czwartek, 10 lipca 2014

Duvel

Odkrycie piwowarstwa rzemieślniczego i rozsmakowanie się w nim spowodowało, że zaniedbuję moją ukochaną krainę belgijskich klasyków. Ostatnio trochę się ogarnąłem i nabyłem kilka, ale też z racji długich terminów przydatności trochę trzeba będzie na nie poczekać. Dzisiaj jednak przedskoczek w postaci jednego z najsłynniejszych piw belgijskich, które zdefiniowało pojęcie belgijskiego złotego mocnego ale, znany i lubiany Duvel, czyli diabeł.

Informacje ogólne:
Piwo: Duvel
Kraj: Belgia
Prowincja: Antwerpia
Miasto: Breendonk
Browar: Brouwerij Duvel Moortgat
Produkowane od: 1923
Styl: belgijskie złote mocne ale
Alkohol: 8,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Elegancka, bardzo ładna, klasyczna etykieta z charakterystycznym czerwonym napisem na białym  tle. Na kontrze tekścik po francusku i holendersku, ale nic ciekawego nie opowiada. Bardzo ładny, dedykowany kapsel.
8,5/10

Barwa
Jasnozłoty, nawet wpadający w słomkowy kolor, ale zadziwiająco piękny - idealna klarowność i dynamicznie ulatujący gaz dają efekt zadziwiający pełny i świetlisty, świetnie się mieni. 
4,5/5

Piana
Niepowstrzymana, bardzo obfita, ale już nie aż tak gęsta; utrzymuje się jednak bardzo długo na powierzchni. 
4,5/5

Zapach
Połączenie klasycznych, bardzo intensywnych nut jasnosłodowych z dyskretnym akcentem drożdży belgijskich, nieco kwiatowości - mimo że na dalekim tle wyczułem nawet nutę lambikową i weizenową jest nieco zbyt zwyczajne, bardzo ułożone - życzyłbym sobie czegoś bardziej agresywnego od takiego mocnego piwa, ale nie można odmówić mu ogromnej przyjemności. 
8,5/10

Smak
Nieco lepiej, bo na znacznie większych obrotach zaczynają działać drożdże belgijskie, przez co robi się nieco przyprawowo, nieco cytrusowo - jest bardzo potężne, ale pełnia smaku nie do końca nadąża za tą potęgą, przez co wkrada się nieodwołalna nuta alkoholowa, choć dość szlachetna. Na finiszu lekka kwaskowatość, raczej przyjemna niż przeszkadzająca; w miarę degustacji coraz bardziej belgijsko, coraz przyjemniej, w zadziwiający sposób pijalność jest coraz większa; wybitne, choć są lepsze smaki. 
9/10

Tekstura
Na początku przeszkadza zbyt wysokie wysycenie, ale szybko na szczęście opada do bardziej pożądanych rozmiarów.
3,5/5

8.0/10
 
Szczerze mówiąc, nie pamiętam, czy piłem już kiedyś to piwo. Zbiory kapsli wskazują jednoznacznie, że to mój pierwszy raz, chociaż miałem wrażenie, że kiedyś się nim zachwyciłem. W każdym razie na początku degustacji poczułem ukłucie rozczarowania, ale we wspaniały sposób to piwo się rozwija, a jego pijalność zwiększa się. Ostatecznie obroniło się i śmiało może być zaliczane do grona klasyków belgijskich, aczkolwiek moim zdaniem daleko mu do najwyższej półki.

wtorek, 8 lipca 2014

De Molen: Bloed, Zweet & Tranen

Słynny holenderski De Molen ponad pół roku musiał czekać na drugą szansę ode mnie. Faktycznie pierwsze ich piwo jak na głośno brzmiący styl imperialny tripel nie powaliło mnie, a nawet odrobinę rozczarowało, ale nie obraziłem się bynajmniej na browar - tak wyszło. Dzisiaj okaz jeszcze ciekawszy, choć styl ciężko jasno określić - jest to na pewno piwo wędzone, przy czym dość mocne, a w jego składzie znalazł się podobno wędzony słód z Bambergu oraz słód whisky.

