piątek, 5 grudnia 2014

Jever (Radeberger Gruppe): Jever Pilsener

Niemieckie pilznery to piwa, które raczej nie cieszą się wielkim uznaniem albo przynajmniej wielkim zainteresowaniem. Dość łatwo to zrozumieć - preferujący goryczkowe jasne lagery pójdą raczej w pilsy czeskie, ci zaś, którzy szukają łagodnego piękna jasnego słodu niezmąconego chmielem, powinni raczej skierować wzrok na monachijskie hellesy. Pilznery niemieckie oferują - w pewnym intuicyjnym uproszczeniu - coś pomiędzy, przez co łatwo przypiąć im wizerunek uśrednionych, niezdecydowanych (co w świecie źle pojmowanej rewolucji piwnej często staje się najcięższą obelgą). Ja wierzę w każdy styl i choć dotychczasowe niemieckie pilsy, jakie piłem (a ostatni w lipcu zeszłego roku), zdecydowanie mnie nie powaliły (z trzema konkurentami z Niemiec wygrał zresztą pilzner z polskiego Bierhalle), to widzę potrzebę istnienia tego gatunku i dziś zapoznam się z jednym z największych, o ile nie największym jego klasykiem. Mam nadzieję, że spisze się dużo lepiej niż Radeberger, choć browar w Jever (do lat trzydziestych miejscowości tak małej, że nie figurującej na mapach) należy obecnie do Radeberger Gruppe.

Informacje ogólne:
Piwo: Jever Pilsener
Kraj: Niemcy
Land: Dolna Saksonia
Miasto: Jever
Browar: Friesische Brauhaus zu Jever (Radeberger Gruppe) 
Styl: niemiecki pilzner
Alkohol: 4,9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: do 02.2015 
Cena: brak danych

Opakowanie
Wyjątkowo ładne jak na niemieckie koncerny opakowanie - może wciąż nie jest przepiękne ani ekscytujące, ale jest w tym jakaś poważna oryginalność, duża spójność i efekt rozpoznawalności. Świetny kapsel.
8/10

Barwa
Bardzo, bardzo jasne, słomkowe, nawet nie jasnozłote, no może ekstremalnie jasno - o dziwo nie jest w pełni klarowne, pływa w nim bardzo rzadki, ale jednak widoczny osad; niezbyt dobrą sytuację ratuje gęsto i burzliwie ulatujący gaz, który sprawia, że ostatecznie patrzy się na nie przyjemnie. 
3/5

Piana
Bardzo obfita, wręcz zadziwiająco gęsta, pozostawia ładną mozaikę na szkle, niemal idealnie trwała. 
4,5/5

Zapach
Ładne połączenie jasnego słodu z chmielem, nawet z przewagą prostolinijnego, trawiastego, zielonego chmielu - proste, ale satysfakcjonujące, wdzierają się natomiast nieśmiało akcenty owocowe, jabłkowe, które ja bym sobie tutaj akurat podarował. 
6,5/10
Smak
Tu jest lepiej - zaskakuje intensywnością chmielu aromatycznego przy jednocześnie nie za wysokiej, ale wystarczającej w tym piwie goryczce; słód naprawdę nie ma tu już jakoś wiele do powiedzenia - może to i dobrze, bo mam wrażenie, że słodowość jest minimalnie kartonowa; naprawdę smaczne, na finiszu pozostawia chmielowość już totalnie trawiastą. 
7,5/10

Tekstura
Wyraźne przesycenie dwutlenkiem węgla jest największym mankamentem piwa, ale jeszcze da się je znieść.
2,5/5

6.0/10

Faktycznie jest to najlepszy niemiecki pilzner, jakiego do tej pory piłem (choć Bierhalle przebił ledwo co), piwo tak dalekie od wybitnego, co od przeciętnego - po prostu dobre. Może gdyby nie pakować go do zielonych butelek, zapach nadążałby za smakiem i byłoby dobre z plusem.  Z Radebergerem nie ma nawet po co porównywać. Nie wiem, czy Jever jest w Niemczech piwem bardzo szeroko dostępnym, ale jeśli chociaż w jednej czwartej tak jak u nas Żywce, Tyskie i inne sztandarowe paskudztwa, to naprawdę pozazdrościć. Chmiel rządzi tym piwem jak chyba żadnym korporacyjnym, które do tej pory piłem - i prowadzi je w dobrą stronę.

