czwartek, 15 stycznia 2015

Alaskan Brewing: Smoked Porter

Nie piłem chyba jeszcze piwa uwarzonego w tak egzotycznym miejscu jak Alaska, ale to nie egzotyka pochodzenia będzie dzisiaj głównym bohaterem, a ogromna renoma degustowanego piwa. Wędzony porter z Alaskan Brewing Company to w Stanach piwo pionierskie, które wkraczając na rynek w 1988 utorowało w tym kraju drogę piwom wędzonym. Poza doniosłą rolą w historii jest też bardzo cenionym i pożądanym trunkiem. Warzony jest tylko raz do roku, pierwszego listopada, a każda butelka posiada podany rocznik - ja trafiłem na 2012 (chodzi za mną ten 2012 jak szalony, już trzecie piwo z tego roku w krótkim odstępie czasu pojawia się na blogu). Mam co do tego trochę wątpliwości, bo piwo mocne specjalnie nie jest - 6,5% - ale browar zapewnia, że doskonale nadaje się do leżakowania i podaje bardzo, ale to bardzo odległą datę ważności, no to niech będzie.

Informacje ogólne:
Piwo: Smoked Porter
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Alaska
Miasto: Juneau
Browar: Alaskan Brewing Company
Styl: porter wędzony
Alkohol: 6,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 650 ml
Warka: do 26.12.2026
Cena: 42,50 zł (32,69 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Etykieta może nie jest mistrzostwem świata, ale bardzo klimatyczna (jak można nie kochać reniferów?), w kolorystyce przywodzącej mi na myśl ognisko albo przynajmniej kominek. Fajny kapsel firmowy z misiem polarnym.
8,5/10

Barwa
Czarne, acz pod bardzo mocnym światłem jakiś rubinowy błysk się pojawia - mógłby być trochę bardziej wyraźny, w końcu to porter. 
4,5/

Piana
Cudna, brudnokremowa, obfita i wspaniale gęsta, pięknie oblepia szkło, trochę zawodzi, jeśli chodzi o trwałość. 
4/5

Zapach
Od początku napiera intensywna, bardzo szlachetna wędzonka, bardzo drzewna i bardzo słona, prowadzi to do skojarzeń nawet nie z szynką czy rybą, ale wręcz wodą morską - tak, naprawdę można odnieść wrażenie, że ona maczała w tym piwie palce; w tle pałętają się tam gdzieś bardziej porterowe nuty, przez moment czułem nawet wiśnie, ale są odrobinkę zanadto schowane - wspaniały, nęcący aromat, cudownie wyrazista wędzonka. 
9,5/10

Smak 
Tu proporcje się poprawiają, w dalszym ciągu nuty dymne są bardzo intensywne, ale przemawia ciemny słód - nuty palone i czekoladowe idealnie komponują się z dymnością, a na wczesnym finiszu spora goryczka wplata się w tę ewidentną słoność, co czyni go dość agresywnym, ale niezwykle przyjemnym i ciekawym; finisz jest długi i wspaniale się wycisza z całkowitej wytrawności w stronę nieco słodszych klimatów; cudowne piwo, wyrazistością podchodzące pod przynajmniej dziesięć procent alkoholu, coś niesamowitego i co najlepsze rośnie z każdym łykiem - jedno z najlepszych, jakie piłem w życiu. 
10/10

Tekstura
Początkowo idealna, trochę za szybko spada wysycenie.
4,5/5

9.5/10

Prawdziwie wyjątkowe piwo. Genialne. Zarówno w klasyfikacji ogólnej, jak i tylko pod względem zapachu, smaku i tekstury znalazło się gdzieś na przełomie pierwszej i drugiej dziesiątki piw mojego życia. I faktycznie bez wątpienia nadaje się do leżakowania, chociaż czy do aż tak długiego? Nie wiem, ale jeśli uda mi się zdobyć drugą butelkę, nie omieszkam sprawdzić. A raczej spróbować sprawdzić, ciężko będzie wytrzymać z tym piwem kilkanaście lat. Swoją drogą mocno przypomniało mi legendarnego koźlaka wędzonego ze Schlenkerli - odrobinę mu ustępuje, ale również jest genialnym piwem wędzonym.

