sobota, 17 maja 2014

BrewDog: Belgian Trappist

Po pewnym odstępie czasu nadeszła pora na trzecie piwo z BrewDogowej serii Unleash The Yeast, której zadaniem jest skupienie wrażeń na pracy drożdży w piwie. Tym razem czas na drożdże belgijskie, grające dużą rolę w piwach w stylach okołotrapistycznych.

Informacje ogólne:
Piwo: Belgian Trappist
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Produkowane od: 2013
Styl: eksperymentalne
Alkohol: 6,3%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Takie samo jak na poprzednich piwach z serii, oczywiście w nieco innym kolorze.
9/10




Barwa
Głęboko złote, nie obezwładnia, ale całkiem niezłe, bardzo klarowne. 
3,5/5

Piana
Dość obfita i dość gęsta, ładnie oblepia szkło, bardzo, choć nie idealnie trwała. 
4/5

Zapach
Na pierwszym planie zdecydowanie owocowe nuty amerykańskiego chmielu, ale gdy już się wydaje, że znów BrewDog przechmielił piwo, z tła wyłaniają się klasyczne akcenty belgijskie, całkowicie nie do przegapienia, i z czasem zyskują sobie coraz więcej przestrzeni - ogólnie bardzo ładny i interesujący. 
8/10

Smak
W smaku aż do przełknięcia o chmielu zupełnie się zapomina, belgijskie drożdże całkowicie zaczynają dominować - efekt jest bardzo ciekawy, jednocześnie ewidentnie smakuje belgijsko, ale i inaczej niż wszystkie belgijskie piwa, jakie próbowałem z powodu zwyczajnego zasypu, nie aż tak intensywnie, w dodatku kończy się chmielową, wyraźną goryczką, choć przemieszaną ciągle z tym, czego dostarczają drożdże; dobre, choć nie do końca zbalansowane. 
7,5/10

Tekstura
Jest zarówno mocno wysycone, jak i dość gęste, w dodatku już smak jest dość esencjonalny, przez co w efekcie jest po prostu za ciężkie (choć bez tragedii).
2/5

6.5/10

Nie było to już aż tak ciekawe piwo jak Pilsen Lager, może dlatego, że rola drożdży w piwach belgijskich jest bardziej oczywista niż w pilznerach, jednocześnie zasyp i chmielenie serii Unleash The Yeast lepiej skomponowało się w tym pierwszym przypadku, wyszło po prostu smaczniejsze piwo. Znacznie lepiej jest tu jednak niż w przypadku drożdży do weizena. Pozostało już tylko American Ale.

wtorek, 13 maja 2014

Podróże Kormorana - Coffee Stout

Na szczęście w miarę szybko udało mi się zdobyć czwarte już z serii Podróże Kormorana, w której Browar Kormoran robi najciekawsze rzeczy, jakie kiedykolwiek działy się na polskiej scenie regionalnej. Tym razem porwali się na stout kawowy i ciężko mi nie być potwornie ciekawym rezultatu. Nie piłem jeszcze czystego stoutu kawowego - najbliżej była Hera z Olimpu, ale to jednak stout kawowo-mleczny. 

Informacje ogólne:
Piwo: Podróże Kormorana - Coffee Stout
Kraj: Polska
Województwo: warmińsko-mazurskie
Miasto: Olsztyn
Browar: Kormoran
Produkowane od: 2013
Styl: stout kawowy
Alkohol: 4,8%
Ekstrakt: 14,5%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Niezmiennie seria Podróże Kormorana prezentuje chyba najlepsze opakowania na polskim rynku. Wzorowy opis piwa w formie historyjki, dedykowany serii kapsel, numer warki, grawerowana butelka, ładna szata graficzna i w miarę dokładny skład. Ciekawe rzeczy się w nim dzieją, bo mamy aż cztery zboża - słód jęczmienny, żytni i pszeniczny oraz płatki owsiane. Do tego oczywiście kawa.
9,5/10

Barwa
Czarne, nieprzeniknione, chciałoby się rzec - kawowe, po prostu bezbłędnego koloru. 
5/5

Piana
Znakomita, po prostu obłędnie gęsta i niesamowicie obfita, jedyny szkopuł tkwi w niedoskonałej trwałości, która jednak też jest w porządku. 
4,5/5

