sobota, 31 października 2015

Pinta (Browar na Jurze): Son of a Birch

Son of a Birch powstało pierwotnie jako piwo na pierwszą edycję Beer Geek Madness, jako nie tylko piwo maksymalnie sesyjne i lekkie (3%), ale wręcz mające koić obciążony doznaniami imprezy organizm dzięki leczniczym właściwościom soku z brzozy. Wydawało się, że zwolennikom butelek nie będzie dane tego specjału już spróbować, aż tu rok później Pinta powtórzyła recepturę, no i jest. Piw tego typu brakuje, bardzo brakuje i już za sam koncept mają u mnie plusa.

Informacje ogólne:
Piwo: Son of a Birch
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zawiercie
Browar: Browar na Jurze (Pinta)
Styl: brzozowe
Dodatki: sok z brzozy
Alkohol: 3%
Ekstrakt: 9%
Objętość: 500 ml
Warka: do 29.12.2015 r.
Cena: 7,50 zł

Opakowanie
Ta słabsza strona Pinty, wciąż ładna i wyrazista, ale trochę zbyt napaćkana. Merytorycznie oczywiście zachwycająco. 
9/10


Barwa
Ekstremalnie jasne, u podnóża mojego zabawnego naczynia zdaje się wręcz przezroczyste - ciekawy efekt w połączeniu z lekkim zmętnieniem i fajnie ulatującym gazem.
4,5/5
 
Piana
Prawie idealna, bardzo obfita i gęsta, trwałość bliska doskonałości.
4,5/5
Zapach
Rześkie jak diabli połączenie soku z brzozy i wyrazistego amerykańskiego chmielu o profilu owoców cytrusowych i tropikalnych; kwiaty i owoce, nic tylko włączać muzykę hipisowską, bardzo fajna i oryginalna rzecz.
8/10
 
Smak
Jeszcze mocniejszy udział soku z brzozy, chmiel odchodzi na dalszy plan, tu towarzyszem dla brzozy jest raczej delikatna, typowo pszeniczna słodowość; leciutka goryczka na finiszu; piwo w swojej kategorii trunków lekkich i odświeżających jest po prostu genialne.
8,5/10
 
Tekstura
Minimalnie za wysokie wysycenie. 
4,5/5

7.5/10

Świetny pomysł i świetne wykonanie. Alternatywa wyśmienita dla piw owocowych i grodziskich - notabene bardziej mi smakowało niż prawie każde grodziskie, jakie piłem, a nawet nie jestem jakimś fanatykiem soku z brzozy. Tylko cena ma prawo odstraszać, choć większym problemem jest i tak dostępność - to powinno być piwo stojące na półkach sklepowych codziennie.

piątek, 30 października 2015

Rodenbach (Palm): Rodenbach Caractère Rouge

Moja fascynacja flamandzkimi kwachami rośnie z każdym kolejnym piwem w tym stylu. Póki co o numer jeden ścierają się Duchesse de Bourgogne i Rodenbach Grand Cru, ale mam nadzieję, że dzisiaj oba piwa zostaną rozłożone na łopatki. Oto bowiem trafiłem na to cudo, które w rankingu najlepszych flamandzkich ale (czerwonych czy brązowych) zajmuje trzecie miejsce za dwoma piwami amerykańskimi, których w Polsce dostać raczej nie idzie. Koncepcja jest wybitnie owocowa, mianowicie taka: do piwa leżakującego już dwa lata w beczkach dębowych dodaje się owoce w takiej ilości, że ostatecznie jest w nim 5% wiśni, 4% malin i 4% żurawiny. I tak sobie to "maceruje" jeszcze przez pół roku, po czym refermentuje w butlach. No to jedziemy.

Informacje ogólne:
Piwo: Rodenbach Caractère Rouge
Kraj: Belgia
Prowincja: Antwerpia
Miasto: Breendonk
Browar: Brouwerij Rodenbach (Palm Breweries)
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: brak danych
Cena: 53,30 zł (35,53 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Całkowicie goła butelka pięknego kształtu z przewieszoną na sznurku nie tyle etykietą, co doprawdy broszurką z dość szczegółowymi informacjami o piwie w trzech językach. No i korek z firmowym kapslem szampańskim. Świetne, bardzo oryginalne.
9/10

Barwa
Świetna gra bursztynów, miedzi, nawet brązów; zmętnienie mogłoby być ładniejsze, ale prezentuje się intrygująco.
4,5/5