czwartek, 4 grudnia 2014

Szałpiw (Wąsosz): Bździągwa

Miałem już szansę poznać cztery piwa z kontraktowego browaru Szałpiw, ale tylko jednego spośród ich pierwszych trzech, uwarzonych w stylach belgijskich. Te zaś najbardziej mnie ciekawią, po pierwsze przez moją fascynację Belgią, po drugie dlatego, że Szczun - tripel - wyszedł im zdecydowanie najlepiej spośród tych, które już piłem. Z lekkim niedowierzaniem spostrzegłem przed degustacją, że jeszcze nie opisywałem żadnego piwa w stylu belgian pale ale - Bździągwa będzie pierwszym.

Informacje ogólne:
Piwo: Bździągwa
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Wąsosz
Browar: Browary Regionalne Wąsosz (Szałpiw)
Styl: belgijskie pale ale
Alkohol: 5,6%
Ekstrakt: 13%
Objętość: 500 ml
Warka: do 20.01.2015
Cena: 7,80 zł

Opakowanie
Choć początkowo Bździągwa warzona była w browarze Bartek, teraz już w Wąsoszu, etykieta się nie zmieniła i jest w tym samym stylu, co ta na Szczunie. Oczywiście dokładny skład, a zamiast "normalnego" opisu jak zwykle słów parę w gwarze poznańskiej. Nie posiadam dość popularnego chyba w Polsce fetyszu gwar wszelakich, więc wolałbym kilka konkretniejszych uwag na temat piwa od jego autorów, ale lepsze to niż nic i wyróżnia browar spośród innych. Firmowe kapsle dotarły do Wąsosza - co bardzo fajne, to już trzeci inny kolorystycznie kapsel z Szałpiwu przy zachowaniu tego samego wzoru.
8,5/10

Barwa
Wspaniała, można ją określić bardzo ciemnym, bardzo pełnym złotem albo nie aż tak jasnym bursztynem - dzięki pełnej klarowności wygląda to cudownie, a do tego jeszcze dużo ulatującego gazu. 
5/5

Piana
Świetna, obfita i gęsta niczym w najlepszych belgijskich klasykach, gruba warstwa bardzo długo się utrzymuje, w końcu trochę poddaje, ale niewiele. 
4,5/5

Zapach
Naturalnie zdominowany przez belgijską drożdżowość, tutaj w wydaniu bardzo zdecydowanym: jest mocno przyprawowe (do tego stopnia, że przypomniało mi Naked Mummy z AleBrowaru - bez wątpienia pałęta się tu coś w stylu gałki muszkatołowej i imbiru, aż ma się wrażenie, że zaraz wyskoczy ziele angielskie), intensywne, a również dochodzi spora porcja nut dzikich, idących na pewno nie w stronę lambika, ale w stronę saisona jak najbardziej - bardzo ciekawy i złożony jak na taką zawartość alkoholu, zdaje się tylko nieco zbyt chaotyczny (wręcz można powiedzieć, że jest nie do końca czysty, coś tu się czai niepożądanego, choć to tylko na początku), by nazwać go genialnym. 
9/10

Smak
W smaku ten chaos i nieokrzesanie zanikają, jest dużo bardziej konserwatywne, mniej fenolowe, a bardziej słodowe, nie odbiega już w kierunku innych stylów - traci trochę pazury z aromatu, ale zyskuje za to pożądaną czystość i pozostaje na świetnym poziomie - przyjemne, spokojne, ale bardzo wyraziste piwo: nieczęsty przypadek piwa o nie za dużej zawartości alkoholu, a jednak raczej "degustacyjnego" niż sesyjnego. 
8,5/10

Tekstura
Jest jego najsłabszą stroną - gaz jest na przyzwoitym, ale tylko przyzwoitym poziomie, bo jednak przydałoby się go konkretnie obniżyć.
3/5

7.5/10

Szałpiw mnie nie zawodzi. Czwarte na pięć ich piw bardzo godne uwagi, a co więcej rewelacyjne wyniki w stylach belgijskich, których, nie licząc witbierów, prawie nikt w Polsce się nie podejmuje warzyć (nawet Pinta), co rodzi we mnie podejrzenie, że do najłatwiejszych nie należą. Teraz nie spocznę, póki nie upoluję Rojbera.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Camba Bavaria: Dry Stout