Zapach
Rewelacyjny, niesamowicie intensywnie kawowy - piękniejszy niż w większości prawdziwych kaw, naprawdę urzekający i przede wszystkim bardzo intensywny; mimo wszystko mogłoby być więcej akcentów typowych dla piwa, ale i tak świetny. 
9,5/10

Smak
Zaskakuje dużą pełnią, jest wprost gęste, bardzo esencjonalne; w dalszym ciągu dominuje całkowicie kawa, ale tym razem pojawiają się też wyraźne akcenty słodów palonych, które przynoszą wraz ze sobą przyjemną, nieprzesadzoną kwaskowatość - przepyszne i naprawdę niesamowicie pijalne. 
9/10

Tekstura
Brakuje odrobinę gazu, ale niemal w zupełności nadrabia go wspomniana gęstość, bardzo przyjemna, aksamitna.
4,5/5

8.5/10

To już absolutna rewelacja ze strony Kormorana. Wprawdzie nie pobiło weizenbocka z tej samej serii pod względem smaku i aromatu, ale nadrobiło zaległości z piany i w ten oto sposób powstało najdoskonalsze piwo z browaru regionalnego, jakie w życiu piłem. Myślę, że lepszego szukać na chwilę obecną tylko wśród porterów bałtyckich, a i tu wątpię, że znalazłoby się coś lepszego. Serię Podróży stawiam od dziś praktycznie na równi z Pintą i AleBrowarem, w każdym razie w tej samej klasie. Szkoda tylko, że nowe piwa z niej pojawiają się mniej więcej raz na pół roku. No cóż, będę czekał niecierpliwie.

 



_________________________________________________________________________________
 
 
 
Powtórka 01.06.2017 r., warka nr 27 do 10.06.2017 r.
 
Czarne, ale u nasady szkła już rubinowe. Genialna piana. Pachnie naprawdę obłędnie kawowo, świeżo zmielona kawa i to wcale nie jakiejś nędznej jakości. Przechodzi w piękną ziemistość i łączy z pysznymi akcentami czekoladowymi i palonymi. W smaku niestety nie jest już tak kosmicznie - tu to już po prostu bardzo dobry, ale prosty stout naładowany kawą. Nieco za mało gazu. Naprawdę świetne piwo, ale żadna tam wybitność wybitna.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

7.5/10

poniedziałek, 12 maja 2014

Flying Dog: Dogtoberfest

Niemal okrągłe pół roku kazałem sobie czekać na degustację drugiego piwa z amerykańskiego browaru Flying Dog, choć przecież pierwsze było rewelacyjne. Grubo ponad rok natomiast nie miałem okazji zrecenzować drugiego na blogu klasycznego marcowego (w międzyczasie trafiły się dwa wędzone). Czekam więc na dzisiejszą degustację ze zniecierpliwieniem. Zobaczmy, jak za oceanem wychodzi warzenie stylu zupełnie nieamerykańskiego.

Informacje ogólne:
Piwo: Dogtoberfest
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Maryland
Miasto: Frederick
Browar: Flying Dog Brewery
Produkowane od: 2004
Styl: marcowe
Alkohol: 5,6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 355 ml

Opakowanie
Przez te pół roku nie zdążyłem stać się fanem etykiet Flying Doga. Podobnie jak na Raging Bitch, tak i tutaj jest pstro i turpistycznie, chociaż przynajmniej oryginalnie, a etykieta porządnie wykonana, no i firmowy kapsel; to trochę ratuje po prostu brzydką wizję.
4/10

Barwa
Znakomity, ciemnobursztynowy kolor o pełnej klarowności, wpadający nieśmiało w jasną miedź, wspomagany przez burzę ulatującego gazu. 
5/5

Piana
Obfita, doskonale gęsta, ładnie osiada na szkle i niemal w całości utrzymuje się do końca degustacji - nic jej się nie da zarzucić. 
4,5/5
Zapach
Słodowe, trochę karmelowe, niemal cukrowe oblicze miesza się z nutami owocowymi na czele z jabłkiem; odrobinę za słodki, ale bardzo, bardzo przyjemny. 
8,5/10