Piana
Nędzna - udaje się utworzyć jakiś tam kożuch, ale ani gęsty, ani trwały, parę minut i zostajemy z cienkim pierścieniem.
1,5/5
 
Zapach
Niezwykle dostojny: czerwone wino, dąb, owoce być może przede wszystkim: żurawina doskonale wyczuwalna, poza tym truskawki, maliny, wiśnie, czereśnie; na końcu delikatnie zaznaczona kwaśność, która wspaniale kontrapunktuje ogólną słodycz dębu i owoców - rewelacja.
9/10

Smak
Jeszcze bardziej słodko i owocowo, ale jest to słodycz wyjątkowo elegancka, nie zalepiająca, winna raczej; kompozycja owocowa jest wprost genialna, ciężko powiedzieć, co gra pierwsze skrzypce, ale najbardziej ujmują mnie posmaki żurawinowe; podobnie jak w zapachu, słodycz kontrowana jest przez stonowaną kwaśność i lekką cierpkość, nieduże jak na styl, dzięki czemu piwo jest nie tylko wyśmienite, ale i dość przystępne, ukrywa też totalnie swoje 7%, nie zdziwiłoby mnie nawet, gdyby miało z 4%.
9,5/10
 
Tekstura
Wysokie, dobrze pasujące do smaku wysycenie, tylko odrobinę zbyt wysokie.
4,5/5

8.5/10

Miałem chyba nadzieję na jeszcze więcej, na jakąś dychę w smaku lub w zapachu (a nawet to 9,5 to tak ledwo ledwo dałem), ale piwo jest niezaprzeczalnie znakomite. Niespotykana sztuka operowania owocami w piwie, choć jednocześnie ten atut jest pewnym przekleństwem - prostolinijność owoców za bardzo przykrywa wysublimowane nuty szlachetnego, dębowego flandersa i zaprzepaszcza szansę na piwo absolutne.

wtorek, 27 października 2015

Pracownia Piwa: Smoked Cracow

Trzecie piwo z Pracowni i trzecie jasne i lekkie. Tym razem właściwie najjaśniejsze i najlżejsze na świecie, bo grodziskie. Wciąż czekam na grodziskie, które mnie tak naprawdę zachwyci, póki co zrobił to tylko Grodzisz z Browaru Nepomucen, ale on miał aż 10 stopni ekstraktu, więc się trochę nie liczy. Nie wiem, czy w ogóle w tym stylu jest to możliwe, ale trzeba wierzyć.

Informacje ogólne:
Piwo: Smoked Cracow
Kraj: Polska
Województwo: małopolskie
Miasto: Modlniczka
Browar: Pracownia Piwa
Styl: grodziskie
Alkohol: 3%
Ekstrakt: 7,7%
Objętość: 330 ml
Warka: do 31.10.2015 r.
Cena: 6,80 zł (10,30 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Tym razem coś konkretniejszego przedstawia rysunek - Kraków. Bardzo lubię Kraków.
7/10
  

 
Barwa
Ekstremalnie jasne, jedno z najbardziej "wyblakłych" piw, jakie widziałem; do tego bardzo nieestetyczne zmętnienie i tylko burza gazu ratuje trochę sprawę.
1,5/5
 
Piana
Bardzo obfita, przyzwoicie gęsta, utrzymuje się przyzwoicie długo - dobra.
3,5/5

Zapach
Intensywna, drewniana wędzonka i leciutkie, słodkawe nuty jasnego słodu; prosty, ale bardzo miły dla nosa.
8/10

Smak
Lekkie, ale bardzo wyraziste dzięki mocnej, słonej wędzonce, mimo wszystko dość wyraźnie zaznaczonym nutom słodowym i przyjemnej, rześkiej kwaskowatości; przyjemny, słony finisz; jak na swoją zawartość alkoholu jest wybitnie wyraziste, jednocześnie nie traci nic z niesamowitej rześkości i lekkości. Nie ma jakichś fajerwerków, ale bardzo dobre piwo.
8/10

Tekstura
Jest trochę przegazowane nawet jak na grodziskie, ale jeszcze jest w porządku.
3/5

7.0/10

Znowu problem z gazem, to już wyrasta na nieprzypadkowy problem, może faktycznie Pracownia nie opanowała jeszcze w pełni systemu butelkowania. A szkoda, bo gdyby tekstura zaskoczyła, to byłoby to bezwzględnie najlepsze niepodkręcone ekstraktowo grodziskie, jakie piłem. Niestety musi sprzeczać się o ten tytuł z Grodziskim 2.0 z Pinty.

