Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olimp. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olimp. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 stycznia 2015

Olimp (Wąsosz): Charon

Choć trzy piwa Olimpu, jakie piłem, zrobiły na mnie jak na rzemieślniczą półkę wrażenie wręcz bardzo marne, zapowiedziałem po trzecim kolejną szansę. Nie przewidziałem jednak aż takiego wysypu nowych i często ciekawszych browarów. Ostatnio Olimp jest jednak na fali wznoszącej, choć nie wiem, czy nie zawdzięcza tego w dużej mierze popularności swoich etykiet. Moją uwagę przywrócili natomiast stylem, na jaki się porwali - pumpkin ale, a w zasadzie belgijskim pumpkin ale. Lubię dyniowe piwa i kocham belgijskie ale, a takiego połączenia pewnie prędko nie będę miał okazji spróbować w innej wersji, więc wziąłem i liczę, że dzięki temu Olimp na powrót przykuje moją uwagę na kolejnych kilka piw.

Informacje ogólne:
Piwo: Charon
Kraj: Polska     
Województwo: śląskie
Miasto: Wąsosz
Browar: Browary Regionalne Wąsosz (Olimp)
Styl: belgijskie pumpkin ale
Alkohol: 5,2%
Ekstrakt: 13%
Objętość: 500 ml     
Warka: do 24.04.2015
Cena: 7,20 zł

Opakowanie
Istotnie, od strony wizerunku opakowań Olimp poprawił się wręcz setnie w porównaniu ze swymi początkami. Obtarte, grube butle (z których jedna ułamała mi się przy odkapslowywaniu) zastąpiły klasyczne dla piw rzemieślniczych, smukłe butelki, a przede wszystkim dużo lepsze stały się rysunkowe etykiety - powiedziałbym, że przestały trącić myszką. Nie wiem, czy dotyczy to wszystkich piw, ale części na pewno, w tym tego. Firmowego kapsla tylko brak, mogliby już o nim powoli myśleć. Dokładny skład zdradza, że będzie to bardzo nietypowe pumpkin ale - zamiast miąższu dyni mamy pestki, a za jedyną przyprawę ma służyć prażona cykoria - jest też prażone żyto na dodatek.
8,5/10

Barwa
Bardzo ciemne, wręcz czarne, dopiero mocne światło czyni je raczej ciemnobrązowym - ładne, ale mogłoby nieco bardziej zdecydowanie iść w stronę czerni lub brązu, ta niemrawość brązowych prześwitów jest w jakiś sposób przeszkadzająca. 
3,5/5

Piana
Marna, jakaś tam jest, ale mało obfita, niespecjalnie gęsta, zupełnie nietrwała - szybko opada do resztek i pierścienia, później zostaje sam cienki pierścień, by w końcu zniknąć zupełnie. 
1,5/5

Zapach
Ładny, stonowany raczej - trochę owoców, trochę dyniowego charakteru, trochę ciemnej słodowości, wszystko w zbyt małych ilościach do pełni szczęścia, jest po prostu za mało intensywny, a szkoda, bo kompozycja godna uwagi; jest też minimalny kwasek. 
6,5/10
Smak
W smaku pojawia się w końcu trochę tych akcentów belgijskich, acz nieprzesadnie wiele, dominuje lekko palony charakter ciemnych słodów, ogarnięte jest przez dobrze wyważoną, ciut czekoladową słodycz, do tego lekka kwaskowatość, znów odrobinę za wysoka; bardzo miły finisz, lekko korzenny, na którym wyczułem mglistą nutę pestek dyni; piwo jest dobre, poza odrobinę za wysoką kwaskowatością bez wad, ale za proste, nie ma w nim żadnego mocnego akcentu, nie ma, żeby tak to ująć, do czego wracać. 
7,5/10

Tekstura
Wysycenie trochę za wysokie, żyto nie nadało specjalnej gęstości.
4/5

6.5/10

No nic, stawiam na dłuższy czas kreskę na Olimpie. Nie z jakimś oburzeniem, ale to raczej nie przypadek, że cztery na cztery ich piwa nie spełniły "moich" rzemieślniczych standardów (Hades był co prawda bardzo dobrym piwem, ale od stoutów imperialnych wymagam niebezpodstawnie chyba najwięcej ze wszystkich stylów). Żonglowanie browarami nie pomogło, na pewno nie w tym rzecz, zwłaszcza jeśli chodzi o Wąsosz to Szałpiw przekonał mnie, że można tu warzyć piwa wybitne. To nie tak, że to są złe piwa - przeciwnie, dobre są, ale przy konkurencji wysiadają i do żadnego z nich nie chciałbym wrócić, bo nie ma w nich nic specjalnego. Gdybym jeszcze ograniczał się do piw polskich, to moglibyśmy rozmawiać, ale piwa polskie to u mnie mniej więcej jedna trzecia bloga. Co to za czasy, że trzeba skreślać browar warzący dobre piwa? No cóż - to są właśnie czasy dobre.