Smak
W smaku bardzo podobnie - wybitnie przyjemna, słodowa pełnia, dużo karmelu, ale subtelnego, nie mdłego, ogólnie bardzo słodkie, lecz w jakiś sposób nie przeszkadza, choć trochę goryczki (która jest bliska zeru) by się jednak przydało; bardzo smaczne i pijalne; łagodny, rozkoszny, słodowo-karmelowy finisz. 
8/10

Tekstura
Wysycenie najpierw jest odrobinę za duże, a na koniec odrobinę zbyt niskie.
4/5

7.5/10

Bardzo przyjemny bursztynowy lager, mimo wszystko ciut za słodki, ale zrobił na mnie trochę lepsze wrażenie niż wersja z Bierhalle. Inna sprawa, że o ile dobrze pamiętam to cenowo nieporównywalnie gorsze. Bardzo smaczne, pijalne, na pewno Flying Dog prędzej czy później znów się tu pojawi.

niedziela, 11 maja 2014

Anchor: Our Special Ale 2013

Po pewnym czasie rozłąki testuję kolejne piwo z Anchor Brewing. Ostatnio brałem na warsztat rewelacyjne Old Foghorn, jak dotąd jedyne, co mnie od nich powaliło spośród czterech próbowanych (jedno było kompletną porażką, pozostałe dwa pozostawiły niedosyt). Choć dzięki temu barley wine przychylnie spojrzałem na kalifornijski browar, ciągle muszą walczyć o moje względy i mam nadzieję, że się uda. Piwo dość osobliwe, które nie zostanie już więcej uwarzone - świąteczne ale, warzone co roku na święta od 1975 przez Anchor, ale za każdym razem o innej recepturze. Co więcej, za każdym razem o tajnej recepturze. Oby powrót do zeszłorocznych świąt przebiegł pomyślnie.

Informacje ogólne:
Piwo: Our Special Ale 2013
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Francisco
Browar: Anchor Brewing Company
Produkowane od: 1975
Styl: świąteczne
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 355 ml

Opakowanie
Typowa, niepozorna buteleczka z Anchor; koncepcja etykiet tego piwa jest taka, że na każdej co roku pojawia się rysunek innego drzewa autorstwa lokalnego artysty Jamesa Stitta (rysuje je nieprzerwanie od 1975). W tym roku jodła kalifornijska. Standardowo dedykowany kapsel i opis piwa na krawatce. Świetne opakowanie.
9/10

Barwa
Rewelacyjny, ciemnobrązowy kolor, który pod mocnym oświetleniem zdradza subtelne, nieznaczne rubinowe prześwity. 
4,5/5

Piana
Wybitnie obfita i gęsta, z dużym skłonnościami do osiadania na szkle, jedynie trwałość nie jest idealna. 
4,5/5

Zapach
Świetny, intrygujący, przypominający mocno kwas chlebowy, trochę koźlaka, trochę nawet porter bałtycki - początkowo dominuje ciemna słodowość, idąca trochę w stronę czekolady, później jednak pole zdobywa wyrazista owocowość, zwłaszcza wiśnie; świeży, dość intensywny, bardzo przyjemny. 
9/10


Smak
W smaku trochę słabiej, ale wciąż bardzo dobrze; wiśniowość jest już oczywista, odchodzą na dalszy plan skojarzenia z kwasem chlebowym, zastępuje je skojarzenia z wiśniami w czekoladzie, piernikiem; wyraźnie obecne jakieś przyprawy, ale ciężko je rozszyfrować, być może imbir; to wszystko na przyjemnej, czekoladowo-słodowej bazie, świetny, czekoladowo-wiśniowy finisz (na bardzo dalekim ewidentny miód) - bardzo udana kompozycja, ale brakuje mu trochę ciała, jest odrobinę wodniste, to zdecydowanie jego największa wada. 
8,5/10

Tekstura
Przyczynia się do wodnistości w dużym stopniu bardzo niskie wysycenie, które, zwiększone, mogłoby dać bardzo dużo.
1/5

7.5/10

Świetne, piekielnie ciekawe piwo z jedną, cholerną wadą w postaci tekstury. Szkoda jej, bo mogło być wybitne. Kwas chlebowy, czekolada, wiśnie, piernik, imbir, miód - niesamowity rajd przez przeróżne niuanse, tym atrakcyjniejszy, że przed otworzeniem piwa nie miałem pojęcia, czego się po nim spodziewać. Bardzo świątecznie smakowało, nie da się ukryć. Z pewnością nabędę za trochę ponad pół roku wersję na rok 2014.

