wtorek, 5 stycznia 2016

Port Brewing: Mongo India Pale Ale

Board Meeting pozostaje jednym z trzech najlepiej ocenionych przeze mnie piw w ciągu niecałych trzech lat blogowania. Piłem je już grubo ponad rok temu, dopiero niedawno zaś udało mi się dostać inne piwo z amerykańskiego Port Brewing, po którym oczywiście dużo sobie obiecuję. Piwo to imperialne IPA, uwarzone na cześć przerośniętego kota Mongo, który krzątał się swojego czasu po browarze, a który zdechł zaledwie po ośmiu miesiącach od narodzin. Piękny hołd!

Informacje ogólne:
Piwo: Mongo India Pale Ale
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 8,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 828 ml
Warka: brak danych
Cena: 43,50 zł (26,27 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Przerośnięta (jak kot) butelka ze świetną jak zwykle etykietą, ukazującą tytułowego bohatera na desce surfingowej.
9/10

 

Barwa
Przepiękny bursztyn, któremu mocne zmętnienie tylko pomaga.
5/5
 
Piana
Doskonale obfita i gęsta, bardzo dobra, choć już od ideału daleka trwałość.
4/5
 
Zapach
Bezkompromisowa, intensywna, owocowo-żywiczna lupulina; cytrusy (pomarańcze, grejpfruty) i inne owoce (mango przede wszystkim) wprowadzają element kwaskowo-słodki, a żywica równoważy to swoją pikanterią i wytrawnością. Początkowo rewelacja, ale z czasem trochę słabnie.
8,5/10
 

Smak
Co nieco przerzedza się to owocowe bogactwo z zapachu, piwo idzie mocno w stronę żywicy. Kontra słodowa też jest raczej umiarkowana, więc robi się bardzo wytrawnie, ale nie jest to bynajmniej piwo niezbalansowane. Brakuje natomiast tych cytrusów, jest po prostu trochę zbyt banalnie. Bardzo dobre i tylko tyle.
7,5/10
 
Tekstura
Odrobinę za niskie wysycenie.
4,5/5

7.0/10

Cóż, bardzo dobre IIPA i nic więcej, a od takiego browaru, od takich cen i od Stanów oczekuje się jednak więcej. Obawiam się, że mogła je spotkać przypadłość przygaszenia chmielowego efektu, właściwa dla mocno chmielonych piw sprowadzanych zza Atlantyku - główny problem to właśnie takie zmatowienie barwności smaku nowofalowego chmielu. Pozostało mimo to bardzo przyjemnym trunkiem i przypomniało, jak bardzo lubię ten styl, który w drugiej połowie 2015 roku zaledwie dwa razy zagościł na moim blogu.

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Persha (Oasis Beverages): Stare Misto

W Nowy Rok wchodzę niezbyt hucznie, bo jasnym lagerem z dużego browaru ze Lwowa - drugim z dwóch, które wspaniałomyślnie przywiózł mi kolega. Persha Privatna Brovarnia powstała w 2004 roku z inicjatywy lwowskiego przedsiębiorcy Andreia Macoli. Dziś spółka posiada już drugi browar w Radomyślu (tym ukraińskim), dzierży 10% udziału w ukraińskim rynku piwa, a sama wchodzi w skład koncernu Oasis Beverages, właściciela browarów także w Rosji, Kazachstanie i na Białorusi.

Informacje ogólne:
Piwo: Stare Misto
Kraj: Ukraina
Obwód: Lwowski
Miasto: Lwów
Browar: Persha Privatna Brovarnia (Oasis Beverages)
Styl: jasny lager
Alkohol: 4,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: do 06.02.2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Butelka o fajnym kształcie i ze świetnymi grawerunkami, etykieta w stylu koncernowym, ale w porządku - ogólnie nieźle. 
6,5/10 


 
Barwa
Klarowne, głębokie złoto i wyjątkowo dynamicznie wznoszący się słup dwutlenku węgla - bardzo ładne.
4,5/5
 