poniedziałek, 5 maja 2014

Olimp (Zodiak): Hades

Drugą dziesiątkę stoutów imperialnych na blogu rozpoczynam pierwszym polskim przedstawicielem tego stylu, z jakim się stykam. Nie jestem pewien, ale za RISy brał się chyba u nas na razie tylko marnie dostępny poza pubami Artezan - w każdym razie bardzo to rzadki wybór wśród polskich rzemieślników (o reszcie rynku, oczywiście, nie wspominając). Jeszcze bardziej wyjątkowym czyni Hadesa fakt, że ufając doniesieniom producentów, jest to - przynajmniej obecnie - najmocniejsze i najbardziej ekstraktywne polskie piwo. Nie napalam się jednak jakoś niesamowicie, bo jak na razie spośród kilku polskich crafciarzy Olimp pokazał mi zdecydowanie najgorsze oblicze. Cóż, okazja na poprawę wizerunku idealna. W dodatku tym razem piwo uwarzone nie w Krajanie, a w Zodiaku, co czyni Olimp chyba pierwszym w Polsce browarem wędrownym.

Informacje ogólne:
Piwo: Hades
Kraj: Polska
Województwo: wielkopolskie
Miasto: Bierzwienna Długa-Kolonia
Browar: Zodiak (Olimp)
Produkowane od: 2014
Styl: stout imperialny
Alkohol: 11,1%
Ekstrakt: 25,2%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Wyjątkowo udane opakowanie Olimpu. Mroczna, klimatyczna etykieta z dobrze narysowaną postacią Hadesa (choć mając zgadywać, zdecydowanie postawiłbym, że to jednak Ares), zgrabny opis i bardzo dokładnie wyszczególniony skład. A w nim aż osiem różnych słodów plus palony jęczmień, sześć różnych chmieli, mleko w proszku (to akurat tylko w symbolicznej ilości dla ułatwienia procesów warzenia, nie dla smaku), kruszone ziarna kakaowca i ostateczny hit - sześć różnych odmian papryczek chili. Niesamowity przepych. Nie ma firmowego kapsla, ale jest ciekawy patent - zalepienie kapsla i kawałka szyjki czymś, co przypomina lateks bardziej niż lak - pierwszy raz coś takiego spotykam na piwie i daje bardzo dobry efekt, kontrastując z ciemną butelką i etykietą. Byłoby blisko ideału, gdyby butelka nie była potwornie obtarta.
8/10

Barwa
Absolutnie czarne, nieprzeniknione, doskonałe, bez cienia prześwitów. 
5/5

Piana
Bardzo obfita, gęsta i pięknie beżowa, zadziwiająco trwała jak na ten styl, choć jednak po kilkunastu minutach pojawiają się dziury na tafli. 
4/5

Zapach
Ciekawy, niespodziewanie świeży jak na RISa; bardzo wyczuwalny jest chmiel, można nawet powiedzieć, że początkowo klasyczne aromaty stoutu imperialnego - tutaj dużo paloności i mlecznej czekolady - spycha na dalszy plan; później chmiel odchodzi trochę na bok, a pozostaje czekolada i nuty palone, trochę likierowe - zdecydowanie zbyt delikatny, przyjemny, ale nic ponadto, chociaż pod koniec degustacji trochę się rozwinął. 
7/10

Smak
Dużo, dużo lepiej jest w smaku, piwo jest dużo bardziej wyraziste, od razu atakuje nas bardzo intensywna paloność, jednocześnie przełamana przyjemną, czekoladową słodyczą, które to doznania doprowadzają nas do agresywnego, goryczkowo-pikantno-czekoladowego finiszu, w którym dużo udziału mają papryczki chili; pewnym mankamentem jest zbyt wyczuwalny alkohol, ale nie przeszkadza jakoś strasznie; bardzo, bardzo dobre. 
8,5/10

Tekstura
Odrobinę zbyt wysokie wysycenie, ale piwo nie jest zbyt gęste, więc ogólnie tekstura bardzo dobra.
4,5/5