piątek, 9 maja 2014

Thornbridge: Sour Brown

Ostatnio same piwa w dużym stopniu wyjątkowe i dzisiaj nie będzie inaczej. Mija już piąty miesiąc, odkąd spróbowałem pierwszego i jedynego jak dotąd piwa z Thornbridge Brewery, świetnego kölscha, co trochę mnie przygnębia. Dziś powracam i to z wielkimi oczekiwaniami. Sour Brown to bowiem piwo w stylu, jakiego tu jeszcze nie było (a spośród klasycznych gatunków niewiele już pozostaje tu jeszcze nieobecnych) - flamandzkie brązowe ale, ewentualnie kwaśne brązowe ale i to nie byle jakie, bo starzone w beczkach po winie burgundzkim (czyli jednym z kilku najsłynniejszych na świecie) z wiśniami, malinami i rabarbarem.

Informacje ogólne:
Piwo: Sour Brown
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: East Midlands
Miasto: Thornbridge Hall
Browar: Thornbridge Brewery
Produkowane od: 2013
Styl: oud bruin (Bourgogne Wine BA)
Dodatki: wiśnie, maliny, rabarbar
Alkohol: 7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Smukła butelka zapakowana w eleganckie, stonowane pudełko, etykieta już na szkle wyśmienicie szykowna. Na frontowej krótki opis piwa, z tyłu dłuższa historia. Bardzo dobrze dobrane informacje, firmowy kapsel, podany rocznik (2013), znakomite.
10/10

Barwa
Bardzo ciemne, wygląda na czarne, choć po krótkich oględzinach widać, że to wina dużego zmętnienia; jest raczej ciemnobrązowo-rubinowe, bardzo ładne, zwłaszcza że mimo tej gęstości i ciemności i tak widać mocno pracujący gaz. 
3,5/5

Piana
Bardzo obfita, ma skłonności do opuszczania szkła, jest jednak niezbyt trwała i już po chwili na tafli powstają prześwity, choć gruby pierścień utrzymuje się długo; nie jest też idealnie gęsta.
3,5/5

Zapach
Na początek uderzenie bardzo winne, ale zanim zdąży się wymyślić, jakie to wino, pojawia się bardzo intensywna i bardzo ułożona nuta lambikowa na czele z końską derką; pod spodem czają się owoce - w szczególności maliny, ale tylko się czają i niezbyt chcą wyjść z ukrycia; trochę szkoda, bo jest nieco jednowymiarowy, chociaż bardzo szlachetny. 
8,5/10

Smak
W smaku również zaczyna od absolutnie bezkompromisowej kwaśności, a może raczej cierpkości, tak wymagającej, jakiej na razie nie uświadczyłem jeszcze w żadnym piwie; odpuszcza to dopiero na finiszu i to nie początkowym - wtedy pojawiają się po raz pierwszy nuty słodowe, zwłaszcza słodu karmelowego, dalej jednak w towarzystwie nut kwaśnych. Beczka i wino raczej słabo wyczuwalne, może na przełyku uderza w nas trochę tanin; podobnie jak w zapachu jest dostojnie, ale kwaśność zbyt wszystko przykrywa; lepszy nawet od smaku w ustach jest finisz, bardzo długi i bogaty, karmelowo-śliwkowy. 
8/10

Tekstura
Jest dużym problemem - jest absolutnie przegazowane, na tyle, że utrudnia degustację, bo ciężko utrzymać je długo w ustach; na szczęście z czasem odpuszcza.
1/5

7.0/10   

Jawne rozczarowanie. Jedno z największych w mojej karierze, bo piwo nie tylko zapowiadało się wybitnie, ale i cenę miało dość wybitną. Niestety wybitne nie jest, jest maksymalnie bardzo dobre, a i to raczej naciąganie. Za bardzo sour, zbyt mało brown, mówiąc najkrócej, jak się da. Może nie za szybko (ale może owszem), ale na pewno niedługo pójdzie pod lupę kolejne piwo z Thornbridge o takim poziomie ekskluzywności. Jak wynik będzie podobny, to będę bardzo niepocieszony.