Informacje ogólne:
Piwo: Bloed, Zweet & Tranen
Kraj: Holandia
Prowincja: Holandia Południowa
Miasto: Bodegraven
Browar: Brouwerij de Molen
Produkowane od: 2008
Styl: stout wędzony
Alkohol: 8,2%
Ekstrakt: 18%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Tak jak mówiłem pół roku temu, etykiety De Molena (i kapsle) bardzo do mnie trafiają mimo skrajnej wręcz prostoty. Podobnie trafia do mnie pełny skład, który prezentuje niezwykłe bogactwo słodów. Data zabutelkowania pozwala przenieść się w piękne czasy młodości - ta butelka liczy sobie już prawie dwa lata, została napełniona pierwszego sierpnia mojego ulubionego roku. Chwila zastanowienia i przypominam sobie, że to był bardzo pamiętny dzień w moim życiu! Mogłaby postarzeć się jeszcze o co najmniej trzy, ale ciekawość mówi "otwieraj".
9,5/10

Barwa
Wspaniała, niczym niezmącona czerń, całkowicie nie do przejrzenia - majestatyczna. 
5/5

Piana
Obłędnie obfita, wysoka; nie doskonale, ale bardzo gęsta, pięknej ciemnobeżowej barwy, doskonale trwała. 
5/5

Zapach
Podzielony jest na trzy części - jedna z nich to klasyczna, faktycznie jakby bamberska wędzonka, piękna, szynkowo-ogniskowa; druga to bardziej brudne, torfowe, wręcz asfaltowe akcenty bez wątpienia będące pochodną słodu whisky; te dwa typy dymności występują na trzecim elemencie, bogatym aromacie ciemnych słodów, nieco czekoladowym - potwornie wyraziste, bliskie ideału przedstawienie. 
9/10

Smak
W smaku ani trochę nie spuszcza z tonu - w bogactwie przeróżnych wędzonek można się rozpłynąć; na początek dostajemy je wszystkie na przyjemnym, miękkim, słodkim tle słodowym z delikatnym muśnięciem wiśni; to, co się dzieje w okolicach przełyku, to skończona maestria - potężne uderzenie dymnej whisky i bamberskiej wędzonki; wyśmienite i bardzo bezpośrednie. 
9,5/10

Tekstura
Jedynym mankamentem piwa jest lekkie przegazowanie - niestety nadaje mu ciężkości, której przy niskim wysyceniu w ogóle by nie miało mimo wysokiego woltażu.
2,5/5

9.0/10

Raczej rzadko w ogóle mi się zdarza pić dwa piwa jednego dnia, a wystawienie dwóch dziesiątek za smak tego samego dnia to już istny cud. Fantastyczne piwo. Wdarło się na ostatnie miejsce blogowego top 10, przebijając między innymi wszystkie piwa ze Schlenkerli, co czyni je najlepszą wędzonką. Czas zacząć traktować de Molena z większą uwagą.

Andechs: Doppelbock Dunkel

No wreszcie przyszedł czas na jakieś piwo, które przywiozłem z opisywanej tu, majowej podróży do Bawarii. Kości wypadły tak, że jest to zarazem najciekawiej zapowiadające się ze wszystkich sześciu. Oj, jak ciekawie - przynajmniej bazując na ocenach ratebeeru. Uwarzone zostało bowiem w browarze klasztoru w Andechs - najlepiej ocenianym browarze w Niemczech - i jest zdecydowanie najlepiej i najczęściej ocenianym piwem z tego browaru. Trudniej już sprawdzić, jak stoi w rankingu piw niemieckich ogółem, ale wiem już, że nie na pierwszym miejscu - wyprzedza je minimalnie przynajmniej koźlak wędzony ze Schlenkerli. Myślę jednak, że byłby w ścisłej czołówce. Oczekiwania są więc nieprzeciętne, oby zostały spełnione.

Informacje ogólne:
Piwo: Doppelbock Dunkel
Kraj: Niemcy
Land: Bawaria
Miasto: Andechs
Browar: Klosterbrauerei Andechs
Produkowane od: brak danych
Styl: koźlak dubeltowy
Alkohol: 7,1%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Ładna, choć dość konserwatywna etykieta spójna z całą serią piw z tego browaru; na frontowej etykiecie ukazany jest klasztor ze swoją charakterystyczną wieżą na szczycie wzgórza, nad którym widnieje napis, głoszący zadziwiająco zabawne jak na zakonników hasło "przyjemność dla ciała i duszy". O piwie nie dowiemy się niestety nic poza stylem i mocą. Jest za to ładny kapsel firmowy (czy też klasztorny).
8,5/10  