Pracownia Piwa: Beer for Tap

Po konkretnym falstarcie z Hey Now podchodzę drugi raz do Pracowni z nadziejami na rekompensatę. Tym razem styl dający większe pole do popisu od American Wheata, nowofalowo chmielony witbier z podkręconym ekstraktem. Koncepcja, która już chyba zawsze będzie mi stawiać przed oczami wielką Viva la Witę.

Informacje ogólne:
Piwo: Beer for Tap
Kraj: Polska
Województwo: małopolskie
Miasto: Modlniczka
Browar: Pracownia Piwa
Styl: nowofalowy witbier
Dodatki: curacao, kolendra, rumianek
Alkohol: 6,5%
Ekstrakt: 14%
Objętość: 330 ml
Warka: do 31.10.2015 r.
Cena: 7,10 zł (10,76 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Tak jak wspominałem wcześniej, za mało się te etykiety różnią od siebie. No ale ładne to, ładne.
7/10

 
Barwa
Jasnozłote, nieznacznie zamglone, trochę ulatującego gazu, ładnie.
3,5/5

Piana
Znakomita - gęstość, obfitość, trwałość na najwyższym poziomie, dodatkowo oblepia szkło.
5/5

Zapach
Świetny, bardzo rześki - dużo belgijskiej drożdżowości, bardzo dużo skórki pomarańczowej, niemało kolendry i nawet ten rumianek jest wyczuwalny; lekka słodowość, nie czuję tylko amerykańskiego chmielu, ale mógł się wtopić w klasyczną witbierową cytrusowość.
8,5/10

Smak
Nie zwalnia - wszystkie nuty z zapachu zostają powtórzone z dużą intensywnością, a następnie wchodzi do akcji chmiel z wysoką goryczką, która odczuwalna jest bardziej ziołowo niż chmielowo; bardzo rześkie i bardzo pełne smaku, wyraziste, jeśli się do czegoś przyczepiać, to do lekkiej narowistości goryczki, ale świetne piwo.
8,5/10

Tekstura
Trochę przegazowane, w witbierze na szczęście nie prowadzi to do tragedii. 
3/5

7.5/10

I to już jest poziom godny tak uznanego browaru, choć wciąż oczekiwałbym trochę więcej. No, w sumie byłbym w pełni usatysfakcjonowany, gdyby nie znowu zdecydowanie zbyt wysokie wysycenie. Jeden z czterech najlepszych witów, jakie piłem, o ile nie pomijam w pamięci jakiegoś próbowanego "w terenie".

niedziela, 25 października 2015

Pracownia Piwa: Hey Now

Czekałem, czekałem i się doczekałem. Pracownia Piwa, jeden z pierwszy polskich browarów rzemieślniczych, browar przez wielu uważany za najlepszy w Polsce, a przez prawie wszystkich za krajową czołówkę, w końcu w butelkach. Ilekroć jestem w pubie, tylekroć poluję na PP (teraz już się to może zmienić i skieruję uwagę na innych niebutelkujących browarach), więc piłem już niejedno ich piwo, a nawet dwie wyjazdowe kooperacje pojawiły się na blogu, ale czas w końcu zmierzyć się z tymi rzemieślnikami sam na sam i w spokojnych warunkach. Zaczynam z cienkiej rury, leciutkim American Wheatem.

Informacje ogólne:
Piwo: Hey Now
Kraj: Polska
Województwo: małopolskie
Miasto: Modlniczka
Browar: Pracownia Piwa
Styl: American Wheat
Alkohol: 4,5%
Ekstrakt: 11%
Objętość: 330 ml
Warka: do 31.10.2015 r.
Cena: 7,10 zł (10,76 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Pracownia bardzo niestandardowo na naszej scenie rzemieślniczej, a typowo dla rzemieślników zagranicznych poszła w butelki 330 ml (chyba nikt bardziej znany poza Widawą tego nie robi). Posypią się za to gromy, zresztą już się na pewno posypały, ale ja jestem zwolennikiem takiej objętości (jeszcze większym - selektywnego podejścia, w którym słabe piwa byłyby lane w półlitrówki, a mocniejsze w trzysta-trzydziestki, no ale to utopia: z pary 330-500, jeśli mogę wybrać jedną objętość dla wszystkich piw browaru, wybieram pierwszą). Tylko cena jest dość makabryczna. Ale na temat: etykiety pracowni są dobre, oryginalne w tej swojej przezroczystości, ale... zbyt drobne po prostu. I zbyt jednolite kolorystycznie względem siebie. Mały format i brak różnorodności kolorów sprawia, że wszystkie piwa wyglądają zbyt podobnie. Osobno natomiast wypadają dobrze. Brak dokładnego składu, goły kapsel.
7/10