Piana
Bardzo obfita, o przyzwoitej gęstości i średniej trwałości.
3,5/5
 
Zapach
Całkiem przyjemny, no może minimalnie podstarzały aromat jasnego słodu, podszyty niestety aldehydem octowym, który co prawda nieprzyjemny w tej ilości nie jest, ale zasłania te ładniejsze elementy zapachu. Bardzo intensywny, bez szału i z wadą, ale całkiem okej.
5/5
 
Smak
Nie tak okej jak zapach - jeszcze mocniej naciera aldehyd octowy, słód wydaje się jeszcze bardziej podstarzały, a do tego dochodzi żelazo. Z czasem trochę te wady się przerzedzają, ale na fajną stronę słodową zostaje wciąż trochę niewiele miejsca; nie jest to jakiś odrzucający smak i dla ugaszenia pragnienia dałoby się to wypić, ale słabo, tak po prostu to nie ma po co pić. Jest jednak raczej średnie niż złe, jeśli uznawać je za international lagera, to wygrywa z większością tych, które piłem.
4/5

Tekstura
Bezbłędne, średnio-wysokie wysycenie, które mocno podciąga smak w górę.
5/5

4.5/10

Nie było aż tak pozytywnego zaskoczenia, jak przy drugim lwowskim piwie, ale wciąż jest to pozytywne zaskoczenie. Spodziewałbym się czegoś znacznie gorszego po jasnym lagerze z browaru, który dzierży 10% ukraińskiego rynku piwa. Zupełnie znośne piwo, choć nie z gatunku piw do picia dla smaku.

czwartek, 31 grudnia 2015

Anchor: Our Special Ale 2014

Moim ostatnim piwem w 2015 roku okazało się być piwo świąteczne. Our Special Ale warzy już od 41 lat amerykański browar Anchor Brewing, a mi przypadła w udziale czterdziesta, zeszłoroczna edycja. Półtora roku temu miałem okazję pić edycję z 2013 roku, ale jak utrzymuje browar, co roku receptura jest inna. Czy to prawda, nie jestem taki pewien, bo poziom alkoholu zawsze jest ten sam.

Informacje ogólne:
Piwo: Our Special Ale 2014
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Francisco
Browar: Anchor Brewing Company
Styl: świąteczne
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 355 ml
Warka: do 10.2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Ten sam motyw, co na każdej edycji, tylko co roku inne drzewko. Piękna, klimatyczna rzecz.
9/10


 
Barwa
Ciemny brąz, a pod mocnym światłem wspaniały rubin; piękne.
5/5

Piana
Bardzo obfita, gęsta, wyśmienicie koronkuje szkło, trwałość bardzo dobra.
4/5

Zapach
Cynamon, wiśnie, pierniki, ciasto drożdżowe z owocami, gałka muszkatołowa, a przede wszystkim po raz wtóry cynamon - piękny, bardzo świąteczny, bardzo korzenny, przyprawowy i piernikowy, intensywny zapach.
8,5/10

Smak
W dalszym ciągu na pierwszym planie cynamon, do tego chyba kardamon, słodko-gorzka czekolada, chyba goździki, nie taka mała goryczka, dalej bardzo korzennie, ale już mniej piernikowo, może przez goryczkę - tak czy inaczej świetne piwo, jak na natłok przypraw bardzo subtelne, wyśmienite po prostu.
8,5/10

Tekstura
Niemal idealne wysycenie, o pół stopnia za wysokie.
4,5/5

7.5/10

Bardzo podobne do tego sprzed roku, ale jestem prawie pewien, że jednak zdecydowanie inna receptura - więcej sypnęli przypraw niż w 2013, jest też mniej wiśniowe i czekoladowe niż wtedy. I na wyższym poziomie stoi to piwo, głównie dzięki brakowi problemu z teksturą, który tam był uciążliwy. Najlepsze Christmas Ale, jakie piłem i w ogóle jedno z dwóch najlepszych piw smakowych. Mały majstersztyk, ale majstersztyk. Mimo podobieństw, chyba będę sięgał po Our Special Ale z każdego rocznika.