Barwa
Przepiękna - wydaje się ciemnobrązowe, ale już pod lekkim światłem okazuje fantastycznie miedziane - w połączeniu z idealną klarownością efekt jest cudowny. 
5/5

Piana
Bardzo obfita, wybitnie gęsta, o ładnej, kremowej barwie, niestety ma spore problemy z trwałością i po paru minutach pozostaje po niej już tylko pierścień. 
3/5

Zapach
Wspaniały festiwal suszonych owoców, zwłaszcza śliwek, jabłek, rodzynek, do tego nieco subtelnego karmelu - piękny, bardzo klasyczny, nieco może za mało powala, by uznać go doskonałym. 
8,5/10
Smak
Uderza pełnią od samego początku, który występuje pod znakiem suszonych śliwek i landrynek, a im dalej, tym smaczniej - na przełyku kondensuje się cała gama doznań koźlakowych - śliwki, karmel, mnóstwo melanoidynowych akcentów, nawet lekka paloność; to wszystko pozostaje obecne na obłędnym finiszu, bardzo długim i bardzo intensywnym; wyśmienite, w zasadzie doskonałe, nie wyobrażam sobie, by koźlak mógł smakować lepiej. 
10/10

Tekstura
Nie mogę się przyczepić, doskonale współpracuje ze smakiem.
5/5

9.0/10

Rzeczywiście nie lepsze od wędzonego koźlaka Schlenkerli - poddało się przy zapachu - ale fantastyczne, jedenasta dziesiątka za smak na blogu i najlepszy "normalny" koźlak, jakiego w życiu piłem - kto wie, czy kiedyś trafię jeszcze na równie wyśmienitego. Jeśli miałem jakiekolwiek wątpliwości, czy jeszcze odwiedzać klasztor w Andechs, to już nie mam najmniejszych. Wspaniałe piwo, wspaniały triumf bawarskiego piwowarstwa.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Meantime: India Pale Ale

O matko, nareszcie. Jeszcze trzy miesiące i minąłby rok, odkąd wypiłem drugie piwo z Meantime Brewery i odkąd z utęsknieniem czekam na spróbowanie trzeciego. Mimo tak ubogich - i już trochę dawnych - doświadczeń z tym londyńskim browarem ciągle ma on bardzo zacne miejsce w mojej pamięci dzięki znakomitym ocenom, trochę pewnie też dzięki niepodrabialnym butelkom i etykietom. Dziś ta butelka będzie trochę inna, bo dużo większa - niestety tego piwa Meantime nie sprzedaje w mniejszych rozmiarach, więc po prostu musiałem sięgnąć po taki kaliber. To drugie w bardzo niedużym odstępie czasu angielskie India Pale Ale - szkockiemu BrewDogowi ten tradycyjny styl wyszedł świetnie, ale mam nadzieję na coś jeszcze lepszego ze strony Anglików.

Informacje ogólne:
Piwo: India Pale Ale
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: Wielki Londyn
Miasto: Londyn
Browar: Meantime Brewing Company
Produkowane od: 2005
Styl: angielskie India Pale Ale
Alkohol: 7,4%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml

Opakowanie
Butelka w dużym formacie traci na pięknym kształcie (choć tu też jest ciekawy) i tej kameralności, ale zyskuje na rozmachu i prawdziwym korku, wobec czego obniżę notę tylko odrobinę. Na kontrze zgrabna, mała lekcja historii i wiedzy o tym konkretnym piwie. Pozostaje zacząć.
9,5/10

Barwa
Bardzo ładna, jasnobursztynowa - nieprzegapialne, mocne zmętnienie nadaje charakteru, ciemności, pełni - blisko wybitności.
4/5

Piana
Monumentalna, choć gęstość nie powala, pięknie za to osiada na szkle i bardzo długo się utrzymuje.
4,5/5

Zapach
Piękny, łagodny, ale gęsty przy tym i wyrazisty - słodkie połączenie konserwatywnego, choć nieco owocowego chmielu z bardzo, ale to bardzo ładną, karmelowo-chlebową słodowością - chmiel mógłby się trochę bardziej dawać we znaki, ale jest wspaniale zbalansowany. 
9/10

