wtorek, 24 czerwca 2014

BrewDog: American Ale

Zajęło to niemało czasu, ale w końcu zamykam degustacje piw z serii Unleash The Yeast BrewDoga. Na koniec piwo, które ma wyeksponować właściwości drożdży dodawanych do amerykańskiego ale. Mam poważne wątpliwości, czy się uda, bo podkład pod drożdże jest już dość amerykański i piwo może smakować po prostu jak american ale i ciężko będzie odgadnąć, gdzie jest rola drożdży. Może jednak.

Informacje ogólne:
Piwo: American Ale
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Produkowane od: 2013
Styl: eksperymentalne
Alkohol: 6,3%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Kolejne identyczne opakowanie dla tej serii ze zmianą koloru (no i nazwy) - mam wrażenie, że identyczny kolor pojawił się na jednym piwie z kanonu "IPA Is Dead". Co zrobić przy tylu piwach.
9/10



Barwa
Przyjemny, ciemnozłoty kolor wpadający w jasny bursztyn i umiarkowanie przyjemne zmętnienie, trochę zaśmiecające wizerunek piwa. 
3/5

Piana
Mało obfita, ale za to gęsta i ładnie oblepiająca szkło, o przeciętnej trwałości. 
3,5/5

Zapach
Na samym początku wydaje się być ogarnięty całkowicie przez chmiel, ale po krótkiej chwili ewidentnie staje się ewidentnie drożdżowy; nie jest to jakiś typowo drożdżowy zapach, ale coś nam mówi, że to ewidentnie jakiś gatunek drożdży; ogólnie aromat bardzo atrakcyjny, słodki, z dobrą bazą słodową, trochę krochmalowy, nie wybitny, ale naprawdę świetny i intensywny. 
8,5/10
Smak
Również bardzo dobrze jest w smaku, gdzie na początku otrzymujemy bardzo przyjemne połączenie słodu i chmielu, na przełyku wchodzi znana z zapachu nuta drożdżowa, a wszystko kończy się z gładkim finiszem o raczej delikatnej goryczce; bardzo smaczne, choć pojawia się zbyt wyraźny akcent alkoholu. 
8/10

Tekstura
Wysycenie, choć bardzo dobre, jednak ściągnąłbym trochę w dół.
4/5

7.0/10

Bardzo udane zakończenie serii, odrobinę słabsze od Pilsen Lagera, ale znacznie lepsze od pozostałych dwóch. Cóż, nic z Unleash The Yeast nie powaliło, ale ostatecznie serię uważam za ciekawą i całkiem pouczającą. Polecam raczej tym, którym się nudzi i którzy są świata ciekawi, bo wybitne piwa to to mimo wszystko nie są. Polecam też degustować je jedno po drugim, myślę, że efekt będzie bardziej bezpośredni.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Buxton: Black Rocks

Kolejni rzemieślnicy z Anglii, namnożyło mi się ich trochę: Meantime, Redwillow, Redchurch, Weird Beard, Thornbridge... ze wszystkich pięciu mam co najmniej dobre wspomnienia, a więc czas na Buxton Brewery, podmiot nie taki już młody, bo z 2011 roku, mieszczący się w niewielkiej miejscowości Buxton (tylko dwadzieścia parę tysięcy mieszkańców, ale partnerstwo ze stolicą Zimbabwe jest). Na stronie internetowej nie znalazłem żadnych wzruszających opowieści, jak browar powstawał i tak dalej, raczej konkrety i to głównie liczbowe. Jeśli aktualizują bazę danych, to uwarzyli już osiemnaście różnych piw. Ja zaczynam romans z nimi od ciemnego IPA, o którym również jakoś specjalnie dużo się nie dowiemy, ale obiecują czarną porzeczkę i lukrecję, więc może być ciekawie.