Barwa
Jasnozłote, a nawet słomkowe, lekką bezpłciowość naprawia ulatujący ładnie gaz.
3/5

Piana
Obfita, ale koszmarnie grubopęcherzykowa, rozpierzcha się w parę minut do mało przekonujących pozostałości.
1,5/5
 
Zapach
Przyjemny, lekki i orzeźwiający aromat nowofalowego chmielu, ukierunkowany na cytrusy, przede wszystkim limonkę i grejpfruta, wchodzi również jakiś słodszy owoc, może ananas; do tego zaskakująca obecność jakby belgijskich fenoli; czysty, zachęcający, nie zwala na glebę, ale bardzo ładny.
7,5/10
 
Smak
Powtarza wrażenia z zapachu i dodaje od siebie zgrabną, słodową kontrę, bardzo delikatną goryczkę, która bardziej przypomina skórkę pomarańczową niż chmiel - lekkie i przyjemne, dobre i tylko dobre.
7/10
 
Tekstura
Potężny mankament - jest koszmarnie, koszmarnie przesycone, bardzo to pogarsza odbiór.
0/5

6.0/10

Falstart bardzo. Już na poziomie smaku i zapachu, choć jest bez wątpienia dobrze, to zdecydowanie za słabo jak na browar o takiej renomie, a tu jeszcze wchodzi w grę katastrofalne przegazowanie i tak na dobitkę marna piana. Zwykle nawet dużo mniej uznani rzemieślnicy tworzą lepsze piwa, nie na take Pracownie czekałem latami.

sobota, 24 października 2015

Artezan: Czarny Mustang

Stout amerykański to teoretycznie dość rzadki styl wśród polskich rzemieślników - teoretycznie, bo w praktyce wiele stoutów amerykańskich określają browary jako Black IPA, albo nieświadomi różnicy między tymi stylami, albo świadomi tego, że piwo z IPA w nazwie sprzeda się lepiej. Jako że nie lubię się kłócić z producentami co do klasyfikacji stylowej, mam w bazie tylko trzy piwa w tym stylu, z czego dwa polskie. Artezan, jak to Artezan, jest ponad takimi nieścisłościami, uwarzył amerykański stout (no, zobaczymy), nazwał go amerykańskim stoutem i po raz pierwszy od szesnastu miesięcy wypiję piwo, które nominalnie zostało zaliczone do tego stylu.

Informacje ogólne:
Piwo: Czarny Mustang
Kraj: Polska
Województwo: mazowieckie
Miasto: Błonie
Browar: Artezan
Styl: stout amerykański
Alkohol: 5%
Ekstrakt: 12,5%
Objętość: 500 ml
Warka: do 24.10.2015 r.
Cena: 8,80 zł

Opakowanie
Etykieta tym razem wspólna (nawet kolorystycznie) dla kilku piw Artezana. Wolałem tematyczne, wiadomo, acz jest dobra i jak zwykle porządnej jakości. 
7/10

 
Barwa
Czarne, acz z nieznacznymi prześwitami ciemnego brązu - bardzo ładne.
4,5/5
 
Piana
Obfita, bardzo gęsta, ładnego koloru, oblepia szkło, dość długo się utrzymuje.
4/5
 
Zapach
Obłędne połączenie raczej słodkiej, czekoladowej, bardzo intensywnej strony ciemnego słodu z chmielem nowofalowym, który przybiera oblicze żywicy i owoców leśnych - piękny i intensywny, klasyka stylu.
9/10
 
Smak
Tutaj chmiel zaczyna dominować, ciemny słód o kremowym, czekoladowym obliczu robi raczej za kontrę; mocno żywiczne, dosyć proste w smaku piwo, z bardzo intensywnym, goryczkowym i lekko popiołowym finiszem. Bardzo dobre, choć jednak trochę za bardzo zdominowane przez chmiel.
8/10