Smak
Tu już ciężko narzekać na nieobecność chmielu - odczucie w ustach jest takie jak w zapachu, trochę owocowości chmielu, ale wciąż raczej słodowe, jednak goryczka naprawdę wysoka i to już od pierwszego łyku; rewelacyjna sprawa, piwo jest aż gęste od pełni smaku, smakowitości. Jakieś tam zastrzeżenia można mieć do szlachetności goryczki - nie jest nieapetyczna, ale trochę zbyt mało wyszukana, nawet minimalnie alkoholowa, (z drugiej strony woltaż nie jest mały, a to jedyny moment, kiedy czuć trochę mocy), choć głównie ziołowa - minimalnie zbyt łapczywie łapie za mordę. Bardzo fajny finisz, na którym goryczka łagodnie opada, a daleko pojawiają się nawet nuty miodowe; może ten smak nie będzie mi się śnił po nocach, ale jest pyszne. 
9/10

Tekstura
Jest mankamentem nieco za niskie wysycenie - na przełknięciu atakuje odpowiednio, ale w ustach wydaje się bardzo małe i trochę piwo przez to "mdleje".
3/5

8.0/10

Kolejny przykład, że angielskie IPA może być rewelacyjne i kolejne potwierdzenie wybitności browaru Meantime. Niestety od jakiegoś czasu nie widuję żadnego ich piwa w sklepach, a przynajmniej żadnego innego niż te trzy, które już piłem. Szkoda, wielka szkoda, ale będę czekał - jak się nie doczekam, to spotkamy się w Londynie.

niedziela, 6 lipca 2014

Samuel Smith: Winter Welcome Ale

Kolejne piwo z Samuela Smitha recenzuję z delikatnie powiedziawszy opóźnieniem, bo uwarzone zostało na ubiegłoroczne święta bożonarodzeniowe. Jak już się jednak wielokrotnie przekonywałem, picie witbierów w styczniu czy piw świątecznych w środku lata jest zupełnie w porządku, a szczególnie w porządku, jeśli piwo powstało w tym rewelacyjnym angielskim browarze. Liczę, że pobije świąteczne piwo z Anchor Brewing.

Informacje ogólne:
Piwo: Winter Welcome Ale
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: Yorkshire and the Humber
Miasto: Tadcaster
Browar: Samuel Smith Brewery
Produkowane od: brak danych
Styl: angielskie mocne ale
Alkohol: 6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 550 ml

Opakowanie
Pstrokata, kojarząca mi się znacznie bardziej z jakąś reklamą cyrku niż ze świętami etykieta, acz butelka dalej jest pięknie zdobiona. Obrazek na środku etykiety zmienia się podobno co roku tak samo jak w przypadku Anchor. Z tyłu jak zwykle zadowalający opis piwa.
8/10

Barwa
Wszystkie odcienie bursztynu w połączeniu z niebywale doskonałą klarownością dają efekt bardzo elegancki, świetlisty i piękny.
5/5

Piana
Bardzo obfita, dość gęsta, ładnie oblepia szkło, ale bardzo nie trwała - z potężnej czapy po dziesięciu minutach ostaje się już tylko pierścień. 
3/5

Zapach
Dominują nuty raczej jasnosłodowe przyobleczone w akcenty owocowe, szczególnie jabłkowe, oraz odrobinę  nut karmelowych - jest ładny, ale trochę mało wyjątkowy, ot, trochę słodu i tyle.
7,5/10

Smak
Trochę rozczarowujące, w ustach jeszcze całkiem przyjemne, pełne, słodowe, choć nic ciekawszego nie da się o nim powiedzieć, na przełyku natomiast uderza ewidentna nuta metaliczna, na szczęście w miarę degustacji coraz bardziej odpuszcza. Najlepiej jest zdecydowanie na finiszu, i to głębokim, gdzie wreszcie trochę mocniej zaczynają przemawiać akcenty karmelu i toffi, nawet odrobina chlebowości się pojawia; ostatecznie jest niezłe, ale nic ponadto, w dodatku mało interesujące. 
7/10

Tekstura
Dobre, ale jednak wyraźnie za małe wysycenie.
3,5/5
 
6.0/10

Dziwne. Po piwie świątecznym spodziewałem się czegoś niekonwencjonalnego, wyjątkowego, a dostałem takie dość zwykłe, słodowe, nawet nieco nudne - choć smaczne - piwo. Duży zawód, zdecydowanie najsłabsze, co dał mi Samuel Smith. Bynajmniej nie zamierzam jednak rezygnować z przygód z tym browarem.