7.0/10

No cóż, to pierwsze bardzo dobre piwo z Olimpu, ale czy można powiedzieć, że stanął na wysokości zadania? Z jednej strony warunki do warzenia RISa w Polsce nie są idealne i sam fakt popełnienia udanego piwa w tym stylu - a tego Hadesowi odmówić nie wolno, jest bardzo smaczny i godny uwagi - to już dużo. Z drugiej - od stoutów imperialnych wymaga się najwięcej, co pokazuje fakt, że mimo bardzo wysokiej przecież oceny Hades przebił tylko jeden z dziesięciu poprzednio degustowanych. Z trzeciej jednak strony, wpadały mi na razie w ręce imperiale głównie elitarne nawet jak na ten styl, często niesamowicie drogie - i jednego takiego Olimp przebił. No cóż, mimo wszystko tym piwem kontraktowiec ten przyciągnął na nowo moją uwagę, może nadrobię zaległości z ich piw za jakiś czas.

wtorek, 24 grudnia 2013

Olimp (Krajan): Prometeusz

Po niespełna miesiącu daję obiecaną kolejną szansę młodemu browarowi kontraktowemu Olimp. Nie, żeby pierwsze podejście zakończyło się katastrofą - wręcz przeciwnie, Hera była dobrym, przyjemnym stoutem. Gdybym jednak wiedział, że wszystkie piwa z Olimpu są tylko tak dobre, to raczej nie podchodziłbym doń więcej. Prometeusz, jak już wspomniałem miesiąc temu, to pierwsze piwo browaru, którego premiera zakończyła się spektakularną klapą, jako że piwo zdominowane było przez diacetyl. Myślałem, że szczęśliwie dla Olimpu wszedłem w posiadanie piwa z już drugiej warki - podobno naprawionej - ale okazuje się, że załapałem się jeszcze na pierwszą. Trudno. Po raz pierwszy wezmę do ust polskie India Pale Ale, czyli IPA na polskich chmielach.

Informacje ogólne:
Piwo: Prometeusz
Kraj: Polska
Województwo: kujawsko-pomorskie
Miasto: Trzeciewnica
Browar: Krajan (Olimp)
Produkowane od: 2013
Styl: amerykańskie India Pale Ale
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: 14,1%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Zmęczona i nieokrzesana butelka nie broni się tym razem ładną etykietą - w przeciwieństwie do Hery, tu jest dość brzydko, zwłaszcza jeśli chodzi o kolorystykę. Kapsel pozostał goły. Wszystko ratuje kontra ze szczegółowymi informacjami. Z tych dowiemy się między innymi, że wykorzystano aż cztery odmiany polskiego chmielu, a piwo ma 64 IBU.
5/10 
 
Barwa
Bursztynowe, zmętnione w niezbyt elegancki sposób - przyjemne, ale bez rewelacji. 
3,5/5

Piana
Bardzo ładna, miejscowo bardzo gęsta, dość wysoka i ładnie osiadająca na szkle; dość szybko jednak tworzy dziury na tafli.
4/5

Zapach
Totalnie zdominowany przez obrzydliwy, podręcznikowy diacetyl, niesamowicie intensywny i tak przykry, że niektóre nuty diacetylowe, jakie w życiu poczułem, były przy nim wręcz przyjemne; czuć, że pod spodem kryje się chmiel, ale zapach jest tak odpychający, że ciężko się na nim skupić - na szczęście w miarę degustacji nieco ustępuje, robiąc minimum miejsca normalnym aromatom, ale wesoło to nie wygląda.
0,5/10 
Smak
Diacetyl niemal zupełnie odpuszcza, a z piwa wychodzi bardzo wyraziste IPA; goryczka naprawdę potężna, aż trudno uwierzyć, że to "tylko" 68 IBU - trochę prosta i nieokrzesana, ale dzięki temu przyjemnie bezkompromisowa; na drugim planie sympatyczna owocowość, goryczka nieco zbyt dominująca, ale pije się bardzo przyjemnie. 
8/10

Tekstura
Na początku idealne wysycenie, potem spada za nisko.
4/5

5.0/10

To była chyba najdziwniejsza degustacja, jaką przeprowadziłem na tym blogu. Siedem i pół punktu różnicy między zapachem a smakiem mówi wszystko. Gdyby jeszcze to smak był tym gorszym, dałoby się to jakoś przyjąć, ale jest nim zapach. Od momentu otwarcia piwa, kiedy już z butelki poczułem diacetyl, aż do wzięcia go do ust byłem niemal pewien, że po trzech obligatoryjnych łykach i spisaniu wrażeń wyleję resztę do zlewu, a skończyło się tak, że wypiłem całość i to dość szybko i z przyjemnością. Nie wiem, czy wrócę do tego piwa, by sprawdzić, czy wada została usunięta, ale było to bardzo ciekawe doświadczenie, bo nawet nie przypuszczałbym, że smak może być tak znacznie lepszy od zapachu. Piwo z tej warki polecam tym, którzy chcą się dowiedzieć, jak "pachnie" diacetyl - nie dość że dostaną go na tacy, to jeszcze będą mogli napić się smacznego piwa. Krótko mówiąc, kuriozum.