Informacje ogólne:
Piwo: Black Rocks
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: East Midlands
Miasto: Buxton
Browar: Buxton Brewery
Produkowane od: 2011
Styl: ciemne India Pale Ale
Alkohol: 6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Całkiem ładny styl etykiety, chociaż trochę już zaczynam dostrzegać podobieństwa wśród poczucia estetyki angielskich mikrusów.  Brak daty przydatności do spożycia, jedynie data zabutelkowania (no trochę dawno, siódmy stycznia) i zalecenie "drink fresh". Niepasteryzowane - no to zaczynam się bać, że już jest po nim, ale trudno, trzeba było podać datę ważności. Chmielenie nowozelandzkie. Po trzech latach działalności i z eksportem swoich piw wypadałoby już mieć firmowy kapsel, niestety jest goły.
8,5/10

Barwa
Czarne z bardzo znikomymi, odrobinę za bardzo nieśmiałymi ciemnobrązowymi prześwitami; prawie idealne. 
4,5/5

Piana
Świetna, bardzo obfita i diabelsko gęsta, o ładnej, ciemnokremowej barwie, elegancko osiada na szkle i do samego końca zostawia nie tylko cienki kożuszek, ale konkretną, grubą warstwę - ponad skalą. 
5/5

Zapach
Piękny, rześki, intensywny, łączący pierwszoplanowe nuty ciemnosłodowe na czele z czekoladą z drugoplanowymi akcentami cytrusowo-chmielowymi; na siłę idzie się doszukać nawet tej czarnej porzeczki, acz normalnie byłoby ciężko; przede wszystkim czekolada, trochę truskawki w czekoladzie, poza jakąś jedną przeszkadzającą nutą wybitny aromat.
8,5/10

Smak
W ustach rządzi lekko kwaskowaty, owocowy chmiel, nadając piwu ogromnej pijalności i orzeźwienia, ale prawdziwe cuda zaczynają się od przełknięcia - wtedy wkracza spora, ale nieprzesadzona i przede wszystkim wyjątkowo szlachetna goryczka, a finisz jest już po prostu doskonały - idealnie łączy się przyjemna, czekoladowa słodowość z ciągle mocno pracującym goryczkowo-aromatycznie chmielem; genialne, wyśmienite.
10/10

Tekstura
Minimalnie za niskie, ale za to totalnie trwałe wysycenie, które współpracuje ze smakiem na tyle dobrze, że piwo czyni zdradziecko pijalnym.
4,5/5

9.0/10
Cóż, jeśli - powracając do etykiety - nie wypiłem tego piwa "fresh", to bardzo chciałbym to kiedyś zrobić, bo niemal półroczne było genialne; o pięć tysięcznych punktu wyprzedziło Brown Foot oraz koźlaka ze Schlenkerli i tym samym wdarło się na dziesiąte miejsce ogólnej klasyfikacji bloga. To nie tylko najlepsze ciemne IPA, jakie piłem, ale i najlepsze "lekkie" IPA, co oznacza, że przebiło wszystkie AIPA. A ja muszę przez to nakupić kolejne mnóstwo piw, tak jakbym już nie miał ogromnej kolejki.

Doctor Brew (Bartek): Australian Weizenbock

No i ostatnie z trzech piw pszenicznych, zaserwowanych przez Doctora Brew, które jak dotąd pozwoliły mi na stworzenie tezy, że doktorzy nic poza APA i IPA warzyć za dobrze nie potrafią. Może jednak dziś odkupią winy, na sam koniec zostawiłem sobie najciekawiej zapowiadające się piwo, weizenbocka na australijskich chmielach. Pierwszy raz DB warzy coś o "aż" 7% alkoholu - do tej pory maksimum było 6,2%. Jestem nieco sceptyczny co do pomysłu zachmielenia aromatycznym chmielem weizenbocka, bo styl już sam w sobie dostarczać powinien wspaniałą paradę aromatów, ale może paradoksalnie tym razem będzie wreszcie satysfakcjonująco.

