niedziela, 10 listopada 2013

Dionizos (Krajan): Czarny Kot

Przypadkiem wpadły mi w ręce dwa zestawy piw od niesławnego Dionizosa. Choć odczuwam wątpliwą sympatię do browaru, który zleca warzenie piwa innym browarom i sprzedaje niemal jako swoje, postanowiłem skonsumować wszystkie sześć.

Informacje ogólne:
Piwo: Czarny Kot
Kraj: Polska
Województwo: kujawsko-pomorskie
Miasto: Trzeciewnica
Browar: Krajan (Dionizos)
Produkowane od: 2012
Styl: monachijski dunkel
Alkohol: 6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Prosta butelka z gołym kapslem i oszczędną, choć przyzwoitą etykietą. Ocenę mocno zaniża niepodanie miejsca uwarzenia; jest tylko informacja, że "uwarzono" dla Dionizosa. W składzie karmel i cukier, trochę się boję, brzmi jak typowa ulepkowata interpretacja ciemnego lagera.
3/10

Barwa
Piękne; z pozoru czarne, pod światłem momentalnie zmienia kolor na rubinowy lub brązowy, widać ładnie ulatujący gaz. 
4,5/5

Piana
Ładna, drobna, umiarkowanie obfita, szybko jednak redukuje się do pierścienia, później zupełnie znika. 
2/5

Zapach
Diacetyl przemieszany z lekką kwaśnością, nawet alkoholem i na szczęście karmelem, który jawi się tu jako ostoja wrażeń przyjemnych, a przynajmniej niedrażniących. 
2/10

Smak
A jakże, zdominowane przez karmelową słodycz, co być może wychodzi mu i tak na dobre, bo czuć pod spodem spore wady na czele z lekkim skwaśnieniem i wspomnianym diacetylem; zerowa goryczka; pić się jakoś wbrew pozorom da, ale się nie chce. 
2,5/10

Tekstura
Wysycenie bliskie ideału, ale piwo nieco kleiste.
3,5/5

2.5/10

Niestety dokładnie tak, jak się spodziewałem, gdy przeczytałem skład na etykiecie. Przesłodzony, bezpłciowy lager pełen wad, które nie przeszkadzają w bardzo dużym stopniu tylko dlatego, że wszystko jest przykryte karmelem. Jak to mówią, wypić i zapomnieć, choć ja zmęczyłem tylko połowę.

Pinta (Browar na Jurze): Koniec Świata

Zdążyłem. Podwójna premiera piw żytnich z Pinty w przyszłym tygodniu, a ja mam przed sobą ocieplający się po wyjęciu z lodówki Koniec Świata. To ostatnie piwo z pierwszego w Polsce rzemieślniczego browaru, którego jeszcze nie próbowałem (poza tymi kilkoma, które już nie są warzone). Siedemnaste. Na koniec zostawiłem sobie symbolicznie najbardziej egzotyczne, co Pinta stworzyła - piwo w fińskim stylu sahti, bo tak właśnie postrzegam ten browar - jako pioniera w odkrywaniu przed zacofaną piwnie Polską stylów, o jakich się tu nie śniło.

Informacje ogólne:
Piwo: Koniec Świata
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zawiercie
Browar: Browar na Jurze (Pinta)
Produkowane od: 2012
Styl: sahti
Alkohol: 7,9%
Ekstrakt: 19,1%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Jak zawsze typowa etykieta Pinty, tu w fińskich, biało-niebieskich kolorach. Jak zawsze firmowy kapsel, pełny skład, a w tym, poza słodem jęczmiennym pale ale, słód żytni, słód wędzony, szyszki chmielu, owoce jałowca i drożdże piekarskie prasowane. 
9,5/10

Barwa
Złote wpadające w bursztyn, przyjemne, choć zmętnione w niezbyt estetyczny sposób małymi farfoclami. 
3,5/5

Piana
Prawie brak, co trochę usprawiedliwia styl. 
1/5

Zapach
Bardzo przyjemny i oryginalny - na początku dominuje dość weizenowa drożdżowosć, później ogarnia nas słodkość, by za chwilę przejść w nutę absolutnie specyficzną, jakby zbożową. 
8,5/10