piątek, 22 listopada 2013

Olimp (Krajan): Hera

Po ponad pięciu miesiącach, odkąd po raz pierwszy spróbowałem piwa Pinty, w końcu dodaję do swojego katalogu kolejny - niestety dopiero trzeci - polski browar rzemieślniczy (i kontraktowy zarazem). Sprawa świeża, bo pierwsze piwo wypuścili bodaj w sierpniu tego roku; był to zresztą totalny falstart, jako że zapach - według około stu procent konsumentów - zdominowany był przez diacetyl. Podobno to naprawiono w nowej warce, ale ja postanowiłem na początek wybrać drugi, niedawny i najnowszy wypust tego browaru, uwarzony w stylu, który chodzi za mną od dawna. Minęło już bowiem grubo ponad pół roku, odkąd po raz pierwszy i jedyny spróbowałem stoutu mlecznego w wydaniu AleBrowaru. Kompletnie podbito wtedy moje serce pod względem koncepcji stylu, a teraz wreszcie mam okazję sprawdzić, czy to milk stout to taki cudowny wynalazek, czy jednak bardziej AleBrowar. No, ten tutaj to połączenie milk stoutu z coffee stoutem, ale brzmi to dla mnie nawet lepiej.

Informacje ogólne:
Piwo: Hera
Kraj: Polska
Województwo: kujawsko-pomorskie
Miasto: Trzeciewnica
Browar: Krajan (Olimp)
Produkowane od: 2013
Styl: stout kawowo-mleczny
Alkohol: 4%
Ekstrakt: 12,1%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Mam ambiwalentne odczucia co do tej butelki. Z jednej, ważniejszej strony to jedno z najbardziej topornych - zwłaszcza po uwzględnieniu potężnych obtarć - opakowań, jakie widziałem, ale z drugiej w jakiś perwersyjny sposób przyciąga mnie jego bezkompromisowość i dzikość. Etykieta całkiem ładna, rysunkowa, nie dzieło sztuki, ale estetyczna. Z tyłu jeszcze lepiej - przyjemny opis porównujący piwo do greckiej bogini i potężnie szczegółowy skład, wyłożony w jeszcze lepszej formie niż u Pinty, temperatura serwowania, szkło. Ze słodów poza mniej lub bardziej oczywistymi mamy paloną pszenicę. W innych składnikach laktoza i ziarna delikatnie palonej kawy arabskiej. Kapsel, jak łatwo się domyślić, goły, ale browar nie działa nawet pół roku, można wybaczyć. Moje nastawienie do butelki trochę się pogorszyło, kiedy odkapslowując piwo... ukruszył się kawałek gwinta.
6,5/10

Barwa
Czarne z nieznacznymi, rubinowo-brązowymi przebłyskami; piękne. 
4,5/5

Piana
Mało obfita, niska, ale bardzo ładna, gęsta; po paru chwilach opada do pierścienia, ten jednak w solidnej postaci utrzymuje się do końca. 
2/5

Zapach
Intensywny aromat słodu palonego, bardzo wyrazisty i zachęcający; na drugim planie zdecydowanie wyczuwalne, choć dość zwiewne nuty kawowe, w miarę konsumpcji coraz bardziej wyraziste; laktoza raczej na granicy wyczuwalności; odznacza się dość mocno zarysowaną kwaskowatością, ale przy słodach palonych i kawie jest to zrozumiałe; bardzo ładny, choć brakuje mi trochę jakiejś kropki nad "i". 
8,5/10
Smak
W smaku odrobinę mniej przekonujące, pojawiają się jakieś fałszywe, jakby diacetylowe przebłyski; kawa mocno wyczuwalna, bardzo przyjemny, czekoladowo-palony finisz: odzywa się nieśmiało laktoza i przyjemna, minimalna goryczka; przed finiszem trochę zbyt wodniste, ale jednocześnie wspaniale łagodne; smaczne. 
7,5/10

Tekstura
Od samego początku praktycznie zerowe wysycenie - w stoutach to względnie akceptowalne, ale jednak podwyższyłbym je choćby po to, by nadrobić wspomnianą wodnistość, rzadkość piwa. Do tego stoutu nie pasuje.
1/5

6.5/10

Olimp zasłużył na kolejną degustację, ale też na żadne szczególne peany. Niedopracowani jacyś są - w pierwszym piwie diacetyl, tutaj też co chwilę mi coś nie pasowało, coś bym wyrzucił ze smaku lub aromatu, choć ostatecznie przyjemne piwo. Może rzemieślnicy muszą lepiej pilnować Krajana - patrząc na takie wyroby jak Rudy Kot, w Trzeciewnicy mogą nie być przyzwyczajeni do dbania o szczegóły (a w zasadzie o cokolwiek).