 



_________________________________________________________________________________
 
 
 
 
Powtórka 23.11.2017 r., rocznik 2013

Czarne, z bardzo dobrą pianą. Cudowny aromat ogniska, suszonych liści, wędzonej szynki, i jeszcze pięć razy ogniska, palącego się drewna, popiołu. W tle suszone śliwki, czekolada, piękno. W smaku jest bardzo podobnie, może trochę mocniej dochodzi do głosu słodowość i suszone owoce. Cudowne, jest niesamowicie wyraziste, ale też smakowite. Piękna walka słodyczy z goryczką i słonością. Wspaniałe piwo, wcale nieznacznie je przeceniłem.
 
 
 
 
 
 
 
 


9.0/10

sobota, 10 stycznia 2015

Trappist Achel Bruin 8%

Czwarte z rzędu i zapewne ostatnie na dłuższy czas (bo innych chyba nigdy w żadnym polskim sklepie nie widziałem) piwo trapistów z najmniejszego browaru tych najsłynniejszych zakonników piwnego świata - z Achel, położonego niemal na granicy z Holandią. Przybytek tak mały, że według danych sprzed dziesięciu lat miał produkcję prawie trzydziestokrotnie mniejszą od Chimay. Niszowy charakter (jak na znane na całym świecie piwo) podkręca ascetyczna strona internetowa klasztoru, na której dowiemy się o niemożliwości zwiedzenia browaru. W Achel produkuje się sześć różnych piw, ale w miarę szeroko dostępne są tylko trzy, pozostałe da się dostać chyba tylko na miejscu. Te trzy to Achel Bruin, Achel Blond (po 8% alkoholu) i Achel Extra Bruin (9,5%). Dorwałem to pierwsze, czyli najprawdopodobniej trochę mocny dubbel.

Informacje ogólne:
Piwo: Trappist Achel Bruin 8%
Kraj: Belgia
Prowincja: Limburgia
Miasto: Hamont-Achel
Browar: Brouwerij der Trappistenabdij De Achelse Kluis
Styl: dubbel
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 22.04.2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Achel ma zdecydowanie najmniej efektowne etykiety ze wszystkich trapistów, ale też ładne i gustowne. Gorzej, że wszystkie są w sumie identyczne, nawet kolorem się nie różnią. Trochę zawiódł mnie goły kapsel. Tak bardzo cenię sobie piwa trapistów, że póki co do każdego (a Achel będzie już szóstym klasztorem) dobierałem firmowe szkło - szkła do Achela, niestety, nie udało mi się wyhaczyć.
7,5/10

Barwa
Wspaniale mieni się odcieniami jasnego, normalnego i ciemnego brązu, pod mocnym światłem również trochę błysków rubinowych - piękne. 
5/5

Piana
Bardzo obfita, można mieć natomiast zastrzeżenia co do gęstości, równomierności - dość szybko też pojawiają się pierwsze, nieznaczne co prawda braki na tafli - za to ładnie oblepia szkło. 
3,5/5

Zapach
Dość łagodnie i słodko, karmelowo, trochę waniliowo i mocno czekoladowo, przy czym mowa o czekoladzie mlecznej; ładna, bardzo przyjemna kompozycja, rozwija się z czasem, ale jednak nie jest jakaś wybitna. 
8/10
Smak
W smaku lepiej, bardziej wyraziście, dalej jest dość słodko, karmelowo-czekoladowo, ale dochodzi do tego belgijska, charakterna drożdżowość i całkiem niezła, chmielowa goryczka, co czyni kompozycję świetną bardzo zręcznie domkniętą, jakkolwiek nie jest to piwo zwalające z nóg.
8,5/10

Tekstura
Trochę za mocny gaz.
3,5/5

7.5/10 

Zawód, zawód. Bardzo dobre piwo, bardzo dobry dubbel, ale od trapistów oczekuje się dużo więcej. Smakowo nawet na poziomie Chimay czy La Trappe, ale bardzo ustąpił zapachem. No cóż, pozostaje mi liczyć, że pozostałe dwa piwa będą dużo lepsze, w przeciwnym razie Achel będzie outsiderem wśród trapistów. Jak mówiłem, to niestety prawdopodobnie ostatnie na dłuższy czas piwo trapistów na blogu, innych Acheli nie widziałem, a z Westvleteren nie będę się chyba spieszył, poczekam, aż osobiście zawitam do Belgii.

czwartek, 8 stycznia 2015

Westmalle Trappist Tripel

Drugie piwo od trapistów z Westmalle, tripel, ma również bardzo wysoką pozycję w rankingu swojej klasy, choć już nie aż tak jak dubbel - z browarów trapistów jednak najwyższą (na ratebeerze). Dopiero teraz zauważyłem, że mój ukochany Tripel Karmeliet z Bosteels wygrywa ranking tripli - i faktycznie, ciężko go będzie przebić, ale wersje Chimay i La Trappe nie są jakimiś genialnymi piwami i liczę, że Westmalle z nimi wygra. Będzie to zdecydowanie najmocniejszy tradycyjny tripel ze wszystkich dotychczasowych, jakie piłem. Trochę się tego boję, już znacznie słabszy dubbel miał minimalne problemy z alkoholem.