poniedziałek, 5 maja 2014

Olimp (Zodiak): Hades

Drugą dziesiątkę stoutów imperialnych na blogu rozpoczynam pierwszym polskim przedstawicielem tego stylu, z jakim się stykam. Nie jestem pewien, ale za RISy brał się chyba u nas na razie tylko marnie dostępny poza pubami Artezan - w każdym razie bardzo to rzadki wybór wśród polskich rzemieślników (o reszcie rynku, oczywiście, nie wspominając). Jeszcze bardziej wyjątkowym czyni Hadesa fakt, że ufając doniesieniom producentów, jest to - przynajmniej obecnie - najmocniejsze i najbardziej ekstraktywne polskie piwo. Nie napalam się jednak jakoś niesamowicie, bo jak na razie spośród kilku polskich crafciarzy Olimp pokazał mi zdecydowanie najgorsze oblicze. Cóż, okazja na poprawę wizerunku idealna. W dodatku tym razem piwo uwarzone nie w Krajanie, a w Zodiaku, co czyni Olimp chyba pierwszym w Polsce browarem wędrownym.

Informacje ogólne:
Piwo: Hades
Kraj: Polska
Województwo: wielkopolskie
Miasto: Bierzwienna Długa-Kolonia
Browar: Zodiak (Olimp)
Produkowane od: 2014
Styl: stout imperialny
Alkohol: 11,1%
Ekstrakt: 25,2%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Wyjątkowo udane opakowanie Olimpu. Mroczna, klimatyczna etykieta z dobrze narysowaną postacią Hadesa (choć mając zgadywać, zdecydowanie postawiłbym, że to jednak Ares), zgrabny opis i bardzo dokładnie wyszczególniony skład. A w nim aż osiem różnych słodów plus palony jęczmień, sześć różnych chmieli, mleko w proszku (to akurat tylko w symbolicznej ilości dla ułatwienia procesów warzenia, nie dla smaku), kruszone ziarna kakaowca i ostateczny hit - sześć różnych odmian papryczek chili. Niesamowity przepych. Nie ma firmowego kapsla, ale jest ciekawy patent - zalepienie kapsla i kawałka szyjki czymś, co przypomina lateks bardziej niż lak - pierwszy raz coś takiego spotykam na piwie i daje bardzo dobry efekt, kontrastując z ciemną butelką i etykietą. Byłoby blisko ideału, gdyby butelka nie była potwornie obtarta.
8/10

Barwa
Absolutnie czarne, nieprzeniknione, doskonałe, bez cienia prześwitów. 
5/5

Piana
Bardzo obfita, gęsta i pięknie beżowa, zadziwiająco trwała jak na ten styl, choć jednak po kilkunastu minutach pojawiają się dziury na tafli. 
4/5

Zapach
Ciekawy, niespodziewanie świeży jak na RISa; bardzo wyczuwalny jest chmiel, można nawet powiedzieć, że początkowo klasyczne aromaty stoutu imperialnego - tutaj dużo paloności i mlecznej czekolady - spycha na dalszy plan; później chmiel odchodzi trochę na bok, a pozostaje czekolada i nuty palone, trochę likierowe - zdecydowanie zbyt delikatny, przyjemny, ale nic ponadto, chociaż pod koniec degustacji trochę się rozwinął. 
7/10

Smak
Dużo, dużo lepiej jest w smaku, piwo jest dużo bardziej wyraziste, od razu atakuje nas bardzo intensywna paloność, jednocześnie przełamana przyjemną, czekoladową słodyczą, które to doznania doprowadzają nas do agresywnego, goryczkowo-pikantno-czekoladowego finiszu, w którym dużo udziału mają papryczki chili; pewnym mankamentem jest zbyt wyczuwalny alkohol, ale nie przeszkadza jakoś strasznie; bardzo, bardzo dobre. 
8,5/10

Tekstura
Odrobinę zbyt wysokie wysycenie, ale piwo nie jest zbyt gęste, więc ogólnie tekstura bardzo dobra.
4,5/5

