Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koźlak majowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koźlak majowy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 listopada 2014

Eibauer Heller Bock

W wakacje miałem okazję znaleźć się w Dreźnie i planowałem również stamtąd przywieźć na bloga jakąś relację z podróży, ale ostatecznie materiału o piwie zebrałem tak niewiele i tak rozrzedzony, że zdecydowałem się tę podróż pominąć. Nabyłem jednak karton ośmiu różnych piw z saksońskiego browaru w Eibau. Zaznajomiwszy się ze średnią renomą tego browaru po powrocie od razu pożałowałem, że nie ograniczyłem się chociaż do czteropaku, ale trudno, przynajmniej dodam sobie do statystyk parę raczej rzadko spotykanych w rewolucyjnej Polsce tradycyjnych niemieckich stylów. Jednym z nich jest bez wątpienia koźlak majowy - póki co na bloga miałem okazję dodać tylko dwa takie piwa, zresztą jedno też przywiezione z Niemiec.

Informacje ogólne:
Piwo: Eibauer Heller Bock
Kraj: Niemcy
Land: Saksonia
Miasto: Eibau
Browar: Münch-Bräu Eibau
Produkowane od: brak danych
Styl: koźlak majowy
Alkohol: 6,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Etykiety Eibauerów są do bólu niemieckimi etykietami - porządne, spójne ze sobą wzajemnie, zachowujące minimum estetycznej przyzwoitości, ale też do cna nudne, bez cienia choćby nawet kiczowatego polotu (to nie krytyka niemieckości w ogóle, a konkretnie niemieckich etykiet). Zmęczona butelka, za to firmowy kapsel.
5,5/10

Barwa
Wyjątkowo ładne, klasyczne złoto - proste i zwyczajne, ale piękne, może też dzięki prawdziwej burzy ulatującego gazu. 
4/5

Piana
Ani obfita, ani gęsta, trwałość fatalna - parę minut i już mamy pożałowania godne resztki, po już dość długim czasie i te znikają.
1/5
Zapach
Niekoniecznie bardzo poprawny dla lagera, ale dość przyjemny - zaskakująco wysokie dawki jabłkowo-gruszkowo-miodowej słodko-kwaśności, która współpracuje z jasnym słodem w sposób miły dla nosa, choć jednocześnie niezbyt wyszukany - jest w tej kompozycji coś ordynarnego, jakby balansowała na granicy sztuczności; przebija się też odrobinę alkohol - mimo wszystko pozytywny aromat, ale ledwo. 
5,5/10

Smak
Wrażenia bardzo podobne, ale jest gorzej - dalej sporo tych owocowych, słodko-kwaśnych akcentów, dalej jasny słód w podłożu, wciąż zbyt dobrze wyczuwalny alkohol, na finiszu wchodzi trochę chmielowej goryczki, ale jednocześnie ta miodowa słodycz zaczyna się robić zalepiająca, mdła - piwa nie nazwałbym nudnym, dzieje się w nim nawet sporo, ale wady równoważą zalety i jeszcze je trochę przebijają - końcówka męczy, ze trzy ostatnie łyki sobie podarowałem, choć pierwsze trzy były nawet niezłe. 
4,5/5

Tekstura
Bardzo wysokie wysycenie niestety tylko podbija jego toporność i nieuporządkowanie.
1,5/5

4.0/10

Teraz to już żałuję, że nie ograniczyłem się nie tyle do czteropaku, co do sztandarowego schwarzbiera. Nędza i toporność, doceniłem teraz bardziej maibocka z Andechs. To piwo było do niego nawet podobne, ale po prostu we wszystkim dużo gorsze. Mam wrażenie, że sypnęli do niego szuflę cukru albo beczkę miodu. Cóż, nie zamierzam się znęcać nad browarem z Saksonii za jedno piwo, zwłaszcza że dalekie było od tragicznego, ale jeśli parę następnych będzie prezentowało podobny poziom, to będzie mi głupio zabierać ciekawszym propozycjom miejsce wszystkimi ośmioma. Już chyba przez parę miesięcy nie oceniłem żadnego piwa negatywnie, czyli poniżej 5/10 - w końcu się naciąłem.

sobota, 25 października 2014

Andechs: Bergbock Hell

Nareszcie zakończę przygodę z czterema piwami z klasztoru w Andechs, jakie nabyłem na miejscu przed wakacjami. Pierwsze trzy spisały się świetnie - koźlak dubeltowy był genialny, weizen rewelacyjny - najsłabiej wypadł helles, ale jak na styl było dobrze. Na koniec zostawiłem sobie koźlaka majowego, styl bardzo ciężki do dostania w Polsce. Tym razem wersja tego stylu w wykonaniu klasztoru nie jest zbyt mocno doceniana przez ratebeer.com: w top 50 się nie mieści (wygrywa, i to miażdżąco, koźlak z Aying - szkoda, że z tego browaru udało mi się dostać tylko hellesa i weizena). Mam jednak nadzieję na podtrzymanie świetnej opinii o Andechs.