Informacje ogólne:
Piwo: Australian Weizenbock
Kraj: Polska
Województwo: wielkopolskie
Miasto: Cieśle
Browar: Bartek (Doctor Brew)
Produkowane od: 2014
Styl: nowofalowy weizenbock
Alkohol: 7%
Ekstrakt: 17,5%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Fioletowe wydanie etykiety do kolekcji, a tymczasem "opisy" z tyłu butelki wyraźnie zaczynają dążyć ku szczytom bełkotu. Kapsel niezmiennie goły. Znów trzy słody, znów trzy chmiele, których nazwy tym razem nic mi nie mówią; 44 IBU, zdecydowanie najwięcej z tej trójki pszenicznych.
9/10

Barwa
Wygląda pięknie, mimo że jak na styl dość jasne; jasny bursztyn dążący w kierunku złota w połączeniu z bardzo mocnym zmętnieniem jest rewelacyjny - gdzieniegdzie piwo jest złote, a gdzieniegdzie wręcz czerwone; wybitnie ciekawe. 
4,5/5

Piana
Szaleńczo obfita jak na piwo pszeniczne przystało - cudownie wysoka, pięknie osiada na szkle i tworzy efektywne czapy, bardzo gęsta i trwała, bezbłędna. 
5/5

Zapach
Interesujący - na pierwszym planie weizenowa drożdżowość goździkowo-bananowa, a w tle inne owoce; nuty koźlaka są raczej znikome, ale przy mocnym skupieniu zauważalne, zwłaszcza w postaci delikatnego wtrącenia karmelowego; akcentów egzotycznego chmielu raczej nie wyczuwam, może w postaci tej ogólnej owocowości; bardzo ładny, orzeźwiający, ale trochę zbyt jednowymiarowy, zbyt jednostronnie weizenowy jak na taką fuzję. 
8/10

Smak
Lepiej, tukażdy z trzech elementów tego stylu dostaje swoją ewidentną przestrzeń - na początku mamy orzeźwiający, goździkowy efekt weizena, który jednak szybko zostaje przykryty przez bardzo wysoką (zdecydowanie sprawiającą wrażenie mocniejszej niż 44 IBU) goryczkę, agresywną, trochę szorstką, ale fajną, chmielową; na finiszu, w miarę wyciszania się tejże goryczki, dominować zaczynają śliwkowo-karmelowe nuty weizenbocka; świetna podróż, byłoby naprawdę bliskie ideału, gdyby nie jedna spora wada - kiepsko przykryty alkohol, wchodzący zwłaszcza na przełyku i początkowym finiszu. 
8,5/10

Tekstura
Niezłe, acz za wysokie wysycenie - piwo, choć orzeźwiające, to za lekkie nie jest, więc gaz mógłby być mniejszy.
3,5/5

7.0/10
 
A więc jednak - australijski weizenbock okazał się zdecydowanie najlepszym z tercetu nowofalowych piw pszenicznych. Nie nazwałbym go rehabilitacją za dwa poprzednie - aż tak dobry nie był - ale udowodnił, że Doctor Brew może się odnaleźć w czymś innym niż w amerykańskich ale'ach i India Pale Ale'ach.

Doctor Brew (Bartek): American Weizen

Druga część pszenicznej trylogii Doctora Brew. Amerykański weizen to już krok dalej niż amerykański witbier - aromat amerykańskiego chmielu już na papierze pasuje do cytrusowo-kolendrowych nut witbiera; pomieszanie go z weizenowymi fenolami jest trochę bardziej ekscentryczne (acz ostatnia część trylogii będzie jeszcze bardziej). Piłem już kiedyś, niemal dokładnie rok temu podobną kompozycję, tylko że Pinta i AleBrowar nazwały ją "weizen IPA", idąc mocniej w chmiel, tutaj mamy chyba przede wszystkim weizena, a chmiel ze Stanów ma być dodatkiem. Mam nadzieję, że wyjdzie znacznie lepiej od witbiera.