Smak
Od razu rzucają się na nas słodycz i kompletny brak goryczki; wkracza też całkiem wyrazista bananowość, ogólnie bardzo łagodne, znakomicie ukrywające alkohol; bezwzględnie egzotyczne, ale czuć charakter piwa; trochę belgijskie, trochę za słodkie, ale bardzo smaczne.
8,5/10

Tekstura
Wysycenie niemal zerowe, całkiem pasuje do smaku, choć mogłoby być jednak trochę wyższe.
4/5

7.5/10

To jedno z gorzej odebranych przeze mnie piw Pinty, ale jak prawie zawsze w jej przypadku - bardzo dobre, a browarowi należą się brawa już za samą odwagę wypuszczenia go. Wybitnie niecodzienne, z pewnością znajdzie swoich amatorów, ja raczej będę się nim raczył dosłownie od święta, o ile nie znajdę lepszego sahti. Cóż napisać? Siedemnaście piw Pinty zapamiętam jako cudowne przeżycie, choć piwa cudowne były tylko dwa - niepobity do dziś pierwszy spróbowany Atak Chmielu i Viva la Wita.

sobota, 9 listopada 2013

Pinta (Browar na Jurze): Dymy Marcowe

Dawno nie piłem marcowego, praktycznie od początków bloga, a wędzonego marcowego - nigdy. Z ratunkiem przychodzi Pinta, jak często prezentująca styl, którego gdzie indziej próżno w naszym kraju szukać. Wędzone marcowe brzmi stosunkowo podobnie do wędzonego koźlaka, którego w wykonaniu rzemieślników już miałem okazję próbować i było to trzecie najlepsze piwo z Pinty, z jakim się spotkałem; jestem więc pełen nadziei.

Informacje ogólne:
Piwo: Dymy Marcowe
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zawiercie
Browar: Browar na Jurze (Pinta)
Produkowane od: 2012
Styl: marcowe wędzone
Alkohol: 5%
Ekstrakt: 13,1%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Bardzo udana nawet jak na Pintę etykieta w głębokim brązie, choć jeszcze ze starej serii, bez polecanego szkła i temperatury serwowania, ale oczywiście dokładny skład.
9,5/10



Barwa
Bardzo ładny kolor, ciemnobrązowy, pod światło ciekawe rubinowe prześwity. 
4,5/5

Piana
Niestety praktycznie nie ma piany; tworzy się bardzo cienka na sekundę, po której znika bezpowrotnie. 
0/5

Zapach
Bardzo ładny aromat zdominowany całkowicie przez karmelową dymność; jednowymiarowy, ale intensywny i wysoce przyjemny. 
8,5/10

Smak
W smaku jeszcze lepiej; nie rzuca na kolana jak najlepsze piwa świata, ale to znakomita kompozycja, bezbłędny balans miękkiej słodowości, wybitnie szlachetnej wędzonki i przepięknych nut czekoladowych; przepyszne i bardzo pijalne, może ciut za słodkie.
9/10

Tekstura
Odrobinę za bardzo wysycone, ale bliskie ideału.
4,5/5

8.0/10

Choć wypiłem właśnie pyszne piwo, jestem trochę smutny - nie spodziewałem się ani trochę, że pierwsze zero na blogu za pianę - więcej, pierwsze zero w ogóle - przypadnie na trunek mojej ukochanej Pinty. Tutaj szczególna szkoda, bo we wszystkich innych aspektach to piwo jest znakomite i z dobrą pianą ustępowałoby tylko wielkiej dwójce, Atakowi Chmielu i Viva la Wicie. Być może najlepszy przykład sesyjnego piwa ciemnego, z jakim się spotkałem. Piękne duchem.

piątek, 8 listopada 2013

Podróże Kormorana - Witbier

Po czterech miesiącach od degustacji świetnego weizenbocka z serii Podróże Kormorana udało mi się dostać inny jej produkt. Piękna to zresztą inicjatywa, wynosząca w moich oczach browar z Olsztyna na wyżyny browarów regionalnych, stanowiąca pomost między tym sektorem a rzemieślnikami. Konkurencja w strefie witbierów na moim blogu nieobszerna, ale piekielnie mocna, zobaczymy, jak wypadnie Kormoran.