piątek, 4 lipca 2014

BrewDog: Old World India Pale Ale

W końcu. Czekam na tę degustację od naprawdę długiego czasu, a odkąd spróbowałem Old World Russian Imperial Stout z tej serii - czekam podwójnie. Przypomnijmy, że BrewDog jeszcze w zeszłym roku uwarzył dwa piwa, którym chciał złożyć hołd historii browarnictwa, odtwarzając historyczny stout imperialny (co wyszło im fenomenalnie) oraz historyczne India Pale Ale. Tym samym uwarzyli piwo w stylu, który nie cieszy się dziś wielkimi łaskami - angielskie IPA. Ja natomiast lubię czasem wypić piwo mocno goryczkowe i chmielowe, ale bez amerykańskich cytrusów i żywic.

Informacje ogólne:
Piwo: Old World India Pale Ale
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Produkowane od: 2013
Styl: angielskie India Pale Ale
Alkohol: 7,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 660 ml

Opakowanie
Etykieta w tym samym stylu co na wspomnianym stoucie, również tutaj swoje nietuzinkowe zdolności i wizje artystyczne zaprezentowała Johanna Basford, znów BrewDog postarał się o zadowalający opis piwa i koncepcji, znów zabrakło firmowego kapsla.
9,5/10
 
Barwa
Bardzo ładny, głęboki bursztyn, zupełnie klarowne, miejscami miedziane prześwity, sympatycznie ulatujący gaz - bardzo dobre wrażenie. 
4/5

Piana
Niesamowita, piekielnie obfita i gęsta, nieustępliwa, świetnie oblepia szkło. 
5/5

Zapach
Całkowicie zdominowany chmielem, bardzo ładny - nuty kwiatowe dzielą się tutaj miejscem po równo z ziołowymi, jest też trochę pikanterii, ale i karmelowej podbudowy słodowej; świeży, intensywny, zdecydowany - kawałek od doskonałości, ale świetny. 
9/10

Smak
W smaku co najmniej równie dobrze - w ustach bardzo dużo ma do powiedzenia słód, który dostarcza przyjemnej słodyczy, ta zaś ładnie komponuje się z ewidentną pomarańczowością, w którą teraz przeszedł chmiel; na finiszu pikantna, przyprawowa, żywiczna nieco nuta znana z zapachu zdobywa sobie bardzo dużą przestrzeń i dominuje już do końca, choć na dalekim finiszu pojawiają się jeszcze nuty typowo ziołowe; pod jej właśnie znakiem występuje goryczka, nie do przegapienia, ale jak na styl na pewno nie powalająca, jakkolwiek wystarcza raczej do skontrowania słodyczy; bardzo smaczne, dalekie od ideału, ale świetnie pijalne mimo niemałej mocy. 
9/10

Tekstura
Strasznym mankamentem jest wysycenie, które jest naprawdę blisko zera; w tym piwie nie jest potrzebne jakieś ogromne, ale potrzebne jest.
1/5

7.5/10

Świetny projekt, choć już IPA nie osiągnęło wybitnego poziomu RISa. Ciężko odżałować marność tej tekstury, bo z dobrą byłoby to piwo wybitne, a tak musi zadowolić się trochę łagodniejszymi przymiotami. BrewDog pokazał jednak jednoznacznie, że można w tym stylu uwarzyć piwo wspaniałe. I po raz kolejny potwierdził swoją wielkość.

Baladin: Isaac

Po dość długim czasie wreszcie zabieram się do recenzji kolejnego piwa z Birrificio Baladin, bodaj najsłynniejszego włoskiego browaru. Po świetnym początku, który wyznaczyło ekskluzywne, bardzo drogie barley wine leżakowane w beczkach po włoskim winie czerwonym, nadeszło lekkie rozczarowanie, gdy przyszło do spróbowania bardziej zwykłego piwa. Dzisiaj wystrzałowo znów nie będzie - po nietradycyjnym APA przychodzi czas na tradycyjnego witbiera - ale liczę na coś dużo lepszego.