Informacje ogólne:
Piwo: American Weizen
Kraj: Polska
Województwo: wielkopolskie
Miasto: Cieśle
Browar: Bartek (Doctor Brew)
Produkowane od: 2014
Styl: nowofalowy hefeweizen
Alkohol: 5%
Ekstrakt: 12%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Znowu róż na etykiecie Doctora, tym razem w nieco zimniejszym odcieniu, etykieta oczywiście standardowa. Trzy słody, trzy chmiele i 29 IBU (rekordowo nisko). Opis z tyłu niesamowicie bełkotliwy i grafomański - szkoda, w pewnym momencie wydawało mi się już, że zorientowali się, jakie to beznadziejne, a okazuje się, że chyba próbują uczynić z tych koszmarnych opowieści swój znak rozpoznawczy.
9/10

Barwa
Wybitnie jasne, przypomina nawet trochę bardziej witbiera niż weizena; w połączeniu z ekstremalnym zmętnieniem i brawurowo ulatującym gazem daje efekt bardzo ładny, ale psuje go niestety wyjątkowo nieestetyczny, skawalony osad; po dolaniu - ostrożnym nawet - pozostałości, zmętnienie robi się już naprawdę przegięte, brzydkie. 
1/5

Piana
Jak na weizena przystało - nieokiełznana, potwornie bardzo gęsta, wysoka i trwała. 
4,5/5

Zapach
Typowe, drożdżowe nuty weizena; mnóstwo goździków, prawie wcale bananów, ale rolę owocową pełni tutaj amerykański chmiel, dość delikatnie, acz wyraźnie wnosi do zapachu akcenty cytrynowe i kwiatowe; efekt nie doskonały, ale bardzo orzeźwiający i przyjemny. 
7,5/10
Smak
Tu zdecydowanie gorzej; już nieco mniej przypomina klasycznego weizena, jest ewidentnie mocno owocowe, kwaskowate, wprost nieco cytrynowe; trochę weizenowej drożdżowości, ale przede wszystkim taka cytrynowo-limonkowa kwaskowatość (przesadzona) i rozciągająca się nie tylko na finiszu, ale od samego początku goryczka, niezbyt przyjemna i przykrywająca inne doznania; bardziej orzeźwiające niż smaczne, niestety. 
5,5/10

Tekstura
Z taką teksturą się jeszcze nie spotkałem - wysycenie na początku masakryczne, później spada na szczęście do normalnych rozmiarów, ale nie o to idzie - bronienie się zębami przed naprawdę sporymi kawałkami osadu jest naprawdę fatalną sprawą, na tyle, że bardzo łatwo sobie odpuścić sporą część końcówki.
0/5

5.0/10
 
Ojej, no nie tak to miało wyglądać. Połączenie weizena z Ameryką raczej nie jest chybione, co zdradzają pierwsze chwile zetknięcia się z piwem, kiedy zapach jeszcze jest bardzo atrakcyjny, a smak jakoś tam rokuje na przyszłość. Coś jednak zupełnie nie wyszło z realizacją, a o ile smak to jeszcze subiektywna sprawa, o tyle najgorsza tekstura, jaką spotkałem, to bardziej fakt. Jedno z kilku najgorszych rzemieślniczych piw w moim życiu, Doctor Brew mocno pracuje, by stracić zaufanie, jakim go obdarzyłem po dwóch single hopach, szkoda.

czwartek, 19 czerwca 2014

Sobótka Górka 12%

Coś mi kazało sięgnąć po to piwo, prawdopodobnie jego dość dziwaczna otoczka. Browarnia Sobótka Górka, browar rzemieślniczy powstały u podnóży Ślęży pod koniec zeszłego roku, zdecydował się warzyć wyłącznie lagery i sprzedawać je po cenach, za które chodzą u nas stouty imperialne, z czego nawet chyba jakieś kłótnie gdzieś tam wynikały. Bardzo wątpię, żeby było warte swojej ceny, ale co tam, wziąłem, przynajmniej dodam sobie do statystyk kolejny dolnośląski browar. Wpadło mi w ręce ich sztandarowe piwo, dwunastka, którą należy traktować jako kellera z racji niefiltracji.