Szczęśliwego Nowego Roku!

Tempel Brygghus: Isotonic

Zastanawiałem się, jakie piwo wypić na sam koniec roku spośród wielu ciekawych pozycji, które chomikuję w piwnicy - w końcu wymyśliłem, że wypadałoby jeszcze w starym 2015 zapoznać się z jednym z nielicznych stylów piwa, którego jeszcze nie próbowałem, a który z niebytu przedostał się niedawno do niszy na polskiej scenie piwowarskiej (jak się okazało, zdążyłem potem wypić jeszcze jedno piwo, więc to jednak nie ostatnie w 2015). Pewnie już wszyscy wiedzą, co to jest gose, ale dla formalności - wyjątkowo ciekawa koncepcja, piwo pszeniczne, kwaśne od bakterii kwasu mlekowego, z kolendrą i solą. Czyli kajnda lichtenhainer z kolendrą i solą. Pierwszy raz piję gose, pierwszy raz piwo słone, a w dodatku pierwszy raz piję piwo uwarzone w Szwecji, bo przez Tempel Brygghus, o którym to browarze za dużo nie powiem, jako że nie opanowałem jeszcze za dobrze języka szwedzkiego, który króluje na ich stronie internetowej. Wiem tylko, że specjalizują się w piwach kwaśnych, a nawet chyba innych po prostu nie warzą.

Informacje ogólne:
Piwo: Isotonic
Kraj: Szwecja
Region: Uppsala
Miasto: Uppsala
Browar: Tempel Brygghus
Styl: gose
Alkohol: 4,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 05.2016 r.
Cena: 21,15 zł (32,05 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Proste, ale ładne, dobrze komponuje się z innymi etykietami tego browaru.
7,5/10


 
Barwa
Jasnozłota - jest bardzo mocno zmętnione, w dodatku to zmętnienie jakby unosi się nad krótkim paskiem klarownego piwa, wygląda to wyjątkowo ciekawie, jak jakiś ekstrawagancki drink - super.
5/5
 
Piana
Wybitnie obfita, dość gęsta, utrzymuje się całkiem długo.
4/5
 
Zapach
Zdominowany przez kwas mlekowy, ale w wyjątkowo przyjemnym wydaniu, trochę winnej cierpkości, nuty kwiatowo-owocowe, może od kolendry lub chmielu, do tego mączna, zbożowa podbudowa jasnego słodu; bardzo przyjemny, intensywny i ciekawy.
8/10

Smak
Bardzo specyficzne, mocno odstaje od wszystkiego, co piłem. Na początku rządzi kwas mlekowy, choć w wydaniu nieco brettującym, a nieco cytrynującym, w towarzystwie dziwnych, nierozpoznawalnych dla mnie nut, które mogą być pochodnymi soli. Sól już na pewno atakuje zaś zaraz po przełknięciu, ale nie jest nachalna. Piwo jest oryginalne i po prostu świetne, niezwykle orzeźwiające i pijalne, jednocześnie dość pełne jak na swoją moc - nie taka lekka podbudowa słodowa, spora kwaśność, rześka kolendra, słoność i niemałe wysycenie dają dość gęsty odbiór, mimo że tak lekki zarazem.
8,5/10

Tekstura
Dość mocny gaz idealnie do niego pasuje.
5/5

7.5/10

Styl z przyszłością! Gose często zestawia się z grodziskim (nie wiem w sumie czemu, bardzo się różnią), lichtenhainerami i berliner weisse - z tych czterech wydaje mi się najciekawszą koncepcją. Może też co prawda dlatego, że nie jest tak niskoekstraktywne jak tamte. Bardzo dziwne (zwłaszcza jak na konserwatywną rodzinę niemieckich stylów piwa), lepiej niż bardzo dobre.