Kiedy myślimy o piwowarstwie rzemieślniczym, Niemcy spośród wszystkich krajów, które się poważnie z piwem kojarzą, przychodzą do głowy chyba jako ostatnie; od lat słyszę stwierdzenia, że Niemcy nie zdążyły na pociąg o nazwie "piwna rewolucja" i tak dalej. Nie bez przyczyny, bo w obliczu bogactwa niemieckiej tradycji piwowarskiej craft to tam sprawa już totalnie niszowa, ale jednak istnieje. Jednym z dowodów na to jest minibrowar Camba Bavaria, który co prawda warzy całą masę piw w stylach tradycyjnych, ale i równie wielką masę w rewolucyjnych. Nie załapałem się co prawda na żadne IPA ani w ogóle żadne mocno chmielone piwo, a na dry stout, który jednak na pewno do niemieckiej tradycji nie należy. Dla mnie to dobra okazja na podbicie ilości zrecenzowanych dry stoutów, bo to wbrew pozorom dość rzadki styl, rzemieślnicy zazwyczaj wybierają wszystkie możliwe stouty poza tym jednym, a wśród "tradycyjnych" browarów jest on popularny tylko na wyspach.

Informacje ogólne:
Piwo: Bräuweisse
Kraj: Niemcy
Land: Bawaria
Miasto: Truchtlaching
Browar: Camba Bavaria
Styl: dry stout
Alkohol: 4,5%
Ekstrakt: 10,5%
Objętość: 330 ml
Warka: do 07.01.2015 
Cena: brak danych

Opakowanie
Całkiem ładny jest styl etykiet tego browaru, może nie zwala z nóg, ale robi dobre wrażenie. Ładny jest również firmowy kapsel. Szkoda tylko, że na etykiecie nie ma nic ciekawego.
8/10

 
Barwa
Czarne, nieprzejrzyste, bez zarzutu. 
5/5

Piana
Bardzo ładna, bardzo obfita, gęsta, wręcz puchowa, tęgo oblepia szkło i bardzo długo się utrzymuje, ponadto cieszy oko fajną, brudnokremową barwą. 
5/5

Zapach
Przyjemne, choć zanadto kwaskowate nuty palonego słodu, pojawia się też nieco chmielu - ta kwaśność jednak jest za duża, przykrywa resztę, a szkoda, bo czające się pod nią akcenty kawowo-czekoladowe zapowiadają się nieźle - ostatecznie wada równoważy zalety i mamy aromat neutralny. 
5/10

Smak
Niestety również trochę kwaśne, może nawet minimalnie skwaśniałe, co uwydatnia się przede wszystkim przy przełknięciu - w ustach nie jest źle, na finiszu z kolei kwaśność zupełnie odpuszcza i piwo prezentuje sympatyczną kombinację chmielowej goryczki i mocno palonej kawy, ale pozostaje niesmak po ewidentnej wadzie; w sumie to samo co w zapachu, wada równoważy plusy. 
5/10

Tekstura
Wysycenie jest trochę za wysokie, ale na pewno lepsze od smaku i zapachu.
3,5/5

4.5/10

Albo piwo zostało uwarzone z poważnym błędem, albo zaczęło się już co nieco psuć. W obu przypadkach nie może być mowy o taryfie ulgowej, bo do upływu terminu ważności zostało w dniu degustacji jeszcze grubo ponad miesiąc czasu. Ostatecznie da się to pić w sumie bez nieprzyjemności, ale też przyjemność z tego taka jak z picia wody - może poza fajnym, oczyszczonym już z kwaśności finiszem. Ciężko mi będzie dać temu browarowi drugą szansę w bliskiej przyszłości, chociaż i tak ich piwa (albo nawet tylko to jedno) widziałem w sklepie tylko raz.

niedziela, 30 listopada 2014

Kingpin (Zarzecze): Berserker

Po rewelacyjnej Rocknrolli postanowiłem nie zwlekać za długo z drugim piwem z Kingpina, tym bardziej przez wzgląd na styl, w jakim zostało uwarzone. Dziesięć ciemnych IPA, jakie pojawiło się do tej pory na blogu, to nie za wysoka liczba, jeśli spojrzeć na fakt, że to pretendent do mojego ulubionego gatunku spośród wszystkich nastawionych mocno na chmiel. Czy Kingpin przebije wielką dwójkę BIPA - od Buxton Brewery i od Doctora Brew? Pierwsze piwo pokazało, że potencjał jest, a tutaj dodatki brzmią jeszcze bardziej ekscytująco - jaśmin, wrzos i skórka pomarańczy (inna sprawa, że w Rocknrolli tych dodatków ostatecznie nie wyczułem).