Informacje ogólne:
Piwo: Sobótka Górka 12%
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Sobótka
Browar: Browarnia Sobótka Górka
Produkowane od: 2013
Styl: jasny lager
Alkohol: 4,5%
Ekstrakt: 12%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Klasyczna butelka bączek z bardzo fajną, choć i bardzo prostą etykietą z wizerunkiem słynnego kamiennego niedźwiedzia ze Ślęży (połączenie złota i czerni to bardzo dobra rzecz ogólnie). Na plus wyszczególniony skład - co ciekawe, jedyne chmiele to polskie okręty flagowe, lubelski i marynka. Chwalą się nagrodą główną "Smaki regionów" z 2012 roku, kiedy to piwo jeszcze nie było produkowane komercyjnie - trochę dziwne, ale może faktycznie wersja domowa się za bardzo nie różniła. Goły kapsel, ale ogólnie fajnie się to wszystko komponuje.
8,5/10

Barwa
Złociste, raczej jaśniejszy niż ciemniejszy wariant złota; spore zmętnienie, ale przydałoby się jeszcze odrobinę większe, byłoby pełniejsze; genialnie ulatujący strumień gazu; ogólnie bardzo ładne. 
4/5

Piana
Wybitnie obfita i bardzo gęsta, cudownie trwała. 
5/5

Zapach
Przyjemny, bardzo intensywny aromat z dominacją fajnej, słodkiej, nawet lekko owocowej słodowości i dodatkiem niezbyt aromatycznego chmielu; bardzo prosty i niezbyt wyszukany, ale na korzyść działa czystość, sympatyczność i intensywność. 
7/10

Smak
Dużo lepszy - wyjątkowo przyjemna, gładka słodowość z nieprzegapialnym akcentem chmielowym; niesamowicie łagodne, a jednocześnie nie można odmówić mu pełni smaku, jest też bardzo czyste, nie ma cienia wad, o które łatwo w lagerach; leciutka, ale wyczuwalna goryczka nie budzi sprzeciwu, do reszty smaku pasuje bardzo dobrze, a sama w sobie jest bardzo apetyczna. 
9/10

Tekstura
Jedynym słabym punktem jest zdecydowanie za duże wysycenie - ma swoje zalety, bo nadaje co prawda lekkiemu piwu trochę ciała, ale aż za dużo.
2,5/5

7.5/10

O, ale pozytywne zaskoczenie. To najlepszy jasny lager - niepilzner, jakiego w życiu piłem! Czy warty swojej ceny? Nie wiem, czy smakowo da się z tego stylu więcej wycisnąć; pewnie się da, ale musi być cholernie ciężko. Cóż, zależy, jak bardzo ktoś lubuje się w jasnych lagerach. Ja się tam lubuję i za najlepszego w życiu niebędącego pilznerem dałbym drugi raz te około dziesięć złotych, gdybym nie miał gigantycznej kolejki nowych piw do spróbowania. Nie spodziewałem się, ale jak tylko zobaczę coś innego z Sobótki, to bez zastanowienia wezmę.

Jan Olbracht: Bursztyn Toruński

Dziś dodaję sobie nowy polski browar... restauracyjny, o którym ostatnio bywa głośno nawet w kręgach rzemieślniczych. Browar Staromiejski Jan Olbracht mieści się w Toruniu i funkcjonuje od 2012 roku. Do pewnego czasu warzyli standardowe w Polsce piwa restauracyjne, ale w pewnym momencie zaczęli wdawać się w rewolucję. Ja trafiłem na niezbyt rewolucyjnego bursztynowego lagera.

Informacje ogólne:
Piwo: Bursztyn Toruński
Kraj: Polska
Województwo: kujawsko-pomorskie
Miasto: Toruń
Browar: Browar Staromiejski Jan Olbracht
Produkowane od: brak danych
Styl: polotmavé
Alkohol: 5,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Bardzo ładna, porządna i schludna etykieta z wizerunkiem wiadomego króla Polski (u Matejki prezentował się nieco mniej męsko). O piwie dowiemy się tylko że jest niefiltrowane, pasteryzowane, a w grę wchodzą słody pszeniczne i jęczmienne. Bardzo fajny, wyrazisty firmowy kapsel. Bardzo ładna rzecz.
8/10

Barwa
Przepiękna, ciemnobursztynowa barwa, nawet lekko wpadająca w miedź i genialnie ulatujący, szturmujący wprost gaz - piękne.
5/5

Piana
Cudownie obfita i gęsta, kremowa, niemal doskonała, ale w końcu trochę robi prześwity.
4,5/5