Informacje ogólne:
Piwo: Westmalle Trappist Tripel
Kraj: Belgia
Prowincja: Antwerpia
Miasto: Malle
Browar: Brouwerij der Trapisten van Westmalle
Styl: tripel
Alkohol: 9,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 03.03.2016
Cena: brak danych

Opakowanie
Etykieta to inne barwy tego samego, co na dubblu. Z kapslem włącznie. Trochę słabiej wypada w tej kolorystyce.
8/10

 

Barwa
Piękna, złota, do tego charakterystyczny, drożdżowy osad - w triplach jakoś wyjątkowo dobrze się to komponuje. 
4,5/5

Piana
Cudowna, śnieżnobiała, doskonale obfita i gęsta, pięknie oblepia szkło. 
5/5

Zapach
Zwala z nóg swoją intensywnością, jest kwintesencją belgijskiej drożdżowości, która wybucha w nozdrzach mocą przeróżnych przypraw i orzeźwiających cytrusów - jest jednocześnie mocarny, jak i rześki, wspaniały, nie można się w nim nie zakochać. 
10/10


Smak
W ustach czuć już, że mamy do czynienia z piwem bardzo mocnym, ale nie przez nuty alkoholowe, które są świetnie ukryte, a ogólną intensywność, gęstość wręcz doznań smakowych. Tu już nie tak rześkie, choć cytrusy (a przede wszystkim skórka pomarańczowa) i przyprawy pokroju kolendry są obecne, robi się przyjemnie ciężkie, niezwykle potężne, na przełyku wręcz pikantne, szczypiące w język, finisz mocno wytrawny. Intensywność wrażeń jest wspaniała, ale doskonałości nie stwierdzam i to chyba przez nieco nadmierną ciężkość. 
9,5/10

Tekstura
Największym mankamentem jest przyzwoite, ale za wysokie wyraźnie wysycenie, które tę ciężkość podbija.
3/5

9.0/10

Tripel Karmeliet podtrzymał swą supremację, ale było naprawdę blisko. Wspaniałe, majestatyczne piwo, które w klasyfikacji ogólnej spośród piw trapistów przegrało tylko z Chimay Bleue i - minimalnie - Rochefort 10. Moim zdaniem dużo bardziej godne uwagi niż dubbel z tego browaru. Szkoda, że to już koniec ogólnodostępnej oferty Westmalle - jest jeszcze Westmalle Extra, lekkie piwo dla mnichów, ale nie wiem, czy można je dostać w Polsce, ja nigdy nie widziałem.
 




_________________________________________________________________________________
 
 
 
Powtórka 29.08.2017 r., warka do 13.06.2019 r.

Piękne, mocno zmętnione złoto i genialna piana. Intensywny, bardzo fenolowy, drożdżowy aromat z ładnymi wstawkami cytrusów - potężny, ale nie zatracił typowej dla tripli świeżości i rześkości, piękny. Smak podobnie jak aromat jest potężny i długo się ciągnie, stanowi kwintesencję tripla w swoim połączeniu potężnego ciała słodowego z ogólnie dość wytrawnym charakterem. Alkoholowość jest nieco przesadna, ale nie ordynarna. Po latach stwierdzam, że to on, nie Tripel Karmeliet, jest triplem najlepszym - jest po prostu głębszy. I tak sobie myślę, że to może być najlepsze jasne (takie jasne-jasne) piwo powyżej 9% alkoholu, jakie istnieje... mega szlachetne.
 
 

9.0/10

wtorek, 6 stycznia 2015

Westmalle Trappist Dubbel

Po Chimay, La Trappe, Orvalu i Rochefort czas na piątą markę piwa trapistów na blogu, Westmalle. To jeden z największych browarów trapistów, ja zaś nie mogę sobie przypomnieć, czy kiedyś ich piwa próbowałem. Jeśli nie, to jest to spory brak w doświadczeniach i czas najwyższy go uzupełnić. Westmalle warzy dwa główne rodzaje piwa, dubbla i tripla. Na początek ten pierwszy. W rankingu dubbli ratebeer.com jest to drugie najlepsze piwo w tym stylu na świecie, w dodatku bardzo blisko pierwszego miejsca!