Informacje ogólne:
Piwo: Podróże Kormorana - Witbier
Kraj: Polska
Województwo: warmińsko-mazurskie
Miasto: Olsztyn
Browar: Kormoran
Produkowane od: 2013
Styl: witbier
Alkohol: 4,6%
Ekstrakt: 12,5%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Jak już mówiłem przy Weizenbocku, piękne opakowanie; kapsel dedykowany dla serii, przewieszona na klimatycznym sznurku książeczka i znakomita etykieta z wypukłościami. Plus również za numerację warek; do tego przyjemna historyjka, opowiadająca trochę o stylu. Bogaty skład: poza standardem pszenica, słód pszeniczny, owies, orkisz, kolendra, skórki pomarańczy słodkich i curacao.
9,5/10

Barwa
Jasnozłote, początkowo bardzo mocno zmętnione, po dolaniu wszystkiego już wprost nieprzenikalne; niezłe. 
3,5/5

Piana
Dość niska i nieszczególnie trwała, ale ładna, gęsta i solidny pierścień zostawia do końca. 
2,5/5

Zapach
Zdecydowana dominacja skórki pomarańczowej z lekkim dodatkiem mleczności i bardzo niewyraźnej kolendry; przyjemny, dobry, ale bez szału, nie powala intensywnością, również dość jednowymiarowy, zwłaszcza jak na witbiera. 
7,5/10
Smak
Bardzo delikatne, orzeźwiające, dobre, ale trochę zbyt cytrusowe, choć wreszcie zaczynają się przebijać nuty drożdżowe; aksamitne, gładkie, z przyjemną, ekstremalnie zwiewną goryczką. 
8/10

Tekstura
Nieco za niskie wysycenie, ale piwo i tak strasznie pijalne.
4,5/5

7.5/10

Drugie podejście do Podróży już nie takie olśniewające; witbier z Olsztyna mogę nazwać co najwyżej, z lekkim naciągnięciem bardzo dobrym. Zasadniczo jak na browar regionalny to świetny wynik, ale byłby znacznie lepszy, gdyby na rynku nie było Viva la Wity! z Pinty, piwa zdecydowanie lepszego i porównywalnego cenowo. Jak na Weizenbocka chętnie się kiedyś skuszę, tak raczej mając standardowy wybór Witbiera już nie odwiedzę.

środa, 6 listopada 2013

Redwillow: Smokeless

Kolejne, trzecie już piwo z Redwillow Brewery. Wydarzenia to niedawne, ale przypomnę: pierwsze, IIPA, powaliło mnie na kolana, drugie zaś - amerykańskie pale ale - "tylko" smakowało. Z tego, co wypiję dziś, właściciele zdają się być szczególnie dumni i liczę, że osiągnie mniej więcej taką ocenę jak Ageless. Porter wędzony - jeszcze takiego połączenia nie miałem w ustach, brzmi bardzo korzystnie.

Informacje ogólne:
Piwo: Smokeless
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: North West England
Miasto: Macclesfield
Browar: Redwillow Brewery
Produkowane od: brak danych
Styl: porter wędzony
Alkohol: 5,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie  
Etykieta znów bardzo podobna do poprzednich dwóch, ale tu już wyraźnie ciemniejsza. Kapsel goły. W składzie po raz kolejny słód pszeniczny. Krótki opis piwa jak zwykle z nutką skromności: "really rather good". Właściciele twierdzą też, że gdyby musieli wybrać swoje sztandarowe piwo, prawdopodobnie byłby to właśnie ów porter.
9/10
Barwa
Ekstremalnie ciemne, praktycznie nieprzeniknione, bezbłędne. 
5/5

Piana
Bardzo wysoka i obfita, ale trochę dziurawa, o dobrej trwałości, osiadająca na szkle. 
4/5

Zapach
Wędzonka jest bardzo mocno związana z nutami porterowymi, palonymi, zbożowymi, czystego kakao; te drugie zdecydowanie przeważają. Dymność mogłaby być nieco wyższa, a cały zapach bardziej intensywny, ale jest bardzo przyjemny i zyskuje w miarę upływu czasu. 
8,5/10


Smak
W smaku trochę wzrasta nasilenie aspektu wędzonego, jest - zgodnie z opisem na etykiecie - bardzo aksamitne, odrobinę dryfuje w stronę bezpłciowości, ale w odpowiednim momencie przestaje dzięki dużej intensywności pochodnych aromatu i lekkiej goryczce; gładkie, a przy tym wyraziste, bardzo dobre. 
8/10