Tekstura
Nieco za wysoki gaz.
3,5/5

7.5/10

Zabawne; jak wiele browarów warzy Black IPA, które są bardziej American Stoutami, tak Artezan popełnił American Stout, który śmiało mógłby być nazwany ciemnym India Pale Ale. Jest gdzieś w połowie drogi, rzekłbym. No, kolejne bardzo dobre piwo z Artezana, jakkolwiek oczekuję od tego browaru trochę więcej.

piątek, 23 października 2015

BrauKunstKeller: Imperial Stout Single Barrel Aged Rum

Jeszcze zanim dwa razy zachwyciłem się różnymi AIPA z BrauKunstKeller, wszedłem w posiadanie tego o to piwa na Festiwalu we Wrocławiu. W sumie nie wiedziałem za bardzo, co biorę - patrzę sobie, o RIS leżakowany w beczkach po rumie, czemu nie. Dodajmy, że w szesnastoletnich beczkach po rumie z Martyniki (najbardziej uznanym regionie produkcji rumu, jakby ktoś nie wiedział). Proszę mnie oczarować.

Informacje ogólne:
Piwo: Imperial Stout Single Barrel Aged Rum
Kraj: Niemcy
Land: Hesja
Miasto: Michelstadt
Browar: BrauKunstKeller
Styl: stout imperialny (Martinique Rum BA)
Alkohol: 11,7%
Ekstrakt: 25%
Objętość: 330 ml
Warka: z 2013 roku (do 21.12.2024 r.)
Cena: brak danych

Opakowanie
Drewniana etykieta mnie zdobyła kompletnie, pierwszy raz się z czymś takim spotkałem. I karteczka na sznurku, i na niej sporo informacji i pełny skład. I jeszcze ta zalakowana szyjka. No perfekcja.
10/10

Barwa
Czarne jak smoła.
5/5
 
Piana
Ledwo się tworzy, od razu znika do cienkiego pierścienia, ten jedynie utrzymuje się przez jakiś czas.
0,5/5
 
Zapach
Genialne połączenie esencjonalnych, palonych i czekoladowych nut stoutu imperialnego, podchodzących tu pod orzechowość znaną z bardzo mocnych interpretacji stylu, z potężnym wkładem beczek - dębu, wanilii, jeszcze większej ilości wanilii oraz nutki szlachetnego trunku; niedaleki od idealnego.
9,5/10
 
Smak
Rozczarowuje po zapachu. Trochę mniej beczek, a więcej stoutu - zintensyfikowane do maksimum nuty palone, kawowe, czekoladowe, przechodzące w orzechowe, a nawet popiołowe. Całkiem mocno odczuwalna goryczka. Bardzo dobrze schowany alkohol. Bardzo dobre piwo, choć zapach miał lepszy balans, w smaku też przydałoby się więcej wkładu dębu, słodyczy.
8/10

Tekstura
Jest dużym mankamentem - niemal zupełny brak wysycenie byłby do zniesienia, gdyby gęstość była jak na RISa przystało, a jest dość rzadkie.
1/5

7.0/10

Nie oszukujmy się, rozczarowujące, mimo że bardzo dobre. Nie pamiętam dokładnej ceny, ale mniej niż 50 zł to nie było, a nawet gdyby była dwa czy trzy razy mniejsza, to od RISów oczekuję więcej, zwłaszcza leżakowanych w beczkach. Do BrauKunstKeller będę wracał, ale tylko do ich zwykłych piw mocno nastawionych na chmiel - to im wychodzi znakomicie, mistrzami RISa zdecydowanie się nie okazali. To genialne opakowanie zasługiwało na stout wszech czasów, szkoda.

środa, 21 października 2015

AleBrowar (Gościszewo): Ortodox English IPA

Seria Ortodox nie jest specjalnie pielęgnowana przez AleBrowar - kolejne odsłony pojawiają się mniej więcej raz na rok. Powoli zamienia się ona zresztą nie tyle w cykl piw ortodoksalnych, a angielskich piw ortodoksalnych - pierw dry stout (który najpierw wyszedł jako stout amerykański, ale to tam), później mild, dziś angielskie IPA. Styl wzgardzany nierzadko, który ja bardzo, bardzo cenię.