Informacje ogólne:
Piwo: Westmalle Trappist Dubbel
Kraj: Belgia
Prowincja: Antwerpia
Miasto: Malle
Browar: Brouwerij der Trapisten van Westmalle
Styl: dubbel
Alkohol: 7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 04.11.2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Oryginalna, ładna butelka z pogrubionym pierścieniem na szyjce, na nim zaś wygrawerowane "trapistenbier". Etykieta graficznie dość prosta, acz elegancka, tylko jej kształt jest raczej niespotykany i czyni piwo rozpoznawalnym. Na kontrze opis piwa, jak zwykle u trapistów ładny, dedykowany kapsel. Nie jest to aż tak ładne opakowanie jak w przypadku Chimay, La Trappe czy Rochefort, ale też na bardzo wysokim poziomie.
9/10

Barwa
Majestatyczny, ciemny brąz z subtelnymi, rubinowymi przebłyskami - dość znaczne zmętnienie, pływa w nim mnóstwo białych kawałeczków drożdży, które kontrastują z barwą, odrobinę psują bardzo dobry efekt wizualny. 
4/5

Piana
Obfita, cudownie gęsta, wspaniale osiadająca na szkle, utrzymuje się do samego końca na całej powierzchni.
5/5

Zapach
Przede wszystkim ciężkie, ciemne owoce w czekoladzie podlanej likierem - wiśnie, śliwki suszone, figi - bardzo ładny, dostojny, rozwijający się z czasem zapach, może odrobinę za ciężki. 
8,5/10

Smak
Tu następuje intensyfikacja i tak już mocnych nut z zapachu - większą rolę otrzymuje ciemna czekolada, wkracza też charakterystyczna belgijska drożdżowość i bardzo szlachetne (choć wciąż jak na mój gust nieco za mocne) nuty alkoholu; intensywny, nachalny wręcz finisz, rozpoczynający się od znaczącej goryczki, powoli powracający w kierunku czekolady, owoców, może karmelu - piękne piwo, ale nie genialne. 
9/10

Tekstura
Trochę za duże wysycenie, ale na dobrym poziomie, raczej pasuje do smaku.
3,5/5

8.0/10

To znakomite piwo nie będzie dla mnie jednak królem dubbli. Smakowo faktycznie przebija Chimay i La Trappe, ale sporo traci na aromacie. Ogólnie mniej więcej na tym samym poziomie, polecam zapoznać się ze wszystkimi. Może Achel je przebije, a już na pewno będę tego oczekiwał od Westvleteren.

niedziela, 4 stycznia 2015

Trappistes Rochefort 6

Nowy rok rozpocznę od małego rajdu po piwach trapistów, które wciąż mają przede mną jeszcze sporo tajemnic. Na początek powracam do Rochefort - udało mi się dorwać to trzecie, dużo mniej popularne (bodajże 1% produkcji) i mniej uznawane piwo pod numerem 6. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że jest to dubbel, choć wiele źródeł jakoś nie chce zakwalifikować tak tego piwa. Spory już czas temu recenzowałem dubble z Chimay i La Trappe - oba niezwykle zacne, Chimay trochę lepszy. Liczę, że dubbel z Rochefort nie będzie odstawał, choć jest od tych dwóch znacznie mniej znany.

Informacje ogólne:
Piwo: Trappistes Rochefort 6
Kraj: Belgia
Prowincja: Namur
Miasto: Rochefort
Browar: Brasserie de Rochefort
Styl: dubbel
Alkohol: 7,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 13.06.2018
Cena: brak danych

Opakowanie
Oczywiście etykieta wpisuje się w styl pozostałych dwóch, tu kolor czerwony i trzeci już kapsel dołącza do mojej kolekcji.
9/10  

 

Barwa
Kolor jasnobrązowy, ale pod mocnym światłem znacznie się rozjaśnia, nawet do nie za ciemnego bursztynu - ładne, trochę pogarsza sprawę latający gdzieś tam osad. 
3,5/5

Piana
Bardzo obfita, dość gęsta, z trwałością jest średnio, utrzymuje dość długo sporą ilość na powierzchni, konsekwentnie jednak redukuje się do samego pierścienia. 
3,5/5

