Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Scottish Export. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Scottish Export. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 marca 2015

Belhaven (Greene King): Scottish Ale

W końcu udało mi się znaleźć długo poszukiwane piwo z "młodości", jedno z pierwszych kilku niesztampowych piw, jakie w życiu udało mi się wypić. Szukałem go tak długo być może dlatego, że, jak się okazuje, zmieniło rozmiar butelki i etykietę. Przede mną być może najpopularniejsze tradycyjne szkockie ale na świecie z browaru Belhaven. Niedawno pite St. Andrews Ale w tym samym stylu z tego browaru byłoby świetnym piwem, gdyby nie ewidentny metal, może tu go nie ma i będzie świetnie.

Informacje ogólne: 
Piwo: Scottish Ale
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: East Lothian
Miasto: Dunbar
Browar: Belhaven (Greene King)
Styl: Scottish Export
Alkohol: 5,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: do 06.2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Zapamiętałem to piwo nie tylko ze względu na smak, ale i piękną, przezroczystą butelkę, odzianą w gustowną etykietę. Nie wiem, czy teraz nie jest jeszcze lepiej - poszli w innym, nowoczesnym kierunku, ale dalej jest bardzo ładnie i z klasą, a przy tym bez przepychu, swojsko, w dodatku na kontrze bardzo konkretny opis, w którym wymieniają nawet konkretne słody i chmiele. No i kapsel wreszcie firmowy. 
9/10

Barwa
Piękny, ciemny bursztyn, lekko wpadający w jasną miedź, w połączeniu z całkowitą klarownością i dynamicznie ulatującym gazem jest to wygląd przepiękny. 
5/5

Piana
W miarę obfita, ale niezbyt gęsta ani też trwała, dziesięć minut i pozostaje jedynie mało imponujący pierścień. 
2/5

Zapach
Bardzo ładne połączenie jakby ziemistej słodowości, karmelu i sporej ilości ale'owych estrów - jabłek, gruszek i innych owoców; prosty i odrobinę mało intensywny, ale bardzo przyjemny. 
7/10

Smak
Podobnie, ale bardziej wyraziście - dość słodko, w dalszym ciągu sporo owoców, które tutaj łączą się z podwyższoną dawką karmelu w przyjemną słodycz, jaka znajduje kontrę w ziemistości i niedużej dawce chmielu, poza tym wchodzą też ciekawe nuty drewna, przypominające coś w rodzaju starej szafy; nie udało się uniknąć lekkiej metaliczności, ale tym razem na szczęście zniknęła już po paru łykach; poza tym jednak bardzo smaczne piwo z zaskakująco intensywnym, karmelowym finiszem, chociaż trochę za słodkie. 
7,5/10

Tekstura
Trochę za wysokie wysycenie, ale na bardzo dobrym poziomie.
4/5

6.5/10

Tym razem obyło się bez mocnej metaliczności (choć lekka była), ale też piwo zrobiło na mnie słabsze wrażenie niż St. Andrews Ale, za dużo owocowej słodyczy, słód nie rozwinął skrzydeł. Zostało mi jeszcze do zrecenzowania wee heavy z tego browaru, może połączy zalety obu piw w jedno świetne.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Belhaven (Greene King): St. Andrews Ale

Wreszcie. Rodzina szkockich ale była największym pozostającym nieobecnym na blogu. Mimo że to już degustacja nr 419, przez cały ten czas nie udało mi się trafić na żadne tradycyjne szkockie ale - light, heavy, export czy wee heavy. Mam pod ogólnym hasłem "szkockie ale" kilka piw, ale wszystkie to ekstremalnie luźne interpretacje BrewDoga. Tym razem w końcu udało mi się dorwać piwo z browaru Belhaven, na które od dawna polowałem. "Scottish Ale" z tej stajni było bowiem jednym z moich kilku pierwszych nieeurolagerów w życiu i (jak do wszystkich takowych) mam do niego spory sentyment, dokładnie pamiętam, jak je kupowałem, piłem i tak dalej. Nie udało się go zdobyć, ale jest inne, podobnie wyglądające St. Andrews Ale, które w dotychczasowej klasyfikacji BJCP było nawet jednym z komercyjnych przykładów stylu scottish export (do nowej już jednak nie trafiło).

Informacje ogólne:
Piwo: St. Andrews Ale
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: East Lothian
Miasto: Dunbar
Browar: Belhaven (Greene King)
Styl: Scottish Export
Alkohol: 4,6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: do 04.2015
Cena: 7 zł

Opakowanie
Przezroczysta butelka o doprawdy urzekającym, niespotykanym kształcie, która na długo zapadła mi w pamięć. Do dziś mam słabość do bursztynowych piw w przezroczystym szkle. Z opisu na bardzo stylowej etykiecie dowiemy się, że nazwa piwa nawiązuje do patrona Szkocji oraz miasta znanego jako "the Home of Golf". Szkoda tylko gołego kapsla.
8,5/10
 
Barwa
Przepiękna - mieni się wszystkimi odcieniami bursztynu, jest przy tym krystalicznie przejrzyste, a do perfekcji doprowadza je ładnie ulatujący gaz. 
5/5

Piana
Obfita, oblepia szkło i bardzo długo się utrzymuje na całej powierzchni - mogłaby być może trochę gęstsza, ale i tak świetna. 
4/5

Zapach
Świetne zestawienie wyrazistej słodowości, nieco ziemistej, nieco przypalanej, z rozsądną dawką konserwatywnego, ziołowego chmielu; w tle wyraźne estry owocowe oraz równie wyraźne nuty popiołowe i tytoniowe - zapach wbrew pozorom wcale nie prosty, a złożony i bardzo przyjemny - jedynym mankamentem jest minimalny kwasek. 
8/10

Smak
Pierwsze chwile po wzięciu pierwszego łyka zapowiadają, że w smaku będzie podobnie, niestety zaraz po przełknięciu trzeba zmierzyć się z dość natarczywym atakiem metaliczności, co odbiera mu dużo uroku, a gdyby odjąć ten metal, to jest naprawdę świetne - słód dostarcza akcentów wręcz drzewnych, poza tym podobnie jak w zapachu mamy lekką ziemistość, leciutkie przypalenie, estry owocowe i popiół, do tego złagodzenie ogólnej wytrawności subtelnymi dawkami karmelu - byłoby to wspaniałe doprawdy piwo, ale ewidentny metal, który trochę co prawda ustępuje z czasem, strasznie burzy finisz - dopiero na bardzo zaawansowanym jego stadium odpuszcza i można cieszyć się przyjemną, prostą chmielowością; mimo wszystko i tak dostarcza dużo przyjemności, ale niedosyt jest ogromny. 
7/10

Tekstura
Trochę za nisko wysycone.
3,5/5

6.5/10

Taka szkoda - to naprawdę mogło być piwo znakomite, ale nie da się przejść obojętnie nad takim poziomem gwoździa. Jest tylko dobre. Zainspirowało mnie jednak do poszukania innych szkockich ale, ten skandalicznie niepopularny w dobie piwnej rewolucji styl wydaje się mieć dla mnie zaskakująco spory potencjał.