Altstadthof: SchwarzBier

Hausbrauerei Altstadthof to jeden z najbardziej fascynujących browarów, w jakich byłem. Co urzekło mnie najbardziej, to że destyluje się tam również whisky i destylaty z piwa (oczywiście z piwa tego browaru). Ponadto zabudowania browaru są bardzo rozległe i zawiłe, wręcz romantyczne; jest wybitnie klimatyczny, obity drewnem pub, są warzelnia i destylarnia na widoku, jest restauracja, są dwa sklepy z piwem (również innych browarów) i innymi dobrami. Na bazie swojego piwa produkuje się tu nawet ocet i musztardę. Do tego położenie na przepięknej starówce Norymbergi i przede wszystkim - wszystkie trzy piwa, jakich próbowałem, były bardzo dobre. Jako że butelkują tylko w litrowe butle, przywiozłem ze sobą jeno dwa różne - schwarzbiera i bocka, na pierwszy ogień idzie ciemniak.

Informacje ogólne:
Piwo: SchwarzBier
Kraj: Niemcy
Land: Bawaria
Miasto: Norymberga
Browar: Hausbrauerei Altstadthof
Styl: schwarzbier
Alkohol: 4,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 1 l
Warka: do 23.01.2016 r. 
Cena: 7,60 euro (3,80 euro za 0,5 l)

Opakowanie
Urzekająca, potężna butla z kabłąkowym zamknięciem, z gustownie malowaną etykietą. Bardzo mi się podoba.
8,5/10


 
Barwa
Bez światła czarno-brązowe, pod mocnym światłem miedziane - bardzo ładne, choć jak na schwarzbiera to dość jasne.
4/5
 
Piana
Jak na weizenie - wybitnie obfita i gęsta, tworzy efektowne, trójwymiarowe kształty, utrzymuje się prawie do samego końca.
4,5/5
 
Zapach
Trochę mało intensywny, ale bardzo ładny zapach kombinacji słodowej ze szczyptą chmielu - karmel, orzechy, chleb, kawa zbożowa. Gdyby było tak z trzy razy bardziej intensywne, to mogłoby być wybitne, a tak tylko dobre z plusem. Z czasem pojawia się kwaskowatość, która jeszcze odbiera tego plusa.
7/10

Smak
Tu jest dużo bardziej wyraziste, bardzo gładkie, a zarazem pełne smaku, wyraziście chlebowe z nutą karmelu i kawy, z minimalną, ale wystarczającą chmielową kontrą. Wyjątkowo długi finisz jak na tak słabe, słodowe piwo. Pojawia się jednak inny problem - nadmierna kwaskowatość. Dobre, ale mogło być świetne, gdyby nie to.
7/10

Tekstura
Brakuje ciut gazu, za to aksamitnie gładkie. 
4,5/5

6.5/10

Jak to czasem bywa, schwarzbier z nalewaka w Norymberdze smakował dużo, dużo lepiej. Ten być może smakowałby tak samo, gdyby nie wkradła się kwaskowatość.

Krug-Bräu: Weihnachtsbier

Pierwsze z przywiezionych z Norymbergi piw świątecznych srogo mnie rozczarowało - nie dość, że okazało się piwem marcowym, to w dodatku bardzo średnim. Może drugiemu pójdzie lepiej - co prawda tym razem zrobiłem rozeznanie na ratebeerze i wygląda na to, że to z kolei będzie po prostu dunkel (skład na etykiecie pozbawiony jakichkolwiek dodatków), ale za to ma znacznie lepszą ocenę niż tamto. Krug-Bräu to - znowu - browar restauracyjny z hotelem, położony we wsi Breitenlesau, stosunkowo odległej od większych miast i dróg (mniej więcej w połowie drogi z Bambergu do Bayreuthu, ale z solidnym odbiciem na południe). Browar wydaje się być zdecydowanie najważniejszym punktem wsi i jednym z niezliczonych bezimiennych (prawie) miejsc w Niemczech, które łapią mnie za serce swoją sielankową estetyką. Ten przybytek na odludziu powstał w 1834 roku (ile bym oddał, żeby w Polsce na co drugim kroku, na jakichś wsiach, gdzie nie dociera google street view, stały sobie browary ze 180-letnią historią) i skupia się całkowicie na tradycyjnych niemieckich stylach.