Informacje ogólne:
Piwo: Berserker
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zarzecze
Browar: Zarzecze (Kingpin)
Styl: ciemne India Pale Ale
Alkohol: 7%
Ekstrakt: 16,5%
Objętość: 500 ml
Cena: 7,95 zł

Opakowanie
Po raczej optymistycznej etykiecie Rocknrolli tu mamy klimat śmierci. Nie do końca początkowo byłem przekonany do tego stylu, ale coś czuję, że jak się już zbierze trochę więcej piw Kingpina, to będą się strasznie fajnie prezentować. No i jakość materiału jest naprawdę powalająca, w Polsce jeszcze nie spotkałem chyba etykiet, które sprawiałyby wrażenie tak doskonale wykonanych.
8,5/10
 
Barwa
Klasyczny kolor BIPA: niby czerń, ale jednak bardziej ciemny brąz, zwłaszcza pod światłem - pod mocnym nawet przebłyski rubinowe, bardzo ładna rzecz. 
4,5/5

Piana
Oszałamiająco gęsta i cudownie oblepiająca prawie całe szkło, obfitość na poziomie może nie rozwalającym, ale w pełni zadowalającym, trwałość bezbłędna - cudo. 
5/5

Zapach
To, za co kocha się ten styl - orzeźwiający festiwal aromatycznego chmielu, przywodzący na myśl owoce tropikalne, kwiaty (wrzos wyczuwalny, ale czy bez uprzedzenia bym go wyczuł - nie wiem) i żywicę, podszyty czekoladową pełnią ciemnego słodu - wspaniały, aczkolwiek da się go zrobić bardziej spektakularnym, odrobinę wyższy udział słodu też by nie zaszkodził. 
9/10

Smak
W smaku od początku do końca rządzi chmiel, chmiel i chmiel - ciemny słód raczej nie bawi nas bogactwem swoich możliwości, a próbuje trochę nieporadnie skontrować ogromną od pierwszego łyku goryczkę swoją czekoladową słodyczą; ciężko jednak przesadnie narzekać, chmiel w piękny sposób łączy kwiatowo-żywiczną aromatyczność z bardzo, bardzo wysoką, acz raczej szlachetną goryczką - muszę jednak w końcu powiedzieć, że jest nieco niezbalansowana, mimo to piwo pozostaje świetne. 
8,5/10

Tekstura
Wysycenie zupełnie nie zwraca na siebie uwagi, znaczy się, jest idealne.
5/5

8.0/10
 
Jednak nie, jednak do klasy wspomnianych black IPA z Doctora Brew i Buxton Brewery Berserkerowi sporo zabrakło. Jest to jednocześnie piwo znakomite i choć miałem nadzieję na więcej po trochę lepszej Rocnkrolli, to nie zmienia to faktu, że ciężko mi nie podchodzić z entuzjazmem to następnych piw tego kontraktowca. Po/obok Pinty, AleBrowaru, Szałpiwu i Doctora Brew póki co najciekawiej zapowiadająca się inicjatywa rzemieślnicza w Polsce (z tych, które butelkują). Tyle że znowu coś cienko z tymi dodatkami, wyczułem jeno wrzos. Ale powtórzę - może to dobrze, może swoje wnoszą, a nie zasłaniają klasycznie piwnych aromatów.

piątek, 28 listopada 2014

Coisbo (Ørbæk): Brooklyn Fall

Moja miłość do piw wędzonych przy jednoczesnej nie za dużej ich ilości na rynku (choć ostatnio mieliśmy mały boom i możliwe, że niedługo przestanę się rzucać na każde nowe wędzone piwo, jakie zobaczę) sprawiła, że duński browar kontraktowy Coisbo mimo niezadowalającego jak na zagraniczny craft pierwszego piwa dostanie ode mnie już teraz kolejną szansę. Jeśli będzie podobnie jak wtedy, to za prędko się z nim znowu nie zobaczę, bo nie cieszy się jakąś niebywałą renomą.