Informacje ogólne:
Piwo: Isaac
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Produkowane od: brak danych
Styl: witbier
Alkohol: 5%
Ekstrakt: 12,7%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Piwo w przepięknej, grawerowanej butelce z etykietą spójną z resztą piw browaru. Ładny, firmowy kapsel, informacji o piwie nie za dużo, acz można wywnioskować, że to witibier bez odwiedzania strony internetowej browaru (napis "birra bianca" plus kolendra i skórka pomarańczowa w składzie).
9/10
 
Barwa
Piwo niezbyt ładnie się prezentuje - głębokie złoto byłoby w porządku (choć jak na witbiera zdecydowanie za ciemne), ale zmętnienie jest wprost koszmarne, mnóstwo nieregularnej wielkości kawałeczków osadu wygląda niezbyt estetycznie; sprawę próbuje ratować ładnie ulatujący gaz. 
1/5

Piana
Bardzo nieobfita, cienka, dość szybko na powierzchni pojawiają się już pierwsze dziury, ale ta cienka warstwa utrzymuje się przez trochę czasu. 
2/5

Zapach
Bardzo ładny, dominują nad resztą doznań bardzo świeży aromat skórki pomarańczowej z charakterystyczną, specyficzną, jakby anyżkową słodowością, znaną mi już z poprzedniego piwa Baladin; jest też miejsce na kolendrę, ogólnie bardzo dobrze, choć z nóg nie zwala, intensywnością również. 
8/10

Smak
Jest wybitnie przyjemne w ustach, gdzie od początku atakuje bardzo sympatyczną, lekką goryczką przemieszaną z aromatem skórki pomarańczowej; na przełyku jest już bardzo witbierowo, do cytrusowości dochodzi kolendra; problem jest jedynie na finiszu, na którym nuty witbiera wygasają, goryczka jest nieobecna i skutkiem tego pozostaje już sama słodycz, niczym nie skontrowana, trochę płaska - ogólnie jest jednak bardzo smaczne, orzeźwiające, ale pełne smaku. 
8,5/10

Tekstura
Wysycenie wysokie, odpowiednie do tego stylu, ale minimalnie jednak zbyt gryzące.
4,5/5

7.0/10

Cóż, kolejny witbier, którego przyjemnie się piło, ale do którego na pewno nie będę wracał. Jak dotąd w tej klasyfikacji nie do pobicia jest dwójka gigantów, którą opisywałem już dawno temu - amerykańsko chmielona Viva la Wita i tradycyjne Blanche de Namur. Ten tutaj zajął co prawda trzecie miejsce, ale Baladin musi się znacznie bardziej postarać, żebym rozważył uznanie go jednym z moich ulubionych browarów.

7 Stern: Bamberger Rauchbier

Czas zakończyć przygodę z austriackim 7 Stern Bräu w dobrym stylu po wpadce z hellesem. Jestem niemal pewien dobrego stylu, bo ostatnie piwo, które zrecenzuję, piłem już na miejscu i zasługiwało na ocenę nawet bardzo dobrą. Wersja butelkowa może się oczywiście różnić, ale w browarze restauracyjnym chyba raczej ciężko o jakieś olbrzymie różnice. Było już piwo zainspirowane Pragą, teraz czas na Bamberg i wędzonkę. Austriacy nie określili stylu dokładnie - uwarzyli piwo po prostu wędzone, a nie wędzoną wersję innego stylu.

Informacje ogólne:
Piwo: Bamberger Rauchbier
Kraj: Austria
Land: Wiedeń
Miasto: Wiedeń
Browar: 7 Stern Bräu
Produkowane od: brak danych
Styl: rauchbier
Alkohol: 5,1%
Ekstrakt: 13,5%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Etykieta w tym samym stylu co na praskim ciemniaku, przedstawiająca jeden z bardziej reprezentatywnych zabytków bamberskich, stary ratusz, który tak niedawno podziwiałem z odległości paru metrów. 
7/10


Barwa
Świetna, ciemnobrunatna barwa, oferująca pod mocnym naświetleniem piękną paletę jasnobrązowych przebłysków - początkowo zaś wydaje się zupełnie czarne. 
4/5

Piana
Bardzo nieobfita, za to w miarę gęsta i ładnie beżowa, nie utrzymuje się za długo w całości, ale to, co pozostaje, już nie znika. 
2,5/5
Zapach
Całkowicie opanowany przez rewelacyjną wędzonkę, trochę przypominającą mocno wędzoną szynkę, a trochę po prostu dym z ogniska, spalane nie do końca wysuszone gałęzie. Jest do tego stopnia bezpośrednia i bezkompromisowa, że wchodzą nawet delikatne akcenty asfaltowe; wspaniały, agresywny, ale szalenie przyjemny.
9,5/10