Informacje ogólne:
Piwo: Weihnnachtsbier
Kraj: Niemcy
Land: Bawaria
Miasto: Breitenlesau
Browar: Krug-Bräu
Styl: monachijski dunkel
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: do 21.05.2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Niezbyt wyrafinowana, ale jakże urokliwa etykieta, na której widnieje budynek browaru w świątecznej, śnieżnej scenerii. Jest i świetny firmowy kapsel... też z wizerunkiem budynku browaru.
8/10

 
Barwa
Ekstremalnie jasny brąz - pod mocnym światłem jest wręcz bursztynowe. Z lekka niemrawe, ale ładne.
3,5/5
 
Piana
Bardzo obfita, o niezłej gęstości, dość długo się utrzymuje.
3,5/5
 
Zapach
Banalna, maksymalnie jednowymiarowa słodowość, i to nawet niespecjalnie dunklowa, a mączna, niemal jasnolagerowa, z nieznacznymi wstawkami biszkoptu. Dodajmy lekki diacetyl, nie taki lekki kwasek i zupełne zanikanie intensywności z czasem i jest po prostu fatalnie.
1,5/10
 
Smak
Niespecjalnie coś się zmienia względem zapachu - banalny, mączny słód z trochę mniej symbolicznym niż w aromacie dodatkiem ciemniakowej słodyczy, na finiszu lekki karton. Nieprawdopodobnie puste piwo (a przecież wcale nie jest słabe). Ciężko nazwać je nieprzyjemnym (daleki finisz jest nawet lekko przyjemny), ale stoi bardzo niedaleko od wody gazowanej z jedną czwartą łyżeczki cukru.
2,5/10

Tekstura
Trzyma poziom, tylko trochę za mocno wysycone.
4/5

2.5/10

Na bogów, to piwo jest antytezą świąt. Jest tak koszmarnie nudne, nijakie, takie smutne po prostu, że płakać się chce, a nie świętować. 3/4 poszło w kanał. Przy okazji mam wrażenie, że często im bardziej sielankową wizję browaru sobie stworzę, im bardziej wkręcę się w klimat, tym gorsze okazuje się piwo. Piw z Krug-Bräu prawdopodobnie nigdy już los nie postawi na mojej drodze. Swoją drogą monachijskie dunkle to ewenement - rzadko oceniam piwo poniżej granicy dobra i zła 5/10, bo staram się wybierać piwa, po których spodziewam się dużo. Tymczasem pięć na pięć zrecenzowanych piw w tym stylu oceniłem poniżej 5/10. Muszę odczarować dunkle, bo wiem, że potrafią być bardzo przyjemne.

Wiethaler: Weihnachtsbier

No to jedziemy dalej z piwami, które przywiozłem z Norymbergi. Trafiłem tam w okresie przedświątecznym, więc i w sklepie z regionalnymi, frankońskimi trunkami trafiłem (bo trafić chciałem) na dwa piwa świąteczne. Brauerei Wiethaler to browar, restauracja i hotel, położony w miasteczku Neunhof, kilkanaście kilometrów na północny wschód od Norymbergi. Chwali się ponad pięćsetletnią historią (jeśli to prawda, to...) i warzy jedynie tradycyjne niemieckie piwa.