Zapach
Intrygujący, karmelowo-owocowy; na pierwszym planie bardzo apetyczne, ewidentne jabłka i gruszki, zaraz za nimi przyjemna, bursztynowa słodowość w postaci lekko podpalonego karmelu; mocno kwaskowaty, bardzo ciekawy i przyjemny; orzeźwiający, ale bardzo zaokrąglony. 
8,5/10

Smak
Trzyma wysoki poziom, ale jest już bardziej słodowo, a mniej owocowo; na początku bardzo, ale to bardzo przyjemne uderzenie słodu karmelowego przemieszanego z odrobiną jabłek, na przełyku jakaś nietypowa nuta, która kojarzy mi się z... drewnem cedrowym, wysmarowanym na potrzeby humidora kadzidlanymi olejkami; finisz już niemal zupełnie karmelowy, bardzo fajny; piwo ma pewien poważny mankament, a na imię mu zerowa goryczka, przez co symfonia karmelu jest niezbalansowana i w efekcie mamy lekki efekt mdłości; bez tego byłoby naprawdę bliskie ideału, a tak musi pozostać jedynie bardzo dobre. 
8/10

Tekstura
Wysycenie przydałoby się zdecydowanie większe, ale jest dość dobre.
3,5/5

7.0/10
 
Nietypowe piwo, bardzo dużo owoców jak na lagera. Warto dać mu szansę, a ja chętnie dam szansę jakiejś innej propozycji Jana Olbrachta. A jak się kiedyś jakimś cudem przypałętam do Torunia, to na pewno odwiedzę progi browaru.

środa, 18 czerwca 2014

Doctor Brew (Bartek): American Witbier

Piąte piwo Doctora Brew stanowi początek nowofalowo-pszenicznej trylogii, z którą rozprawię się w krótkim odstępie czasu. Jako pierwszy idzie pod lupę American Witbier, czyli oczywiście witbier nachmielony po amerykańsku; piłem już jedno piwo w tym hybrydowym stylu, fenomenalną Viva la Witę z Pinty, która do dziś pozostaje jednym z najlepszych polskich i w ogóle wszystkich piw, jakie poznałem. Dużo więc sobie obiecuję.

Informacje ogólne:
Piwo: American Witbier
Kraj: Polska
Województwo: wielkopolskie
Miasto: Cieśle
Browar: Bartek (Doctor Brew)
Produkowane od: 2014
Styl: nowofalowy witbier
Alkohol: 4,8%
Ekstrakt: 11%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Kolejna seryjna etykieta, kolejny kolorek do kolekcji. Patrząc na trójkę nowych pszenicznych piw DB, stwierdzam, że miałem rację - za mała powierzchnia na tych etykietach jest w tych indywidualnych kolorach, przez co już zaczynają się trochę zlewać. No, ale to pierdoły. Skład jest pełny, kapsla dalej nie ma, bełkot z tyłu powrócił. Dwa słody, płatki owsiane i pszeniczne, trzy amerykańskie chmiele i witbierowe dodatki.
9/10

Barwa
Klasyczny, słomkowy kolor witbiera z mocnym, choć nie jakoś nieprawdopodobnie mocnym zmętnieniem; ładny, również dzięki ulatującemu gazowi. 
3,5/5

Piana
Obfita, umiarkowanie gęsta, utrzymuje się do samego końca i ładnie oblepia szkło. 
4,5/5

Zapach
Ładne połączenie mlecznej cytrusowości witbierowej z bardzo subtelną dawką amerykańskiego chmielu; trochę kolendry; niestety trochę jednowymiarowy, po jakimś czasie amerykańskich chmieli jest już bardzo mało, a racja witbierowa też jakoś nie powala. 
6,5/10
Smak
Tu również jest to przede wszystkim witbier, lekki, dość mocno kremowy, orzeźwiający witbier; odrobinę zbyt wodnisty; chmiel objawia się jedynie w wysokiej goryczce, która byłaby nienormalna w zwykłym witbierze, aczkolwiek sama goryczka smakuje bardziej skórką pomarańczy i kolendrą niż chmielem; jest dobre, rześkie, ale nic ponadto. 
7,5/10

