol.
8,5/10

Tekstura
Problemem jest wysycenie niezbyt dalekie od zera, przez które piwo mimo swojej pełni smaku może się momentami wydać odrobinę wodniste (ale bez tragedii).
2,5/5

7.5/10

No tak bywa. Piwo jest bardzo podobne do Geezera, bardzo, ale jednocześnie wypada zdecydowanie słabiej, choć też godne uwagi. Lekko przeholowane dodatki (co bez wątpienia znajdzie swoich amatorów, ja wolę trochę więcej stoutu w stoucie) i problem z wysyceniem sprawiają, że wybieram "niepodkręconą" wersję.

sobota, 13 czerwca 2015

Trappist Achel Blond 8%

Zakończyłem pierwsze pół tysiąca piw na blogu piwem trapistów i drugie pół tysiąca nim zacznę. Chciałem napisać, że to pożegnanie z trapistami na długi, długi czas, bo poza tymi, które już są na blogu, więcej w Polsce praktycznie nie da się dostać, ale przypomniałem sobie, że prawdopodobnie będę w tym roku w Belgii i pewnie upoluję coś jeszcze. Jeśli chodzi o piwo, to oczywiście nie jest to blond, tylko tripel. O ile nie będzie wybitne, to Achel będzie sporym outsiderem wśród browarów trapistów, bo dubbel mnie nie zachwycił, a wszystkie pozostałe sześć ma na swoim koncie co najmniej jedno wybitne piwo.

Informacje ogólne:
Piwo: Trappist Achel Blond 8%
Kraj: Belgia
Prowincja: Limburgia
Miasto: Hamont-Achel
Browar: Brouwerij der Trappistenabdij De Achelse Kluis
Styl: tripel
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 13.01.2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Etykieta jest identyczna jak na dubblu, nawet kolorystycznie nic się nie zmieniło, jedynie "bruin" i "brune" zastąpiło "blonde" i "blond" (bo nawet alkohol taki sam). Zmienił się za to kolor gołego kapsla, ze złotego na biały.
7,5/10
 
Barwa
Pięknie złociste i o dziwo całkowicie klarowne, bardzo, bardzo ładne.
4,5/5

Piana
Genialna, o nienagannej obfitości, gęstości i trwałości, śnieżnobiała, oblepia szkło, piękna.
5/5

Zapach
Dominuje barwna, belgijska przyprawowość, dość słodka, z dodatkiem pikantności, na drugim planie rześkość cytrusów, a raczej skórki cytrusów, trochę akcentów chlebowych - efekt to piękna, bardzo intensywna kompozycja, mocarna, ale nie ociężała, może odrobinę pohamowałbym przyprawy.
8,5/10


Smak
W smaku te same nuty, ale trochę inaczej rozłożone - w ustach dostajemy cios świeżości cytrusami, następnie w momencie przełknięcia falę przyprawowej słodyczy, by na rozgrzewającym finiszu nastąpiło przyjemne wyciszanie się w stronę nut chlebowych i znowu cytrusowych - znakomite piwo.
9/10

Tekstura
Odrobinę przesadzone wysycenie.
4,5/5

8.5/10

A jednak Achel również ma do zaoferowania coś wybitnego. Co prawda nie jest to tripel na poziomie Westmalle (a również na poziomie Tripel Karmeliet, bo warto o nim wspomnieć), ale deklasuje wersje Chimay i La Trappe. Miałem robić ranking trapistów, bo przerobiłem chyba wszystkie piwa dostępne w Polsce, ale pomyślałem, że byłby trochę niesprawiedliwy bez degustacji Achel Extra Bruin, quadrupla z tej stajni, a może zdobędę go niedługo w Belgii.