Zapach
Intensywny, dość słodki aromat, słodowo-owocowo-zbożowy, trochę ziemistości, zdaje się wyjątkowo świeży, ale jest odrobinę płytki - przyjemny, ale nie ekscytuje, rozwija się natomiast nieco z czasem.
7,5/10
Smak
Troszkę lepiej, tu nabiera ciała, jest nieco mlecznej czekolady, acz sielankowa słodycz w ustach prowadzi do ostrego, przyprawowego, nieco pikantnego zakończenia - bardzo dobre piwo, jednak jak na trapistów zupełnie szału nie robi, za mało skomplikowane. 
7,5/10

Tekstura
Dość istotnie przesycone.
2/5

6.5/10

O, ale rozczarowanie. Wybitnie cienka rzecz jak na trapistów, najsłabsze zresztą piwo z tego "sektora", jakie piłem. Bez startu do dubbli Chimay i La Trappe. Mogę już chyba ostatecznie stwierdzić wyższość Chimay nad Rochefort, którą widzę też w różnorodności piw tego pierwszego klasztoru - wszystkie trzy piwa Rochefort są do siebie w pewien sposób bardzo podobne, jakbyśmy pili trzy wersje tego samego trunku (tym dziwniejsze, że 6 tak odstaje od 8 i 10).

środa, 31 grudnia 2014

Mikkeller (De Proef): Fra Til Via 2012

Czterysta! Udało mi się na tyle przyspieszyć, że osiągam swój cel i ostatnie piwo, jakie wypiję i zrecenzuję w roku 2014 jest jednocześnie czterechsetnym na blogu. Jubileusz nie jest jakiś specjalnie okrągły - powinienem bardziej żyć myślą o osiągnięciu połowy tysiąca - nie będę się więc specjalnie rozgadywał. Powiem tylko, że był to piękny rok, w którym fakt rewolucji piwnej w Polsce został ostatecznie przypieczętowany wysypem nowych rzemieślników tak obfitym, że wszyscy poza tymi najbardziej wytrwałymi zaczęli wpadać w dezorientację. Równy zasyp przeżyły sklepy specjalistyczne - dodając do polskich wyrobów jeszcze natłok zagranicznych nie da się nie postradać zmysłów, przy każdej wizycie w sklepie mam ochotę wziąć ze sobą do domu z pięćdziesiąt pozycji. Mówi się jednocześnie o zadyszce tych, którzy byli hegemonami przed 2014 - Pinty i AleBrowaru. Co do Pinty mam mieszane odczucia, nie był to tak dobry jej rok jak poprzedni, fakt, ale nie mówiłbym o zadyszce, raczej o celowym zwolnieniu biegu, co pozwoliło zwrócić uwagę na nieco mniej efektowne style; co innego AleBrowar, przychylam się do tych sądów. Jest ciekawie, a będzie jeszcze ciekawiej.

Podtrzymuję tradycję degustowania piw specjalnych na okrągłe setki. Tym razem piwo z Mikkellera, ratebeer uznaje je za porter, na etykiecie zaś określone jako świąteczne ale z przyprawami starzone w beczkach po koniaku, na stronie Mikkellera można dokopać się do określenia go porterem świątecznym. Szczególnie interesujące są dla mnie te beczki - starzenie w beczkach po winie i whisky jest bardzo popularne, spotkałem się też już z rumem, póki co natomiast nie piłem piwa leżakowanego w beczkach po żadnej brandy, a więc i po żadnym koniaku. Rocznik 2012, jak już ostatnio wspominałem, bliski mojemu sercu czas. Piwo nie jest wcale takie mocne jak na starzone w beczkach po alkoholu, na pewno swoje zmiany przeszło w tej butelce przez dwa lata.

Informacje ogólne:
Piwo: Fra Til Via 2012
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: porter przyprawowy (cognac BA)
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 21.03.2018
Cena: brak danych

Opakowanie
Pomysłowa etykieta, którą można zaadresować i komuś wręczyć. Wizualnie może nie powala, ale już z eleganckim sreberkiem na szyjce komponuje się bardzo ładnie. Niestety przyprawy nie są na kontrze wymienione konkretnie, chociaż ma to swoje plusy, doszukiwanie się ich w smaku i aromacie to dobra zabawa.
8,5/10

Barwa
Czarne, nieprzenikliwie, idealne.
5/5

Piana
Imponująca, poza cudownym, ciemnym kolorem urzeka obfitością, gęstością i trwałością niespotykanymi przeze mnie wcześniej w piwach starzonych w beczkach; jakby tego było mało, tworzy piękną mozaikę na szkle, nie mówiąc o kształtach, jakie się wytwarzają - cudna. 
5/5