Tekstura
Strasznie przegięte wysycenie, które na szczęście w tak lekkim piwie jeszcze w miarę przejdzie.
1/5

6.0/10

Ech, a już było tak dobrze. Niestety jest to najmarniejsze piwo z Doctora Brew spośród dotychczasowych, a doktorzy śmiało mogą udać się do Zawiercia na pokaz warzenia Viva la Wity, żeby wziąć lekcję łączenia witbiera z amerykańskim chmielem. W ogóle rzecz niesamowita, ale jak bałem się przechmielenia, tak piwu można bez wątpienia zarzucić niedochmielenie, przynajmniej na aromat, goryczka radę daje. No nic, miejmy nadzieję że pozostałe pszenice będą dużo lepsze.

wtorek, 17 czerwca 2014

Redchurch: Great Eastern India Pale Ale

Kolejny, czwarty już browar z Londynu dodaję sobie do doświadczeń, jednocześnie żałując, że nie mam czasu na dokładniejszą eksploatację wcześniejszych trzech, bo wszystkie na razie jakimś trafem wypadają fantastycznie. Oby i tu nie było inaczej. Oczywiście zadałem sobie trud sprawdzenia, cóż to za browar. Strona internetowa mówi tyle, że to kolejny craft, tylko że z irytującą manierą niezaczynania zdań wielkimi literami. Dość lakoniczni - może i dobrze. Jeśli chodzi o piwo, to wziąłem je z półki jedynie dlatego, że w sklepie było podpisane jako angielskie IPA, czyli taki pradziadek rewolucji piwnej na banicji, którym dzisiaj nikt się za bardzo nie przejmuje. Ja się przejmuję każdym stylem, no to wziąłem, po czym okazuje się, że to jednak bezwzględne amerykańskie IPA. Ach te crafty. Liczę na coś pięknego. Co ciekawe, ma więcej procent alkoholu niż imperialne IPA z Redwillow (ale wg BJCP to Redwillow miało trochę za mało woltażu na swój styl, a nie Redchurch za dużo na swój).

Informacje ogólne:
Piwo: Great Eastern India Pale Ale
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: Wielki Londyn
Miasto: Londyn
Browar: Redchurch Brewery
Produkowane od: 2012
Styl: amerykańskie India Pale Ale
Alkohol: 7,4%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Jedna z bardziej ascetycznych, uproszczonych etykiet, jakie widziałem. Niestety nie tylko graficznie (co daje efekt niezły), ale też merytorycznie - kompletnie nic się nie dowiemy o piwie. Jest jednak za to adres strony internetowej, gdzie coś tam się już dowiemy. Kapsel też oszczędny, bo goły.
7/10

Barwa
Głęboko złota, całkiem ładna, minimalna ilość ulatującego gazu, do tego nie najbrzydsze, ale też i nie najpiękniejsze zmętnienie; ładne, ale bez szału. 
3,5/5

Piana
Bardzo obfita, umiarkowanie gęsta, ale utrzymuje się na powierzchni w całości do samego końca. 
4,5/5

Zapach
Piękne, słodkie akcenty amerykańskich chmieli z niemal całkowitym nastawieniem na owoce - pomarańcze, grejpfruty, ananasy, marakuję - i trochę wycofaną, ale ewidentną i coraz mocniejszą w miarę konsumpcji nutą żywicznej pikanterii, niemal przyprawowej. Intrygujący, bogaty, zadowalająco intensywny, wspaniały.
9/10
Smak
Niepozostawiająca złudzeń bomba chmielowa, kierująca doznania znacznie bardziej w kierunkach leśnych, a mniej owocowych; naprawdę bezwzględnie nachmielone, goryczkę czuć jeszcze przed finiszem, od razu po wzięciu piwa do ust. Świetna rzecz, najpierw bogactwo nut żywicznych, a potem uderzenie goryczką w kubki smakowe niczym obuchem w głowę; zaraz po przełknięciu dźga nas jakimś niestandardowym akcentem, którego nie udało mi się zidentyfikować, a który nadaje piwu bardzo odmiennego charakteru; nie jest jednak doskonałe, problemem jest nadmierna ciężkość, na którą składa się mimo wszystko nieco nieskontrowana goryczka i specyficzny, mocno przyprawowy, w zasadzie pikantny charakter piwa. 
9/10