Informacje ogólne:
Piwo: Weihnachtsbier
Kraj: Niemcy
Land: Bawaria
Miasto: Neunhof
Browar: Brauerei Wiethaler
Styl: marcowe
Alkohol: 4,9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: do 30.03.2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Sympatyczna, świąteczna etykieta, choć kolorystycznie taka sobie.
6,5/10


 
Barwa
Brązowo-miedziana, przy pełnej klarowności i sporej porcji gazu daje to bardzo ładny efekt.
4,5/5
 
Piana
Niezła obfitość, ale bardzo szybko redukuje się do pierścienia, nie jest też za gęsta - kiepsko.
2/5
 
Zapach
Zero świąt, sto procent bursztynowego lagera - słód karmelowy, szczypta aldehydu octowego (na początku, potem jest jej za dużo), fajne nuty chlebowo-miodowe; przyjemny, słodki, zaokrąglony aromat, choć mało wyrafinowany.
6/10
 
Smak
Podąża w dużej mierze za zapachem, choć jest jeszcze nudniejszy - ot, słód mocno skierowany w stronę karmelu i chleba, trochę drewna cedrowego, lekki, raczej niepożądany kwasek, iście symboliczna goryczka. Minimalny metal. Ta słodycz, choć niezbalansowana, jest w miarę przyjemna; słodowość, choć niewyszukana, również jest miła. Jest to jednak piwo raczej średnie niż dobre.
5/10

Tekstura
Bez zarzutu.
5/5

5.0/10

No i co to ma być? Bardzo średnie, no może średnie z plusem marcowe jako piwo na święta? W Brauerei Wiethaler chyba nie przepadają za Jezusem. Czuję się trochę wykiwany.

środa, 30 grudnia 2015

De Halve Maan: Straffe Hendrik Quadrupel

To już ostatnie piwo z brugijskiego browaru Brouwerij De Halve Maan. Standardowo na koniec zostawiłem sobie to, z którym wiążę największe nadzieję i liczę, że chociaż jeden quadrupel okaże się piwem wybitnym. Póki co nie bardzo bowiem jest do czego wracać z asortymentu browaru, mimo że wszystkie piwa były bardzo dobre. 

Informacje ogólne:
Piwo: Straffe Hendrik Quadrupel
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Zachodnia
Miasto: Brugia
Browar: Brouwerij De Halve Maan
Styl: quadrupel
Alkohol: 11%
Ekstrakt: 22%
Objętość: 330 ml
Warka: do 11.05.2018 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Gustowne, ciemne wydanie serii etykiet przeznaczonych dla Straffe Hendrików.
8,5/10 


 
Barwa
Genialna gra brązów i miedzi.
5/5

Piana
Wybitnie obfita, o kiepskiej natomiast gęstości i mało spektakularnej trwałości.
3/5

Zapach
Niezbyt intensywny, ale bardzo ładny - zboże, biszkopt, mocno spalony karmel, cukier kandyzowany, bardzo szlachetne nuty alkoholowe.
7,5/10

Smak
Nadrabia braki w intensywności z aromatu - zaczyna się zbożowo i chlebowo, potem przechodzi w czekoladę i szlachetnie alkoholową potęgę, a kończy się dość wysoką jak na styl goryczką. Mimo że alkohol jest w typowo belgijski sposób dostojny i przyjemny, to trochę za bardzo zagarnia wrażenia. Nadrabia za to znakomitym balansem słodycz-goryczka. 
8,5/10

Tekstura
Ciut za mocno wysycone. 
4,5/5

7.5/10

De Halve Maan na stałym poziomie: kolejne piwo bardzo dobre i bardzo dalekie od wybitności. W przypadku takiego stylu jak quadrupel, i to dość mocnego nawet jak na wysokie standardy tych piw, to już pachnie sporym rozczarowaniem. Wszystkie sześć piw z brugijskiego browaru było trunkami o bardzo zbliżonej jakości - najsłabsze, blond, dostało ode mnie 7.7/10, a najlepsze, tripel, 8.3. A najlepsze i jedyne wybitne było siódme - to, które piłem w Brugii: świeży, niebutelkowany blond. Oznacza to dużą rzetelność, ale i bezużyteczność - browar tak radzący sobie z belgijskimi stylami przydałby się w Polsce, ale w konkurencji z wieloma wybitnymi belgijskimi browarami nadaje się chyba tylko do zapomnienia. Szkoda, bo kocham doprawdy Brugię, ale zdaje się, że lepszy browar to ja mam pod nosem, we Wrocławiu, na Długosza.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Viven (De Proef): Viven Porter