Informacje ogólne:
Piwo: Brooklyn Fall
Kraj: Dania
Region: Dania Południowa
Miasto: Ørbæk
Browar: Ørbæk Bryggeri (Coisbo Beer)
Styl: wędzone
Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Cena: 13,75 zł (21,21 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Etykieta taka sama jak na brown ale, tylko w innym kolorze nazwa piwa. Ładna, ale merytorycznie to strasznie nudna. Jedyna "ciekawostka", jakiej się dowiemy, to obecność słodu pszenicznego w składzie.
8/10


Barwa
Bardzo ciemne, zdaje się czarne lub ciemnobrązowe, ale mocne światło pozwala zobaczyć ładne, rubinowe prześwity - byłoby idealnie, gdyby były trochę śmielsze. 
4,5/5

Piana
Piękna, obfita, cudownie gęsta, o ciekawej, przybrudzonej barwie, zostawia piękne ślady na szkle, gorzej niestety z trwałością. 
3,5/5

Zapach
Nuty wędzonki, na początku zdawało mi się, że raczej takiej słonej, szynkowej, ale po paru chwilach jest już asfaltowy, nawet odrobinę apteczny torf - te nuty mieszają się ze słodko-kwaśnym obliczem ciemnego słodu - zwłaszcza ta słodycz jest bardzo interesująca, trochę kojarzy się z mocno przypalonym karmelem, trochę z lukrecją; ogólnie bardzo ciekawy, niesztampowy aromat, choć jakby zabrakło nieco porządku. 
8/10

Smak
Znika kwaskowatość i może dzięki temu wydaje się bardziej spójne (ale jednocześnie mniej ciekawe), wytrawna, torfowa dymność przyjemnie współpracuje z czekoladową słodyczą i do tego momentu jest świetnie, ale coś złego dzieje się na finiszu - parę sekund po przełknięciu prawie cały bukiet jakby momentalnie znika, zamiast przyjemnie się wyciszać - wielka szkoda, miało potencjał na wybitne, a skończyło na dobrym. 
7/10

Tekstura
Trochę za wysokie wysycenie.
4/5

6.5/10

Jak zapowiadałem, tak robię - Coisbo tu nie zagości w najbliższej przyszłości, a nawet prawdę mówiąc wątpię, że w jakiejkolwiek. Może trochę wcześnie skreślam Duńczyków (albo raczej Duńczyka, pana Andersa Coisbo), ale kolejka piw do spróbowania rośnie w tempie zastraszającym, a nie za wybitne oceny na ratebberze znikąd się pewnie nie wzięły. Oba piwa z Coisbo, które piłem, były dobre, ale niewarte swojej sporej ceny i tyle.

poniedziałek, 24 listopada 2014

Pinta (Zarzecze): Ce N'est Pas IPA Ambrèe

Po nieudanym spotkaniu z koźlakiem majowym z Eibau, czas ukoić nerwy trzydziestym pierwszym na blogu piwem Pinty. Ucieszyło mnie niezmiernie, że Pinta postanowiła w tym roku uwarzyć inną wersję Bière de Garde, bo jest to jeden z tych stylów, o które w Polsce bardzo trudno i każdy nowy reprezentant jest mile widziany. Nie jest to też Ce N'est Pas IPA o zmianach kosmetycznych, co można wywnioskować z istotnie odmiennych parametrów.

Informacje ogólne:
Piwo: Ce N'est Pas IPA Ambrèe
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zarzecze
Browar: Zarzecze (Pinta)
Produkowane od: 2014
Styl: Bière de Garde
Alkohol: 6,4%
Ekstrakt: 16,5%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Stara, dobra etykieta z pierwotnej wersji, tylko w bursztynowej kolorystyce. Nie zmieniła się też fajnie napisana historyjka z tyłu etykiety. Ze słodów zniknął pale ale, doszedł za to wiedeński, Caramunich i Caraaroma; doszedł też trzeci francuski chmiel, Triskel. Dodatki takie same.
9,5/10

Barwa
Piękny, bursztynowo-miedziany kolor, wręcz rdzawy - pasuje jak ulał do jesieni, bliski ideału. 
4,5/5

Piana
Nie imponuje - nie jest obfita ani gęsta, a największym mankamentem okazuje się trwałość - w parę minut pozostaje tylko niezbyt imponujący pierścień. 
1/5

Zapach
W łagodnym aromacie belgijska drożdżowość miesza się z akcentami wiejskimi oraz charakterystycznymi, szorstkimi nutami skórki pomarańczowej, a za tło robi przyjemna, nieprzesadzona słodycz karmelu - bardzo orzeźwiający, przyjemny i ciekawy zapach, choć spokojny - w dodatku rozwija się w miarę upływu czasu. 
8,5/10