Tekstura
Zupełnie nie chce tu pomóc, ciężkawa i ze zdecydowanie zbyt wysokim wysyceniem.
1,5/5

8.0/10

Co za odmiana w porównaniu z Ursą. Niedopracowane co prawda, ale uwarzone totalnie amerykańskie IPA, bez ogródek. Więcej go już nie wypiję, bo na samym krajowym podwórku jest mi znanych z pięć lepszych AIPA, ale chętnie skuszę się na coś innego z Redchurch.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Ursa Maior: Megaloman

Czas na obiecaną drugą szansę dla Ursy Maior. Nie żeby pierwsza zakończyła się katastrofą - bynajmniej, zakończyła się piwem bardzo dobrym - ale jak na sektor rzemieślniczy to za mało, bym poszedł do sklepu i wykupił wszystkie ich piwa. Na Megalomanie spoczywa dość duża odpowiedzialność, bo obok degustowanego Deszczu w Cisnej uważany jest dość zgodnie za najlepsze piwo UM. Jeśli nie przekroczy oceny 8/10 bardziej odważnie niż Deszcz, to na pewno dużo czasu upłynie, zanim Ursa znów się tu pojawi.

Informacje ogólne:
Piwo: Megaloman
Kraj: Polska
Województwo: podkarpackie
Miasto: Uherce Mineralne
Browar: Ursa Maior
Produkowane od: 2013
Styl: amerykańskie India Pale Ale
Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: 15%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Podobnie jak na Deszczu bardzo fajna, oryginalna etykieta, której tym razem motywem przewodnim jest dudek. Niefajny za to brak pełnego składu, do którego sektor rzemieślniczy przyzwyczaił, ale trudno. Firmowy kapsel. Dobry opis piwa i rekomendowane potrawy towarzyszące.
8,5/10

Barwa
Ładny kolor, balansujący pomiędzy jasnym bursztynem a ciemnym złotem; byłoby trochę ładniej, gdyby nie niezdecydowane zmętnienie.
3,5/5

Piana
Mało obfita, za to dość gęsta, utrzymuje się trochę w całości, po czym redukuje do pierścienia. 
3/5

Zapach
Słodki, słodowo-chmielowy, trochę niewyraźny; na początku czuć jeszcze całkiem sporo amerykańskiego chmielu w postaci przyjemnej owocowości, szybko jednak profil zmienia się na coraz bardziej słodowy, co w połączeniu z minimalnym diacetylem i marną intensywnością daje efekt daleki od dobrego - bardzo daleko również od odpychającego, ale ponad zupełną przeciętność wychodzi minimalnie. 
5,5/10

Smak
W smaku niestety bardzo podobnie, nawet gorzej - chmielu ledwo liźniemy, przede wszystkim przyzwoita, ale też nie powalająca słodowość, końcówka nawet trochę pilznerowa, goryczka bardzo skąpa i bardziej alkoholowa niż chmielowa - najlepsze, co o nim można powiedzieć, to że można je pić (niemal, bo wspomniany alkohol jednak jest niezaprzeczalny) bez nieprzyjemności; nic ponadto. 
5/10

Tekstura
Za niskie wysycenie, acz nieznacznie, to najlepszy element piwa.
4/5

4.5/10

No i stało się, chociaż aż tak złego scenariusza nie przewidywałem. Oto jest najmarniejsze India Pale Ale, jakie piłem, a to niestety znaczy bardzo wiele, bo piłem już włącznie z tym pięćdziesiąt dwa, w tym dziewiętnaście amerykańskich. Nie wykluczam, że Ursa jeszcze się kiedyś pojawi na blogu, ale myślę, że już na pewno nie w tym roku. Katastrofalna ocena dla piwa rzemieślniczego.