Zapach
Synteza typowych, stoutowych lub porterowych nut palonych z natłokiem intensywnych przypraw - wyczuwam cynamon, skórkę pomarańczową, chyba gałkę muszkatołową i imbir, ogólnie są to przyprawy takie ciastowe, piernikowe, korzenne, nie ziołowe, chociaż chyba jest też ziele angielskie - tak, korzenne to najlepsze słowo; przeważają nad ciemnym słodem, ogólnie aromat niesamowity. 
9/10
Smak
Zapach okazuje się zdradliwie niewinny i przyjazny, w smaku piwo jest mocarne, bardzo intensywne, ciemny słód wraz z mocną dawką chmielu (zaskakująco spora goryczka) spycha przyprawy na tło i tworzy niesamowicie dopracowane piwo, niezwykle dostojne, szczególnie uwiódł mnie długi i intensywny, palono-goryczkowy finisz. 
9,5/10

Tekstura
Przyjemnie gęste, wysycenie trochę za duże, ale na dobrym poziomie.
4/5

8.5/10

Ostateczne piwo świąteczne? Pewnie są lepsze, ale ja lepszych nie piłem. Wspaniały trunek, kolejny dowód na wielkość Mikkellera. Jest to też piwo niesztampowe, ciężko je jakoś sklasyfikować. "Porter świąteczny" wydaje się dość dobrym określeniem, acz to raczej tworzenie nowej klasy.

Szczęśliwego Nowego Roku! Oby okazał się lepszy od wszystkich poprzednich, ale gorszy od wszystkich następnych.

Buxton: Far Skyline

Na sam koniec roku udało mi się wreszcie przeprowadzić degustację jednego z bardzo już nielicznych stylów piwa, który jeszcze się tu nie pojawił (poza oczywiście stylami hybrydowymi, neostylami, pseudostylami i tak dalej, które można poszerzać w nieskończoność). Obok koźlaka lodowego i różnych stylów szkockich to zresztą chyba jedyny taki. A jest nim berliner weisse, styl do niedawna odrobinę wzgardzany, ostatnio na fali popularności kwaśności odżywający, czego dowodem jest choćby to, że uwarzył je angielski browar rzemieślniczy. Nie piłem czystego (znaczy, bez soku) berlinera chyba już z trzy i pół roku. Wówczas dziwiłem się, jak ktokolwiek może coś takiego pić (jednocześnie zachwycałem się wersjami smakowymi Berliner Kindl - do dziś uważam, że są lepsze od najlepszej oranżady i w ogóle jakichkolwiek słodkich, bezalkoholowych napojów - mogłyby być dostępne w każdym punkcie gastronomicznym świata). Obecnie, mając na plecach konkretny bagaż doświadczeń z lambikami, domyślam się, że jednak można to pić i to z ogromną przyjemnością. Jednocześnie wreszcie powracam do Buxton, kandydata na jeden z moich najulubieńszych browarów. Nie będzie to też takie klasyczne berliner weisse, bo chmielone na zimno, nazwę je więc amerykańskim.

Informacje ogólne:
Piwo: Far Skyline
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: East Midlands
Miasto: Buxton
Browar: Buxton Brewery
Styl: nowofalowe berliner weisse
Alkohol: 4,9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 29.02.2015
Cena: brak danych

Opakowanie  
Typowa etykieta z Buxton: bardzo ładna, nierozgadana, ale udzielająca konkretnych informacji o profilu piwa. Goły kapsel. 
8,5/10


 
Barwa
Jasnozłote, niemal słomkowe, dzięki doskonałemu poziomowi zmętnienia i sympatycznie ulatującemu gazowi prezentuje się całkiem ładnie. 
4/5

Piana
Nalewa się bardzo cienka, prawie żadna, i znika w ciągu kilkudziesięciu sekund do bardzo cienkiego pierścienia - tragedia. 
0,5/5

Zapach
Niesamowicie udany, świetne i interesujące zarazem połączenie cytrusowego, aromatycznego chmielu z mocną kwaskowatością - efekt jest taki, że pachnie niemal identycznie jak biały grejpfrut i tylko doświadczenie pomaga mi wyśledzić subtelne sygnały, że to jednak chmiel - aromat naprawdę wybitny, czegoś tak orzeźwiającego nie wąchałem od dawna, chyba najbardziej grejpfrutowy zapach piwa, jaki spotkałem.
9,5/10