7.0/10

No cóż, to pierwsze bardzo dobre piwo z Olimpu, ale czy można powiedzieć, że stanął na wysokości zadania? Z jednej strony warunki do warzenia RISa w Polsce nie są idealne i sam fakt popełnienia udanego piwa w tym stylu - a tego Hadesowi odmówić nie wolno, jest bardzo smaczny i godny uwagi - to już dużo. Z drugiej - od stoutów imperialnych wymaga się najwięcej, co pokazuje fakt, że mimo bardzo wysokiej przecież oceny Hades przebił tylko jeden z dziesięciu poprzednio degustowanych. Z trzeciej jednak strony, wpadały mi na razie w ręce imperiale głównie elitarne nawet jak na ten styl, często niesamowicie drogie - i jednego takiego Olimp przebił. No cóż, mimo wszystko tym piwem kontraktowiec ten przyciągnął na nowo moją uwagę, może nadrobię zaległości z ich piw za jakiś czas.

niedziela, 4 maja 2014

BrewDog: Hello My Name Is Vladimir

Czterdzieste na blogu piwo z BrewDoga jest jednym z najgłośniejszych, jakie wypuścili. Dużo wyjaśnia etykieta, chociaż może trochę za dużo. Ciężko bowiem uwierzyć, ale Szkoci zdążyli uwarzyć je miesiąc przed tym, jak Władimir Putin stał się pierwszą supergwiazdą świata w okolicach przyłączenia Krymu do Rosji. Piwo jest protestacyjne, ale nie sprzeciwiają się poprzez nie panowie z BrewDoga zapędom mocarstwowym Putina, a fatalnemu podobno traktowaniu w Rosji homoseksualistów. Połowa utargu ze sprzedaży tego piwa pójdzie na wsparcie tychże środowisk. Cóż, niedawno wspierałem poprzez Czarne Krzyżackie z Gościszewa odbudowę figury Matki Boskiej w Malborku, no to się wyrówna. Tak bardziej na temat piwa, jest to kolejne z serii "Hello My Name Is...", imperialnych IPA z (delikatnie mówiąc niezbyt nachalnym) dodatkiem różnych małych owoców. Tutaj mamy do czynienia, uwaga uwaga, z cytryńcem chińskim.

Informacje ogólne:
Piwo: Hello My Name Is Vladimir
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Produkowane od: 2014
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 8,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Opakowanie, jakie jest, każdy widzi - Władimir Putin w świecie Andy'ego Warhola. Bez wątpienia etykieta miała duży udział w rozgłosie piwa, jest wyrazista i ciężko ją zapomnieć albo pomylić z jakąś inną. Spory, całkiem zabawny "opis" piwa, podśmiechujący się z Putina jeżdżącego na koniu z gołym torsem.
9/10

Barwa
Rewelacyjny, głęboko bursztynowy, wprost pomarańczowy kolor - byłoby idealne, gdyby nie niezbyt eleganckie zmętnienie małymi drobinkami osadu. 
4/5

Piana
Niezbyt obfita, bardzo ładna, gęsta, ale szybko redukuje się do pierścienia i pozostałości. 
3/5

Zapach
Znakomite, intensywne uderzenie amerykańskim chmielem, który dostarcza wrażeń bardzo owocowych z naciskiem na cytrusy - bardzo dużo grejpfruta, również pomarańczy, trochę ananasa, mango i liczi - rewelacyjny. 
9,5/10

Smak
W smaku również jest fantastycznie - owocowość pozostaje, ale ma trochę mnie udziału, chmiel jednak dalej jest wszechogarniający; wchodzą nuty ewidentnie przyprawowe, niemal belgijskie, co nadaje mu wyjątkowo ciekawego charakteru; największym mankamentem jest za niska goryczka, zdecydowanie niegodna imperialnego IPA, ale i tak jest rewelacyjne. 
9/10

Tekstura
Złego słowa nie jestem w stanie powiedzieć, wysycenie dokładnie takie, jakie być powinno; niesamowicie pijalne mimo nie tak niskiego alkoholu.
5/5

8.5/10

I jeszcze jedno znakomite piwo od Szkotów, na tyle ostatnio ich trafiam, że aż się to nudne robi. Nie osiągnęło co prawda poziomu Ingrid, ale na szczęście pozwoliło zapomnieć o rozczarowaniu kolaboracyjną Sonją. Cieszy, że za głośną, prowokacyjną otoczką stanęło też rewelacyjne piwo, bo różnie z tym potrafi być. Choć trochę za łagodne, to jednak w bardzo zaciętej rywalizacji imperialnych IPA zdołało wyprzedzić osiem z jedenastu degustowanych, poza wspomnianą Ingrid ustępując tylko dwójce gigantów z ogólnostylowego podium.