Tekstura
Wysycenie na początku trochę za wysokie, później się normuje, ale znów za chwilę robi się za niskie.
3,5/5

7.0/10

Bardzo dobry wędzony porter bez słabych punktów, zwłaszcza dla tych, którzy są fanami wędzonki wyraźnej, ale jednak delikatnej. Przypomniał mi trochę Cocoa Psycho z BrewDoga przez nasilenie nut zbożowych i kakaowych. Oceną umiejscowił się pomiędzy dwoma poprzednimi piwami z Redwillow i dość daleko od obu, choć niestety dalej od Ageless. Dalej nie mam więc klarownego obrazu tego browaru; może ostatnie jego piwo, jakie zdobyłem, trochę pomoże.

niedziela, 3 listopada 2013

Redwillow: Wreckless

Jak mówiłem, tak zrobiłem - oszołomiony imperialnym IPA z mikrobrowaru Redwillow sięgnąłem w sklepie po kolejne ich piwa. Na początek ich chyba najbardziej standardowy produkt, który opisują jako pale ale, z racji użytego chmielu kwalifikujący się do amerykańskiej wersji tego stylu. Jeśli będzie to znacznie lżejsze we wszystkich parametrach, ale utrzymane w tej samej konwencji aromatu ale, to będę wniebowzięty.

Informacje ogólne:
Piwo: Wreckless
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: North West England
Miasto: Macclesfield
Browar: Redwillow Brewery
Produkowane od: brak danych
Styl: amerykańskie pale ale
Alkohol: 4,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Etykieta bardzo podobna do tej z Ageless, minimalnie różniąca się kolorystycznie. Krótki opis zaleca je, jeśli "chce się otrzymać dużą dawkę amerykańskiego chmielu, ale nie spaść przy tym z krzesła". Co bardzo ciekawe - tak samo jak w IIPA w składzie figuruje słód pszeniczny! Nie wiadomo czemu, kapsel jest tu goły.
9/10

Barwa
Złote, zmętnione małymi kawałeczkami osadu w niezbyt elegancki sposób; nadrabia trochę ładnie ulatującym gazem, ale nie pozostawia najlepszego wrażenia.
1,5/5

Piana
Niska, mało obfita, szybko znika, choć jakieś resztki zostają do końca.
2/5

Zapach
Przepiękny, taki jak obiecywany: potężna dawka amerykańskiego chmielu, bardzo świeży i łagodny zapach liczi, melona, ananasa; do pełni szczęścia brakuje większej intensywności i złożoności, ale nie można mu się oprzeć. 
9/10

Smak
W smaku już nie tak wspaniale, trochę mało pełne, całość robi się bardzo grejpfrutowo-melonowa, goryczka dość niewyraźna; przenosi przy tym sporo pozytywnych wrażeń z zapachu i pije się jak najbardziej przyjemnie. 
7/10

Tekstura
Wysycenie mogłoby być odrobinę wyższe.
4,5/5

6.5/10

Niestety się rozczarowałem, to piwo nie ma startu to Ageless, a nawet do pozostałych czterech opisywanych tu amerykańskich pale ale; jest tylko jednym z wielu. Dobre, ale nie przy swojej cenie i takim wyborze, jaki jest w sklepach, w których to piwo dostaniemy. Z rozpędu kupiłem jeszcze dwa okazy z Redwillow i w niedalekiej przyszłości przekonam się, czy wyjątkiem jest Wreckless, czy Ageless.

sobota, 2 listopada 2013

Lwówek (Browary Regionalne Jakubiak): Lwówek Wiedeński

Wreszcie dane mi spróbować piwa z odmienionego przez Marka Jakubiaka browaru w Lwówku Śląskim, chyba najbardziej chwalonego obok Kormorana i Ciechana browaru regionalnego w Polsce. Padło na lagera wiedeńskiego i będzie to dopiero drugie piwo w tym stylu, jakie zrecenzuję - po bardzo dobrej Odsieczy Wiedeńskiej z Pinty. To również pierwsze na blogu piwo z browaru dolnośląskiego. Jaki nie byłby wynik degustacji - trzeba na wstępie pochwalić podjęcie się próby interpretacji i wypuszczenie na rynek stylu tak niepopularnego i zapomnianego.