Powoli moje żniwa z podróży do Belgii się kończą; zostało mi tylko po jednym piwie z obu browarów, które odwiedziłem. Mam jednak jeszcze trzy egzemplarze z browarów, których nie odwiedziłem, po które sięgnąłem niemal na chybił trafił w sklepie. Niemal, bo starałem się zerkać na style - i tak dzisiejsze piwo jest wyrazem chęci sprawdzenia, jak małe belgijskie browary radzą sobie z porterami. Okazało się, że trafiłem na kontraktowca z szesnastoletnią historią (paradne, co?), który ma siedzibę tuż pod przenajświętszą Brugią, ale warzy w jakże znanym De Proefbrouwerij. Inicjatywa jest dzieckiem Willy'ego De Lobela, który w 1999 roku znalazł w tej przystani dla niejednego kontraktowca możliwość stosowania swoich receptur na większą skalę. Przez pierwsze dziesięć lat Viven warzyło tylko dwa elementarne flamandzkie piwa, blonda i "browna", czyli słabego dubbla. W międzyczasie, w 2003, schedę przejął Tony Traen, syn sprzedawcy alkoholi. Od 2009 kontraktowiec poszedł w niebelgijskie style i jednym z nich jest ten porter, który w dodatku, ku mojej radości, okazał się porterem wędzonym.

Informacje ogólne:
Piwo: Viven Porter
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Brouwerij van Viven)
Styl: porter wędzony
Alkohol: 7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 12.01.2017 r.
Cena: 2 euro (3,03 euro za 0,5 l)

Opakowanie
Nic specjalnego, ale bardzo ładne, przełamana elegancja, subtelna kolorystyka, goły kapsel.
8/10


 
Barwa
Czarne. Jaśniej proszę, to porter.
4/5

Piana
Świetna; wysoka, puszysta, gęsta i bardzo, choć nie idealnie trwała.
4,5/5
 
Zapach
Doprawdy wybitne połączenie wędzonki (1/3) i porteru (2/3); ta pierwsza jest zdecydowanie drzewna, odrobinę szynkowa, odrobinę ogniskowa, szlachetna. Strona porterowa z kolei kursuje w stronę melanoidyn - pralina orzechowa, biszkopt polany karmelem, nuty kawy zbożowej, świeżo zmielonego ziarna, czekolady, tort czekoladowo-orzechowy; piękna sprawa, świetne połączenie, jakby zwiększyć udział wędzonki, to byłyby fajerwerki.
8,5/10
Smak
Tu jeszcze bardziej się nasila ta taka ujmująca łagodność porteru połączona z pełnią smaku; właściwie przemyca wszystko, co było w zapachu, ze szczególnym nasileniem akcentów czekoladowych, zbożowych, tortowych oraz z dodatkiem niezbyt silnej suszonej śliwki; wędzonka jeszcze trochę maleje w stosunku do zapachu, ale dalej wyraźna. Na finiszu natomiast wraca jako najmocniejsza ze wszystkich etapów. Na koniec idealnie zaznaczona goryczka dla balansu. Znowu - trochę mocniejsza wędzonka mogłaby dać piwo naprawdę wielkie, ale i tak jest znakomite.
9/10
 
Tekstura
Cudownie aksamitne jest to piwo, jak na mój gust tylko odrobinę za wysokie wysycenie.
4,5/5

8.0/10

Piękny porter, piękny. Przypomniał mi tak trochę genialny Smoked Porter z Alaskan Brewing, a to wielki komplement. Tylko trochę więcej wędzonki, no! Jest taka na progu, już, już prawie idealna, ale jednak brakuje tego kawałka. Póki co najlepsze, co w tej Belgii ustrzeliłem. I w niesamowicie przystępnej cenie jak na ten bardzo drogi kraj.