Informacje ogólne:
Piwo: Bergbock Hell
Kraj: Niemcy
Land: Bawaria
Miasto: Andechs
Browar: Klosterbrauerei Andechs
Produkowane od: brak danych
Styl: koźlak majowy
Alkohol: 6,9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Kolejny, tym razem srebrny kolor etykiety w identycznym stylu co poprzednie.
8,5/10
Barwa
Przepiękne, głębokie złoto o doskonałej klarowności i prawdziwej burzy ulatującego w przyjemny dla oka sposób gazu - prosty, ale piękny wygląd. 
4,5/5

Piana
Nieprzesadnie, ale zadowalająco obfita, również dość gęsta, niestety dużo gorzej z trwałością, parę minut wystarczy, by na powierzchni powstawały już pierwsze dziury, a w końcu znika praktycznie do zera. 
1,5/5

Zapach
W intensywnym aromacie mamy dwa oblicza - jedno to klasyczna słodycz jasnego słodu, bardzo czysta i przyjemna, wręcz szlachetna; drugie zaś stanowi ciekawe pomieszanie owocowości (jabłka, gruszki) z cukrowością, idącą trochę w stronę karmelu - ładny aromat, ale nie powala. 
7,5/10

Smak
Bardzo słodkie, ale raczej to nie przeszkadza; ogólnie to jedno z mocniejszych uderzeń jasnosłodowych, jakie spotkałem, bardzo intensywne, z jednej strony mamy tę słodycz (niemal miodowa), zaraz obok owocową kwaskowatość, a to jeszcze nie koniec - dochodzi zestaw nietypowych, agresywnych dość nut jakby przyprawowych, które na wczesnym finiszu intensyfikują się tak bardzo, że piwo zdaje się aż słone - naprawdę ciekawe, bardzo skomplikowane jak na styl, również po prostu bardzo smaczne - świetne piwo. 
8,5/10

Tekstura
Wysycenie niestety nie takie super, znacznie za wysokie.
2,5/5

7.0/10

Pyszne piwo, ale niestety piana, tekstura, a nawet zapach nie bardzo chciały współpracować i koniec końców skończyło jako tylko odrobinę lepsze od hellesa z Andechs. Pobił je i to dość znacznie koźlak majowy z Revelation Cat. Mimo że dwa na cztery piwa z bawarskiego klasztoru mnie nie powaliły, uważam, że będąc w Monachium i mając taką możliwość, należy koniecznie odwiedzić Andechs. W sumie mogłem to powiedzieć już po degustacji pierwszego piwa, doppelbocka.

poniedziałek, 26 maja 2014

Revelation Cat: Flip Wire

Jeszcze jedno piwo z Revelation Cat, drugie uwarzone nie w Anglii, a we Włoszech. Po raz pierwszy coś z zupełnie nierewolucyjnej bajki, a raczej bawarskiej baśni - koźlak majowy, pierwszy raz na blogu. Lord Simcoe - będący pierwszym uwarzonym we Włoszech - okazał się najsłabszym ze wszystkich i mam nadzieję, że jakość piw Liberatiego nie zależy od miejsca uwarzenia. W międzyczasie RC przechodzi jakąś rewolucję - cztery z dotychczas warzonych piw wytypowali do stałej produkcji w zupełnie nowych butelkach i z nową szatą graficzną. Strasznie to wszystko pomieszane i nieprzejrzyste, nie wiadomo, gdzie je w końcu będą warzyć, co z poprzednimi - ludzie z RC nie są mistrzami jasności. Mniejsza z tym, będę obserwował ich rozwój, a tymczasem skupię się na tym, co mam.

Informacje ogólne:
Piwo: Flip Wire
Kraj: Włochy
Region: Lacjum
Miasto: Rzym
Browar: Revelation Cat
Produkowane od: 2013
Styl: koźlak majowy
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Etykieta w tym samym stylu co na Lordzie Simcoe, czyli dwuczęściowa, nie tak ciekawa jak na piwach Revelation Cat warzonych w Anglii, bez firmowego kapsla i nawet informacji o stylu.
7,5/10


Barwa
Bardzo przyjemny, ciemnozłoty kolor nawet lekko zmierzający w stronę jasnego bursztynu, pełna klarowność, do tego dużo dynamicznie ulatującego gazu - bardzo ładnie się prezentuje. 
4,5/5 

Piana
Dość obfita, niestety nie za gęsta, trwałość jest w porządku, lecz też nierewelacyjna. 
3/5
Zapach
Udana kompozycja bardzo intensywnej i bardzo apetycznej słodowości z cudownie rześkimi akcentami owocowymi, nawet gruszkowymi - ładny, naprawdę ładny, trochę prosty, ale bardzo przyjemny - no gruszki są ewidentne, jeszcze się z czymś takim nie spotkałem. 
8/10

Smak
W smaku bardzo podobne, ale już nie takie łagodne, bo do w dalszym ciągu bardzo przyjemnych wrażeń słodowo-owocowych dołącza całkiem niezła, oczywiście nie miażdżąca, ale odpowiednio wysoka i do tego szlachetna goryczka; bardzo przyjemne, orzeźwiające; co ciekawe, finisz jest ewidentnie miodowy, co jeszcze podnosi atrakcyjność. 
8,5/10

Tekstura
Prowadzi sprawę do ostatecznego zwycięstwa, świetnie współpracująca ze smakiem.
5/5

7.5/10

A jednak Włosi potrafią dać sobie radę i bez amerykańskiego chmielu. Bardzo sympatyczne piwo i jak na styl bardzo ciekawe, tutaj akcent gruszkowy, tam miodowy - zaskakujące. Genialne na upał, w jakim je piłem. To dobrze rokuje, bo następne piwo z RC również będzie nierewolucyjnym koźlakiem.