Informacje ogólne: 
Piwo: Ortodox English IPA
Kraj: Polska
Województwo: pomorskie
Miasto: Gościszewo
Browar: Gościszewo (AleBrowar)
Styl: angielskie India Pale Ale
Alkohol: 5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: do 20.10.2015 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Kontynuacja stylu serii, po łasicy i psie (przepraszam, nie znam się na ich rasach) na etykietę trafił słoń.
8/10 


 
Barwa
Ciemny bursztyn, całkowita klarowność, bliskie ideału.
4,5/5
 
Piana
Znakomicie obfita i kremowo gęsta, ładnie osiada na szkle, utrzymuje się prawie na całej tafli do samego końca.  
4,5/5
Zapach
Udany mariaż typowo angielskiej słodowości - trochę karmelowej, trochę ziemistej i minimalnie popiołowej - z również tradycyjnym, ziołowym chmielem oraz nieznacznymi estrami owocowymi; nic oszałamiającego, ale bardzo przyjemny.
7/10
 

Smak
Bardzo się rozkręca, zarówno słód, jak i chmiel pokazują zęby - ów pierwszy daje falę przyjemnej, karmelowej, intensywnej słodyczy, a drugi naciera prostolinijną, trawiasto-ziołową goryczką, która łączy się jeszcze na genialnym, wytrawnym finiszu z przyjemnymi wtrąceniami popiołowymi. Wysoka goryczka i mocna kontra słodowa świetnie się uzupełniają i dają bardzo wyraziste, intensywne piwo, tak intensywne, że mogłoby mieć 7% alkoholu i bym się nie zdziwił - rewelacyjne. Genialnie pijalne.
9/10
 
Tekstura
Perfekcyjna - wysycenie jest bardzo stonowane, ale nie niskie, i zupełnie wystarczające przy takiej intensywności smaku.
5/5

7.5/10

AB ostatnio bardzo różnie wypada w piwach nowofalowych, za to na polu tradycji znów pokazał klasę. Świetne EIPA, które przebija większość polskich AIPA. Nie licząc kooperacji, to w samym smaku to najlepsze piwo, jakie piłem z AleBrowaru od czerwca zeszłego roku. Duży plus.

LoverBeer: Madamin

LoverBeer to browar rzemieślniczy, mieszczący się na wsi niedaleko Turynu, jeden z tych browarów typu "jednoosobowego", założony i prowadzony w dużej mierze do dziś przez jednego faceta, Valtera Loveriera. Z asortymentem wyraźnie puszczającym oko w stronę Belgii (podobnie jak, co teraz sobie właśnie uświadomiłem, zastanawiająco sporo włoskich browarów). Trafiło mi się piwo zwane przez twórcę "Oak Amber Ale", które ja pozwolę sobie zakwalifikować jako flamandzkie czerwone ale na podstawie doznań, które przyniosło. "Madamin" to piemonckie słowo, oznaczające młodą kobietę, jakby się ktoś zastanawiał.

Informacje ogólne:
Piwo: Madamin
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Marentino
Browar: LoverBeer
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: z 2014 roku (do końca 2021 r.)
Cena: 31,50 zł (47,73 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Wyróżniające się dzięki zwłaszcza nietypowemu oklejeniu szyjki. Całkiem długi opis na kontrze. Dobre.
7,5/10

 
Barwa
Ekscytująca - bursztynowe, rdzawe, miedziane i brunatne jednocześnie, świetnie się prezentuje.
5/5
 
Piana
Fatalna - ledwo powstaje jakiś kożuch, od razu redukuje się do pierścienia.
1/5
 
Zapach
Znakomity mariaż beczek - sprawiających nawet wrażenie, że gościły wcześniej jakiś mocniejszy alkohol - ze świeżością kwaskowatych owoców (jabłka, wiśnie, rodzynki, a nawet kandyzowane ananasy) i nutami wprost winnymi - rewelacyjny, z czasem tylko trochę słabnie.
8,5/10
 
Smak
Podobnie do zapachu, ale z pewnymi różnicami: zmniejsza się udział owoców, zwiększa dębu, a piwo nabiera nut klasycznie piwnicznych, mocnej kwaśności i mocnej, bardzo winnej cierpkości. Całość ma trochę rześkości, ale jest przede wszystkim szalenie eleganckie, kończy się złożonym finiszem, który splata kwaskowatość, goryczkę i przypalany dąb. Świetne.
8,5/10

Tekstura
Prawie idealna, odrobinę za dużo gazu.
4,5/5

7.5/10

O patrzcie, jaki świetny flanders właściwie znikąd mi się trafił. Problemem jest to, że nie ma startu do belgijskich klasyków jak lepsze Rodenbachy czy Księżniczka Burgundzka, a cenowo wypada przy nich wprost fatalnie. No, ale doceniam, że już w 2010 roku takie piwa we Włoszech powstawały.