sobota, 3 maja 2014

BrewDog & Ballast Point: San Diego Scotch Ale

Kolejne piwo z BrewDoga, kolejne kolaboracyjne i jeszcze jedno piekielnie interesujące - a również kolejny browar z Kalifornii (z czego drugi z San Diego). Ballast Point Brewing Company, bo tak się nazywa, to jednak nie tylko piwowarstwo rzemieślnicze, ale i, określając opisowo, rzemieślnicze destylowanie trunków, na chwilę obecną czterech klasycznych - ginu, wódki, whiskey bądź bourbonu oraz rumu. Opis piwa oddajmy opakowaniu - szkockie ale starzone w beczkach po whisky (nie wiadomo jakiej) w towarzystwie rodzynek namoczonych w rumie z Ballast Point. Niesamowita ekwilibrystyka koncepcyjna, jeśli piwo będzie równie niesamowite, to z wrażenia przewrócę się i nie wstanę.

Informacje ogólne:
Piwo: San Diego Scotch Ale
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja) - warzone w kolaboracji z browarem ze Stanów Zjednoczonych
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog i Ballast Point Brewing Company
Produkowane od: 2011
Styl: imperialne szkockie ale (Whisky BA)
Alkohol: 11,9%
Ekstrakt: 21,6%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Najlepiej opakowane piwo z BrewDoga, jakie spotkałem. Butelka umieszczona w kartonowym pudełeczku o wyjątkowo udanej szacie graficznej (to samo na etykiecie). Bardzo długi i bardzo abstrakcyjny opis piwa, trochę za dużo fantazjowania o niczym, ale tak to bywa z BrewDogiem. Mamy na etykiecie datę zabutelkowania i jest nią 5 lipca 2012 roku (ach, uwielbiam te powiewy historii, zwłaszcza gdy rzucają mnie w tak doniosłe czasy). Nie licząc czasu starzenia w beczce po whisky, piwo ma więc już dwa lata - może być trochę inne niż wtedy, ale tego już się nie dowiem. Aż się prosi, żeby dać mu spokój na jeszcze osiem albo i więcej lat, ale carpe diem bierze górę. Jeśli będzie genialne, spróbuję zapolować na drugi egzemplarz i odłożyć na długie lata.
10/10

Barwa
Wygląda na czarne, choć jest raczej ciemnobrązowe, tylko bardzo mętne; pod bardzo mocnym światłem ujawnia trochę brązu. 
4,5/5

Piana
Obfita i gęsta, pięknie beżowa, solidnie trwała, wspaniale oblepia szkło - nie idealna, ale jak na mocne piwo starzone w drewnie niesamowicie imponująca. 
4/5

Zapach
Rewelacyjny, bardzo intensywny zapach z ewidentnie owocowym pierwszym planem: niesamowite rzeczy czynią słodko-kwaśne nuty rodzynek (bezwzględnie wyczuwalne), śliwek, nawet malin i niedosładzanej żurawiny; na drugim planie karmel i wanilia, które absolutnie wspaniale komponują się z tymi owocami; przepiękny. 
9,5/10
Smak
W smaku w fascynujący sposób owoce odchodzą na tło, a rządzić i dzielić zaczynają akcenty słodowe, palone, karmelowe z jednej strony, a beczkowe i szlachetnie alkoholowe z drugiej; whisky ani rum raczej nie są konkretnie wyczuwalne, przejawiają się raczej w ogólnym, typowym charakterze beczki i subtelnej alkoholowości; bardzo interesujący, dość agresywny, beczkowo-czekoladowy finisz; nie jest idealne, ale bezwzględnie świetne i dostojne. 
9/10

Tekstura
Wysycenie jest średnie, do tego piwa pasowałoby trochę mniejsze.
4/5

8.5/10

Cóż, jeszcze jedno znakomite piwo od BrewDoga, które utwierdza mnie w przekonaniu, że warto dać szansę praktycznie każdemu ich piwu i narzekania niektórych wiecznie niezadowolonych puścić mimo uszu. Nie da się jednak ukryć, że za swoją cenę mogło i powinno powalić trochę bardziej. Genialnym go nie nazwę, więc i nie zamierzam polować na kolejny egzemplarz, by zacząć je leżakować, choć może, jeśli gdzieś zobaczę, pod wpływem impulsu wezmę.