Smak
Również fantastycznie, w dalszym ciągu mocno pracująca wędzonka napotyka na bardzo dobrą, słodową, słodką kontrę; szkoda jedynie, że owa słodycz sama już na kontrę w postaci choćby najmniejszej goryczki nie napotyka, przez co piwo nabiera swojej jedynej wady - za wysokiej słodyczy skutkującej minimalną mdłością. Mimo niej ciężko się nim nie zachwycić, zwłaszcza bardzo mocno wędzonym finiszem. 
8,5/10

Tekstura
Kolejny mankament - niskie wysycenie, które potęguje mankament obecny w smaku; ogólnie jest tylko trochę mniejsze niż przeciętne, ale to piwo potrzebuje podkręconego gazu.
1/5

7.5/10

Bezsprzecznie najlepsze piwo spośród czterech, jakie miałem okazję spróbować z tego browaru. Gdyby nie zostało zdradzone przez parametry poboczne, mogłoby śmiało rywalizować z wędzonym marcowym ze Schlenkerli, a to już naprawdę coś! Śmiało największym mankamentem piw z 7 Stern można nazwać bardzo skąpym chmieleniem - we wszystkich piwach brakowało goryczki, nawet tych, które potrzebują jej jeno szczyptę. Niemniej jednak rauchbier ów to bardzo pozytywne zakończenie przygody z Siedmioma Gwiazdami. Mimo że nie jest to browar wybitny, a jego piwa dostępne są kilkaset kilometrów stąd, myślę, że jeszcze kiedyś się spotkamy - do Wiednia na pewno kiedyś wrócę, a wówczas raczej sobie nie podaruję wizyty w restauracji tego browaru, co pewnie poskutkuje wzięciem na wynos innych piw. Ale to raczej najprędzej za parę lat.

środa, 2 lipca 2014

7 Stern: Wiener Helles

Wśród piw zakupionych w 7 Stern nie mogło zabraknąć tego jedynego spośród siedmiu, które piwowarzy w jakiś sposób powiązali z Wiedniem, nazywając je "jasnym wiedeńskim", nawet jeśli ciężko tu mówić o stylu innym niż monachijski helles. To gatunek jasnego lagera, jakiego jeszcze na moim blogu nie było, życzę sobie przeto smacznej inicjacji.

Informacje ogólne:
Piwo: Wiener Helles
Kraj: Austria
Land: Wiedeń
Miasto: Wiedeń
Browar: 7 Stern Bräu
Produkowane od: brak danych
Styl: monachijski helles
Alkohol: 4,7%
Ekstrakt: 11,8%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Spójne z pozostałymi piwami browaru opakowanie, czyli nic specjalnego, ale jak na browar restauracyjny całkiem zacnie. Tym razem etykieta nie przedstawia żadnego budynku wiedeńskiego, a szkoda, bo jest co przedstawiać.
6,5/10


Barwa
Bardzo jasne, jasnozłote wpadające w słomkowe; byłoby ładniejsze przy idealnej klarowności, niestety jest minimalnie zmętnione, co czyni je dość mdłym, nudnym. 
2/5

Piana 
Obfita i wprost wybitnie gęsta, bardzo długo utrzymuje się w całości.
4,5/5

Zapach
Łagodny, niezbyt intensywny, w całości poświęcony słodowi - ani szczególnie piękny, ani ciekawy, bardzo jednowymiarowy; nie jest nieprzyjemny, ale do cna nudny. 
3,5/10

Smak
Co nieco lepiej - jest co prawda bardzo łagodne, ale nie można powiedzieć, że puste; dalej całkowicie dominuje słód, ale jest już nieco bardziej wyrazisty niż w zapachu, a na niemal bezgoryczkowym co prawda finiszu pojawia się odrobina chmielowości; niemniej jednak ponad przeciętność nie jest w stanie się wychylić.
5/10

Tekstura
Przydałoby się zdecydowanie wyższe wysycenie, ale nie jest źle.
3/5

4.0/10

Spore rozczarowanie. Zaczęło się jeszcze jako tako, ale już po paru łykach zrobiło się marnie. Cóż, po prostu piwo przeciętne, jako napitek mający ugasić pragnienie po obfitym obiedzie w 7 Stern by uszło, niewarte jednak zawracania sobie głowy jeśli chodzi o poszukiwanie wrażeń smakowych.