Smak
W smaku jest bardziej spektakularne, skórka pomarańczowa wyczynia bardzo ciekawe rzeczy, piwo wręcz miejscami wydaje się pomarańczowe, ma profil słodko-kwaskowaty, przy czym jest to raczej słodycz soku owocowego niż karmelu - ten ostatni trochę gdzieś przepada, wraca dopiero na zaawansowanym finiszu; jest ta przyjemna niby-agresywność połączenia nut wiejskich i skórki pomarańczowej znana z pierwotnej wersji; finisz jest intensywny, długi i bogaty, ziołowo-przyprawowo-słodowy - świetne piwo, jest jednak za słodkie, żeby stać się wybitnym - słodycz jak słodycz, ale nie ma jej co skontrować, więc przydałaby się trochę mniejsza. 
8/10

Tekstura
Za duży gaz, ale jeszcze na przyzwoitym poziomie.
3/5

7.0/10

Jasna wersja trochę bardziej mnie przekonała pod względem smaku, a tutaj jeszcze dodatkowo mamy fatalną pianę i słabszą niż tam teksturę. Być może do koncepcji tego stylu autorstwa Pinty bardziej pasują nieco bardziej wytrawne, jasne słody, bo chyba nie żałują tych dodatków (nie jadłem owoców mirtu, acz miałem okazję pić grappę z sokiem z nich i słodka była nieprzeciętnie, na wikipedii również określa się ich smak jako "korzennosłodki", więc może to przez nie?), które wnoszą sporo słodyczy. Piwo i tak jest dobre, ale z tych dwóch wersji chyba zawsze wybrałbym jasną.

sobota, 22 listopada 2014

Eibauer Heller Bock

W wakacje miałem okazję znaleźć się w Dreźnie i planowałem również stamtąd przywieźć na bloga jakąś relację z podróży, ale ostatecznie materiału o piwie zebrałem tak niewiele i tak rozrzedzony, że zdecydowałem się tę podróż pominąć. Nabyłem jednak karton ośmiu różnych piw z saksońskiego browaru w Eibau. Zaznajomiwszy się ze średnią renomą tego browaru po powrocie od razu pożałowałem, że nie ograniczyłem się chociaż do czteropaku, ale trudno, przynajmniej dodam sobie do statystyk parę raczej rzadko spotykanych w rewolucyjnej Polsce tradycyjnych niemieckich stylów. Jednym z nich jest bez wątpienia koźlak majowy - póki co na bloga miałem okazję dodać tylko dwa takie piwa, zresztą jedno też przywiezione z Niemiec.

Informacje ogólne:
Piwo: Eibauer Heller Bock
Kraj: Niemcy
Land: Saksonia
Miasto: Eibau
Browar: Münch-Bräu Eibau
Produkowane od: brak danych
Styl: koźlak majowy
Alkohol: 6,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Etykiety Eibauerów są do bólu niemieckimi etykietami - porządne, spójne ze sobą wzajemnie, zachowujące minimum estetycznej przyzwoitości, ale też do cna nudne, bez cienia choćby nawet kiczowatego polotu (to nie krytyka niemieckości w ogóle, a konkretnie niemieckich etykiet). Zmęczona butelka, za to firmowy kapsel.
5,5/10

Barwa
Wyjątkowo ładne, klasyczne złoto - proste i zwyczajne, ale piękne, może też dzięki prawdziwej burzy ulatującego gazu. 
4/5

Piana
Ani obfita, ani gęsta, trwałość fatalna - parę minut i już mamy pożałowania godne resztki, po już dość długim czasie i te znikają.
1/5
Zapach
Niekoniecznie bardzo poprawny dla lagera, ale dość przyjemny - zaskakująco wysokie dawki jabłkowo-gruszkowo-miodowej słodko-kwaśności, która współpracuje z jasnym słodem w sposób miły dla nosa, choć jednocześnie niezbyt wyszukany - jest w tej kompozycji coś ordynarnego, jakby balansowała na granicy sztuczności; przebija się też odrobinę alkohol - mimo wszystko pozytywny aromat, ale ledwo. 
5,5/10