Informacje ogólne:
Piwo: Lwówek Wiedeński
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Lwówek Śląski
Browar: Lwówek (Browary Regionalne Jakubiak)
Produkowane od: 2012
Styl: lager wiedeński
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: 13%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Zmiana etykiet zdecydowanie korzystna: nowe są w bezwzględnie bardziej subtelnym i klasowym stylu. Jak na browar regionalny bardzo bogata w informacje: styl, gatunki słodu i chmielu, do tego ładny, firmowy kapsel. Nie tylko rzemieślnikom lager wiedeński jednoznacznie kojarzy się z husarią.
8,5/10

Barwa
Bardzo ładne, po prostu bursztynowe, zmierzające nieśmiało w kierunku złota. 
4/5

Piana
Bardzo skromna, niska, nietrwała, zwyczajnie mizerna. 
1/5

Zapach
Dominuje dziwna, nie najładniejsza, ale i nie drażniąca kwaśność, która przykrywa solidne nuty chmielowo-karmelowe; umiarkowanie przyjemny zapach, nic specjalnego. 
5,5/10

Smak
Zdecydowanie lepiej, już po kilku łykach ujawnia się bardzo sympatyczna, karmelowa słodowość i wybitnie delikatna goryczka nadająca na tych samych falach; trochę brak mu szlachetności, przez co wkradają się akcenty nudy i mdłości, ale ogólnie jest przyjemne i dość pijalne. 
6,5/10

Tekstura
Wysycenie jest trochę za wysokie.
4/5

5.5/10

Niestety Lwówek Wiedeński z interpretacją stylu według Pinty może konkurować wyłącznie ceną. Piwo co najwyżej solidne, które na pewno stanowi świetną alternatywę dla koncernowej masówki i co ważne jest gatunkowo takim, za jakie się podaje, ale mało wykwintne, trochę nudne - pije się dość przyjemnie, jednak po skończeniu degustacji nie miałem ochoty na ani jednego łyka więcej.

piątek, 1 listopada 2013

Pinta (Browar na Jurze): Dyniamit!

Kolejne piwo od Pinty. Spieszę się z nimi, by przed zapowiedzianą podwójną premierą piw żytnich mieć już za sobą wszystko, co do tej pory uwarzyli (poza tymi kilkoma, które przestały być warzone jeszcze zanim na tyle wgłębiłem się w piwo, by dotrzeć do Pinty). Drugi raz z rzędu zupełnie nowy dla mnie styl - pumpkin ale, czyli piwo dyniowe, uwarzone przez rzemieślników, jak rok temu, na Halloween. Względem pierwszej warki zmieniła się trochę receptura: więcej dyni, mniej przypraw na czele z goździkami, inne chmiele - mnie niestety nie dane ocenić, czy wpłynie to korzystnie na piwo. Jak zawsze przy wyrobach z tej stajni - z ekscytacją zaczynam degustację.

Informacje ogólne:
Piwo: Dyniamit!
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zawiercie
Browar: Browar na Jurze (Pinta)
Produkowane od: 2012
Styl: pumpkin ale
Alkohol: 6%
Ekstrakt: 16,5%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Wyjątkowo udana etykieta Pinty z wizerunkiem halloweenowej dyni. Jak zawsze bogata w informacje: zalecane szkło i temperatura serwowania, obietnica idealnego piwa na jesienno-zimowe wieczory, pełny skład. A w tym ostatnim, poza słodami, chmielami i drożdżami - pieczona dynia, goździki, imbir, cynamon i mech irlandzki.
9,5/10
 
Barwa
Bardzo ładny kolor, mocno zmętnione, bursztynowo-miedziane, ulatujący gaz: świetne. 
4,5/5

Piana
Niestety niska, mizerna, szybko redukuje się do niewielkich pozostałości, w końcu całkowicie znika. 
1/5

Zapach
Przepiękny i intensywny, oczywiście przyprawowy, prym zdaje się wieść imbir, trochę goździków, cynamon może gdzieś daleko w tle; to wszystko na bardzo przyjemnej podbudowie słodowo-chmielowej, dynia nie przemawia wprost, ale jej duch jest obecny - ogólnie coś obłędnego. 
10/10