Smak
W smaku nie jest aż tak zachwycające, ale również świetne - tu już amerykański chmiel odchodzi na dalszy plan, dominuje kwaśność i cierpkość, oba nieprzesadzone, ale przez mało intensywną podbudowę słodową mocno dające się we znaki. Chmiel powraca na finiszu w postaci nieco kwiatowej (kwaśność nie jest długa, obowiązuje głównie w ustach, finisz to bardziej grejpfrutowa cierpkość) - pyszne, niezwykle pijalne. 
8,5/10

Tekstura
Wysycenie bardzo mocne, trochę za mocne nawet jak na kwaskowate i owocowe piwo.
3,5/5

8.0/10

Świetne piwo, totalnie mnie rozwaliło. Zdaje się, że w życiu nie piłem nic równie orzeźwiającego - wszelkie witbiery i grodziskie się chowają. Połączenie autentycznej kwaśności i aromatu amerykańskiego chmielu dało najbardziej autentyczny efekt grejpfruta w piwie, z jakim się spotkałem, mimo że piłem już tak wiele amerykańskich IPA. Pogratulować browarowi znakomitego pomysłu na piwo, szkoda tylko, że piany zabrakło. Buxton zdobywa mnie póki co każdym kolejnym piwem coraz bardziej.

wtorek, 30 grudnia 2014

Brewmeister: Black Hawk

Długo czekałem na to piwo, ale bynajmniej nie przez jego popularność, spodziewaną wybitność, sławę browaru, egzotykę - nic z tych rzeczy. Chodzi o to, że zrecenzowałem już ponad pięćdziesiąt piw ze Szkocji i wszystkie z tego samego browaru, oczywiście z BrewDoga, co czyni ten kraj najbardziej popularnym na moim blogu po Polsce. Ta niezwykła dysproporcja pomiędzy liczbą piw a liczbą browarów szkockich nie dawała mi spać i w końcu rzucić się musiałem na piwo z jakiegokolwiek innego szkockiego browaru. Niestety od jakiegoś czasu nie widzę na półkach niczego z Belhaven - Scottish Ale z tego browaru było jednym z pierwszych (dokładnie chyba ósmym) nieeurolagerowych piw, jakie w życiu wypiłem - spory więc sentyment i na nie polowałem, ale muszę się zadowolić browarem rewolucyjnym o niemiecko brzmiącej nazwie Brewmeister. Nie jestem zbyt entuzjastycznie nastawiony, zdają mi się ci panowie takimi niezbyt udanymi naśladowcami BrewDoga, nastawionymi podobnie jak BD na kontrowersję (słyną głównie z najmocniejszego piwa na świecie), ale - sądząc po ocenach na ratebeer.com - poza tą kontrowersją nie mający za dużo ciekawego do zaprezentowania. Ale oceny ocenami, ja muszę wystawić własną. Na początek i miejmy nadzieję nie na koniec - stout z kawą.

Informacje ogólne:
Piwo: Clown King
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Moray
Miasto: Keith
Browar: Brewmeister
Styl: stout kawowy
Alkohol: 5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 28.02.2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Etykiety wydają mi się średnio udanym naśladownictwem BrewDoga właśnie. Złe nie są, ale jakieś trochę bezpłciowe. Goły kapsel. Opis piwa nieco bez polotu, dowiemy się z niego, że do piwa dodano kawy i czekolady. Piwo bezsensownie określone jako "post-modern dunkel", bo według opisu na stronie internetowej jest to po prostu stout.
6,5/10
 
Barwa
Wybitnie jasne jak na stout - w ogóle nie ma mowy o czerni, bez światła mamy brąz, ze światłem przechodzi nawet w miedziane - wygląda nieźle, ale niezgodność opisu, a zwłaszcza nazwy z rzeczywistością dość rażąca. 
2/5

Piana
Bardzo obfita i bardzo gęsta, pięknie oblepiająca szkło i opętańczo trwała - doskonała. 
5/5

Zapach
Połączenie ciastowych, karmelowych, może minimalnie palonych nut z lekką dawką owocowości (jakby dżem truskawkowy); przede wszystkim jednak biszkopt, biszkopt i biszkopt, do tego odrobina gumy, nie jest to aromat nieprzyjemny, ale dość niewyszukany. 
5/10
Smak
Tu po raz pierwszy zaczyna przypominać stout, jest trochę więcej nut palonych, poza tym przyjemne akcenty chlebowe, czekoladowe, korzenne, trochę za wysoka kwaskowatosć - nie jest źle, pije się zdecydowanie z przyjemnością, ale jest to piwo raczej przeciętne niż dobre, niemniej smakuje całkiem w porządku, szczególnie godny uwagi jest dość długi finisz, który łączy czekoladową słodycz z chmielową goryczką. 
6/10