Smak
Wrażenia bardzo podobne, ale jest gorzej - dalej sporo tych owocowych, słodko-kwaśnych akcentów, dalej jasny słód w podłożu, wciąż zbyt dobrze wyczuwalny alkohol, na finiszu wchodzi trochę chmielowej goryczki, ale jednocześnie ta miodowa słodycz zaczyna się robić zalepiająca, mdła - piwa nie nazwałbym nudnym, dzieje się w nim nawet sporo, ale wady równoważą zalety i jeszcze je trochę przebijają - końcówka męczy, ze trzy ostatnie łyki sobie podarowałem, choć pierwsze trzy były nawet niezłe. 
4,5/5

Tekstura
Bardzo wysokie wysycenie niestety tylko podbija jego toporność i nieuporządkowanie.
1,5/5

4.0/10

Teraz to już żałuję, że nie ograniczyłem się nie tyle do czteropaku, co do sztandarowego schwarzbiera. Nędza i toporność, doceniłem teraz bardziej maibocka z Andechs. To piwo było do niego nawet podobne, ale po prostu we wszystkim dużo gorsze. Mam wrażenie, że sypnęli do niego szuflę cukru albo beczkę miodu. Cóż, nie zamierzam się znęcać nad browarem z Saksonii za jedno piwo, zwłaszcza że dalekie było od tragicznego, ale jeśli parę następnych będzie prezentowało podobny poziom, to będzie mi głupio zabierać ciekawszym propozycjom miejsce wszystkimi ośmioma. Już chyba przez parę miesięcy nie oceniłem żadnego piwa negatywnie, czyli poniżej 5/10 - w końcu się naciąłem.

Anderson Valley: Fall Hornin'

Jest całkiem sporo stylów piwa tak w Polsce rzadkich, że gdy tylko widzę jakiegoś nowego reprezentanta na sklepowej półce, kupuję niemal bez zastanowienia. Jednym z nich jest bez wątpienia pumpkin ale, którego jak dotąd miałem okazję spróbować dwie sztuki, sztandarowe w Polsce Dyniamit z Pinty (wspaniałe piwo) i Naked Mummy z AleBrowaru (dużo mniej wspaniałe, ale nie mniej ciekawe). Niedawno trafiłem jednak na nową pozycję ze znanego mi już browaru z USA, Anderson Valley. Dwa z trzech ich piw, które piłem, były jednymi z kilku pierwszych moich zetknięć z piwowarstwem rzemieślniczym, mam więc do nich konkretną dozę sentymentu, mimo że ocen nie wystawiłem jakichś nieziemskich. Dziś dostaną swoją czwartą próbę, a ja zobaczę, jak prezentuje się dyniowe ale ze swojego ojczystego kraju w porównaniu z polskimi interpretacjami.

Informacje ogólne:
Piwo: Fall Hornin'
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Boonville
Browar: Anderson Valley Brewing Company
Produkowane od: brak danych
Styl: pumpkin ale
Alkohol: 6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 355 ml

Opakowanie
Bardzo udana, klimatyczna, halloweenowa etykieta, klasyczny motyw na etykietach AV w błyskotliwy sposób przerobiony na mroczny. Kapsel nie zmienił się przez ponad rok rozłąki.
9/10



Barwa
Zaskakująco ciemna, ale piękna barwa - klarowny, jasny do głębokiego brąz, elegancki, świetlisty - prezentuje się dość tajemniczo, ale bardzo korzystnie. 
4,5/5

Piana
O dobrej obfitości, dobrej gęstości i trwałości - bez wad, ale też nienadzwyczajna, no, może oblepianie szkła aspiruje do miana wybitnego. 
4/5

Zapach
Intensywny, bardzo ładny aromat, przywodzący na myśl piernik, gałkę muszkatołową, szczyptę imbiru - wyraźnie czułem też aromat dyniowy, choć raczej w tle i raczej na początku, później trochę się ulotnił; pałętają się też już zupełnie nieśmiało bardziej typowe dla piwa, słodowo-chmielowe akcenty - świetny, złożony aromat. 
8,5/10

Smak
W smaku dużo bardziej ale'owe, a mniej ciastowe, ale w ustach w dalszym ciągu prym wiedzie piernik posypany imbirem, korzenność, na finiszu natomiast małe zaskoczenie - dotychczasowa słodycz zostaje dość zdecydowanie przełamana solidną dawką goryczki - to dobry ruch, który nie pozwala piwu na mdłość, może minimalnie bym ją obniżył - bardzo smaczne. 
8/10