Smak
Również dominacja goździków i imbiru, ale tym razem na korzyść tych pierwszych: goździki dostarczają wrażeń pochodnych od aromatu, imbir daje pikantność - to podsycone klasyczną ale'ową goryczką, bardzo delikatną, ale obecną; trochę słodkie; nie powala już aż tak bardzo jak w zapachu, jakieś tam mankamenty ma, ale tu również zdecydowanie wybitne; trochę triplowe.
9,5/10

Tekstura
Wysycenie bardzo wyraźnie za niskie, ale mimo to pijalność jest niesamowita.
2,5/5

8.5/10

Jedno z najlepszych piw Pinty, niemal na równi z trzecim "Jak w Dym", a przy piętnastu ocenionych piwach to już coś znaczy. Przegrało w szczegółach - pianie i teksturze - ale warto zauważyć, że we wrażeniach smakowo-zapachowych przebiło wszystko, nawet Atak Chmielu. Teraz już całkowicie napaliłem się na AleBrowarową wersję tego stylu, Naked Mummy, która ma się niebawem ukazać na półkach. A jeśli zostało jeszcze trochę Dyniamitu, chyba zaopatrzę się w mały zapas, bo może być ciężko bez niego wytrzymać do następnego Halloween.

Redwillow: Ageless

Szybko wracam do Wielkiej Brytanii. Tym razem trafiłem na mikrobrowar z niedużego miasta w północno-zachodniej Anglii, który w lipcu świętował swoje trzecie urodziny. Z informacji na stronie browaru wynika, że jest on prowadzony zaledwie przez dwie osoby, w dodatku małżeństwo (nazwa browaru powstała z połączenia drugich imion dzieci tej pary); ogólnie bije z tego wszystkiego jakaś niezwykła swojskość i więź ze światem zwykłych ludzi, mimo że sporo już piw uwarzyli. Spróbujmy ich imperialnego IPA o dziwnie niskiej jak na ten styl zawartości alkoholu.

Informacje ogólne:
Piwo: Ageless
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: North West England
Miasto: Macclesfield
Browar: Redwillow Brewery
Produkowane od: brak danych
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 7,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie  
Nie ukrywam, że to potężna estetyka etykiety sprawiła, że sięgnąłem po to piwo z półki. Świetne, wypukłe logo, ogólnie siła symetrii, firmowy kapsel, choć z bliska okazuje się, że czegoś tam brakuje do ideału. Notka na temat piwa jest tak szczero-skromna, że aż dziwna: po prostu "jeśli lubisz silnie chmielone piwa z długim goryczkowym finiszem, to nasze piwo dla ciebie; jeśli nie, to prawdopodobnie nie". Dość niespotykane. W składzie słód pszeniczny.
9,5/10
 
Barwa
Przepiękny, bursztynowy kolor, dość mocno zmętnione z dynamicznie ulatującym gazem. 
5/5

Piana
Obłędnie obfita, gęsta, wysoka i osiadająca na szkle - wspaniała.
5/5

Zapach  
O niebywałej intensywności, na pierwszym planie cudowne cytrusy, zwłaszcza pomarańcze, w tle bardzo interesująca drożdżowość, przypominająca piwa pszeniczne; niezwykle świeży, genialny. 
10/10

Smak
Dominacja cudownego chmielu: w cytrusowości można się rozpłynąć, goryczka początkowo trochę się chowa, ale zaraz pokazuje swój potencjał, znakomicie wyważona słodycz; prawie bezbłędne. 
9,5/10

Tekstura
Minimalnie za niskie wysycenie.
4,5/5

9.0/10 

Wspaniałe odkrycie. I Hardcore You z BrewDoga nie przebiło, ale to jedno z najlepszych piw, jakie w życiu piłem (wdarło się na ostatnie miejsce na blogowym podium). Dopiero po degustacji dopatrzyłem się w składzie słodu pszenicznego i chyba faktycznie to IIPA jest trochę posmarowane weizenowym charakterem, co daje bardzo, bardzo ciekawy efekt. Jeśli tylko znajdę je na półce, w najbliższym czasie spróbuję kolejnych piw z niepozornego Redwillow.