Tekstura
Doskonała piana znajduje uzasadnienie w teksturze - wysycenie jest koszmarne, nieznośne, nie pozwala normalnie pić piwa i drastycznie działa na pijalność, na szczęście trochę spada z czasem.
0,5/5

4.5/10

No, to ja wracam do BrewDoga. Marne piwo, nie jest może złe, ale bardzo nieciekawe, jakby totalnie niedopracowane no i jedno z najgorszych identyfikujących się jako rzemieślnicze, jakie piłem w życiu. Nie sądzę, by Brewmeister zdołał mnie do siebie jeszcze przyciągnąć, nawet najmocniejszym piwem świata.

poniedziałek, 29 grudnia 2014

BrewDog: Christmas Paradox 2012

Święta już trochę z tyłu, ale choinki wciąż obwieszone, więc można powiedzieć, że jeszcze trafiłem z tą degustacją. To już czwarte piwo z BrewDogowej serii Paradox, serii mocnych stoutów imperialnych starzonych w beczkach po różnych trunkach dla uzyskania ciekawszego profilu smakowo-zapachowego. Były już dwie różne szkockie single malt, był bourbon, dwa lata temu BrewDog uwarzył zaś coś znacząco odmiennego i użył rumu, po czym wypuścił to piwo jako świąteczne. W sumie jeśli jakiś destylat miał postrzec jako świąteczny, to rum brzmi całkiem adekwatnie. Piwo, na który jestem napalony nie tylko dlatego, że to starzony RIS, nie tylko dlatego, że poprzednie Paradoksy były rewelacyjne, ale też ze względu na 2012 rocznik, który to jest rokiem bardzo bliskim memu sercu.

Informacje ogólne:
Piwo: Christmas Paradox 2012
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Styl: stout imperialny (Rum BA)
Alkohol: 15%
Ekstrakt: 26,8%
Objętość: 330 ml
Warka: do 28.10.2022
Cena: brak danych

Opakowanie
Etykieta taka jak na poprzednich Paradoksach, czyli przepiękna, a do tego kartonowe pudełeczko. Ciężko wymagać więcej, do tego mamy udany opis, z którego wynika, że piwo jest bardziej antyświąteczne niż świąteczne, ma być "antidotum na święta".
10/10
Barwa
Czarne jak smoła, bez zarzutu. 
5/5

Piana
Całkiem obfita jak na woltaż, choć oczywiście bez rewelacji, gęstość średnia, ma za to piękną barwę cukru trzcinowego, utrzymuje się w rozsądnych ilościach przez jakiś czas, a solidny pierścień do samego końca - wynik bardzo dobry jak na taką moc. 
3,5/5

Zapach
Wspaniały, potężny, zdradzający połączenie świetnego stoutu imperialnego z beczką po jakimś destylacie, niekoniecznie po rumie, brandy również pasuje; w piękną całość łączą się słodkie nuty waniliowe, beczkowe, czekoladowe, lekko palone, jest też trochę owoców, wiśni - piękna sprawa, choć nie genialna, za bardzo udziela się alkohol. 
8,5/10 

Smak
Pozwala sobie na trochę więcej, na wejściu dostajemy mocne uderzenie korzennej, beczkowej słodyczy, cudowne i pełne, na przełyku z kolei wkracza duża dawka intensywnej paloności, której trochę zabrakło w aromacie, trochę goryczki, a następnie można delektować się długim, bogatym, chmielowo-palonym finiszem, występują oczywiście oznaki alkoholu, ale świetnie przykryte, głównie pojawiają się w formie przyjemnego rozgrzania przełyku - piwo wybitne, ale są jeszcze lepsze. 
9/10

Tekstura
Zachowało sporo gazu, trochę za dużo nawet, bo jest już poza tym bardzo gęste i w sumie odrobinę zbyt treściwe w ustach.
4/5

8.0/10

Rozczarowałem się, to najsłabszy ze wszystkich czterech Paradoksów, a chyba był też najdroższy. Dwa lata tak na niego miałyby wpłynąć? Chyba nie. Wydawało mi się zresztą, że był najmocniej alkoholowy, zwłaszcza w zapachu, a z czasem powinien na nim stracić. I tak piwo znakomite i bardzo uprzyjemniło wieczór, ale niesatysfakcjonujące jak na swoją koncepcję.