Tekstura
Trochę za wysokie wysycenie.
3,5/5

7.5/10

Pokrzepiająca wiadomość - zeszłoroczny rodzimy Dyniamit był piwem dużo, dużo lepszym niż to. Po raz kolejny potwierdza się więc teza, że nie mamy się czego wstydzić przed wielkim światem... no, a dokładniej to jednak przede wszystkim Pinta nie ma. W ogóle tutaj Amerykanie łagodniej podeszli do tematu, to piwo jest zdecydowanie mniej pumpkin, a bardziej ale niż Dyniamit i NM. Niektórym to bez wątpienia będzie bardzo odpowiadać, ja tam nie mam nic przeciwko konkretnemu dowaleniu przypraw do piwa w stylu wybitnie przyprawowym. Bardzo dobre, bardzo gładkie, przyjemne i spokojne mimo sporej goryczki piwo. Przyznam, że mam w sobie dość dużą dawkę entuzjazmu do tego branego trochę z przymrużeniem oka (przynajmniej w Polsce) stylu i postaram się zapolować na inne okazy.

piątek, 21 listopada 2014

Kingpin (Zarzecze): Rocknrolla

Browary kontraktowe wyrastają jak grzyby po deszczu i powoli przestaję już za tym nadążać, powoli będzie już ciężko o to, by każdy nowy rzemieślnik dostał ode mnie nawet tę jedną szansę na pokazanie, co potrafi. Kingpina nie mogłem sobie jednak podarować, a to przez ciepłe przyjęcie przez innych konsumentów, a to przez urozmaicone ciekawymi dodatkami podejście do piwa, a to przez dość dobrze znaną w internetowym półświatku osobę piwowara. No, głównie to drugie. Dziś APA ze skórką pomarańczy i werbeną cytrynową. 

Informacje ogólne:
Piwo: Rocknrolla
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zarzecze
Browar: Zarzecze (Kingpin)
Produkowane od: 2014
Styl: amerykańskie pale ale
Alkohol: 5,3%
Ekstrakt: 12%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Koncepcja graficzna etykiet Kingpina może za bardzo do mnie nie trafia, ale etykieta jest niesamowicie porządnie wykonana - ktoś się wyraźnie przyłożył do projektu i wykonania. Goły kapsel oczywiście trzeba jeszcze wybaczyć, mamy za to polecaną temperaturę serwowania, krótki opis i dokładny skład, który zawsze winduje ocenę w górę.
8,5/10

Barwa
Ładna, jasnobursztynowa barwa i mocne zmętnienie tworzą udaną parę - nie wygląda nadzwyczajnie, ale ładnie, przyjemnie dla oka. 
3,5/5

Piana
O dobrej, choć nieprzesadzonej obfitości, za to o nieziemskiej gęstości - jest też bardzo trwała i obficie oblepia szkło. 
4,5/5

Zapach
Rewelacyjny, chmielowy, z ukierunkowaniem na różnej maści egzotyczne owoce, na czele których ewidentnie stoją liczi i grejpfrut - poza tym ananas, mango i inne cytrusy; wspaniały aromat, wyrazisty i orzeźwiający, genialny.
10/10
Smak
W smaku w dalszym ciągu doznajemy tej owocowej plejady, a do tego dochodzi spora jak na styl, ale bardzo apetyczna, cytrusowa, grejpfrutowa goryczka; piękny, chmielowy finisz, na którym owoce robią trochę miejsca akcentom ziołowo-trawiastym - wspaniałe piwo, jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do nadmiernej goryczki w kontekście stylu. 
9/10

Tekstura
Jak się skupi na teksturze, to okazuje się, że wysycenie jest dość niskie i normalnie byłoby za niskie, ale tutaj jakimś sposobem musiałem się dopiero skupić na teksturze, żeby to zauważyć.
4,5/5

8.5/10

Cudowne piwo, jeden z najpiękniejszych aromatów amerykańskiego chmielu, z jakim się w życiu spotkałem. Przypomniało mi się trochę inne APA, Dead Pony Club z BrewDoga, które do dziś miało w swoim stylu najwyższą ocenę. Trochę mniejsze nachmielenie na goryczkę albo lepszy balans słodowy i mogłoby być naprawdę genialnie. Szkoda, ale na pewno spróbuję jeszcze wiele piw z Kingpina. Warto dodać, że dodatków nie wyczułem, ale może swoje zrobiły.