czwartek, 1 maja 2014

BrewDog: Old World Russian Imperial Stout

Tak się wylosowało, że co najmniej trzy kolejne piwa będą piwami z BrewDoga, będę sobie więc mógł trochę przypomnieć wakacyjne czasy, kiedy wypiłem ich ponad dwadzieścia pod rząd z krótką przerwą na obchody pierwszej setki. Wszystkie trzy będą jednocześnie dość wyjątkowe (chociaż ostatnio prawie każde od nich mi się takie trafia, jak nie kolaboracja, to niespotykany koncept). To tutaj - dwieście dwudzieste drugie w ogóle - wyróżnia się od progu, bo i butelka jak na ten browar wielka (dokładnie o dwa razy większej objętości niż standardowe), i etykieta zupełnie nie przywodząca na myśl BD. Jest to jedno z dwóch piw - jakkolwiek to nie zabrzmi - uwarzonych ze szczególnie zwróconą uwagą na historię stylu - tu mamy stout imperialny, a raczej Russian Imperial Stout. Nie ukrywam, bardzo dużo sobie po nim obiecuję.

Informacje ogólne:
Piwo: Old World Russian Imperial Stout
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Produkowane od: 2013
Styl: stout imperialny
Alkohol: 9,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 660 ml

Opakowanie
Rysunek na etykiecie okazuje się być kolejnym wytworem ręki i wyobraźni Johanny Basford, znanej mi już z Mix Tape 8. Bardzo rosyjskie klimaty. Zaczynam być fanem tej pani, a przynajmniej fanem korzystania z jej usług przez BrewDoga. Jak na etykiety piwne, jej twory to małe dzieła sztuki. Znajdziemy też solidny opis koncepcji Old Worldów i tego konkretnego stoutu. Do pełni szczęścia brakuje tylko firmowego kapsla.
9,5/10

Barwa
Czarne, absolutnie nieprzenikniony majestat, nie daje najmniejszych wątpliwości. 
5/5

Piana
Przepięknej, ciemnej barwy cukru trzcinowego, nawet trochę ciemniejsza, poza paroma większymi pęcherzykami bardzo drobna, umiarkowanie trwała, przez jakiś czas utrzymuje się w całości, po kwadransie jest już tylko pierścień. 
3,5/5

Zapach
Zapach jest po prostu genialny, nie brak mu niczego - fenomenalne połączenie kawy, przede wszystkim czekolady w najróżniejszych obliczach od słodkiej po gorzką, cudownych akcentów palonych i odrobinę likierowej, bardzo szlachetnej, ciężkiej owocowości na czele ze śliwką i wiśnią; ot co, śliwka bądź wiśnia w ekskluzywnym likierze zatopiona w znakomitej czekoladzie; oszałamiający, wyczułem nawet nutę tytoniową. 
10/10

Smak
Smak również z miejsca rozwala umysł; po mocno palonym wstępie od razu pokazuje moc, której zapach nie zdradzał, ale raczej w potężnej pełni smaku niż alkoholu; znowu alkoholowe owoce w czekoladzie; po wszystkim uderza mocną goryczką, nieco za szorstką, zbyt alkoholową, co przesądzą o tym, że jednak najwyższej oceny dostać nie może; niesamowicie przyjemny, czekoladowy finisz. 
9,5/10

Tekstura
Bardzo przyjemnie gęste, jest tylko nieco za mocno wysycone jak na taką gęstość i tak pełny smak.
4/5

9.0/10

Genialne piwo. BrewDog przebił nim własne Paradox Isle of Arran oraz Tokyo*, a również przed paroma dniami pite Death Star z Revelation Cata i w ten sposób Old World RIS stał się najlepszym stoutem imperialnym, jaki w życiu piłem. Nie był również daleko dostania się do pierwszej dziesiątki ogólnego rankingu, ostatecznie znalazł się na miejscu czternastym. Niecierpliwie czekam na drugie piwo z "serii" - może okaże się najlepszym IPA.