czwartek, 15 listopada 2018

Port Brewing: Lost Abbey - Track #10

stout imperialny bourbon BA / + kawa, kakao / 13,5%

Ile można przeżyć bez Lost Abbey? Niedługo zaprawdę. Na niemal sam już koniec wypijania piw, które przywiozłem sobie z podróży do Kalifornii, zostawiłem sobie jedyne, które kupiłem w jednym z moich ściśle ulubionych browarów świata. Track #10 to wariacja na temat pysznego Serpent's Stout (którego butelkę pitą 2 lata temu uznałem za najlepszego RISa nieleżakowanego w beczkach i bez dodatków, jakiego piłem) - wzbogaconego o beczki po bourbonie, kawę i kakao. Brzmi jak pewna wygrana. Na ratebeerze to w dodatku ścisła czołówka piw z tego browaru, aktualnie trzecie miejsce.

Jak zawsze fenomenalna oprawa graficzna. Jest czarne jak smoła, a piana bardzo znikoma, aczkolwiek cienki pierścień długo się utrzymuje. W zapachu rozkoszne, słodkie, potężne połączenie świeżo zmielonych ziaren kakaowca, waniliowej i lekko drzewnej beczki po bourbonie, szczypty kawy i palonego słodu: na myśl przywodzi ciasto czekoladowo-marcepanowe obficie wzbogacone wanilią i nasączone w likierze kawowym. Właściwie jest to zapach cudowny. W smaku następuje dość znacząca odmiana - zdradza swoje pochodzenie, a ma w końcu pochodzenie w wytrawnym, dość mocno palonym stoucie imperialnym i takie jest w smaku przede wszystkim. Beczka, kakao i kawa trochę zmieniły piwo, ale nie zdołały zamienić RISa wytrawnego w słodkiego. Najmocniej przeniknął bourbon, ale nie jego waniliowe pokłosie, a po prostu bourbon. Oczywiście to pyszne piwo, ale nie idealne - nie ma aż takiej pełni smaku, aż tak dobrego ukrycia alkoholu i aż takiej złożoności, żeby podchodzić pod dyszkę. W teksturze brakuje ciut ciała.

To znakomite piwo i spore rozczarowanie. Po top 3 z Lost Abbey spodziewałem się urwania dupy, głowy i czegoś jeszcze - urwania nie było, bo moim zdaniem daleko temu piwu do top 3 z Lost Abbey. No chyba że za długo trzymałem je u siebie po powrocie ze Stanów, ale czy rok i parę miesięcy oczekiwania powinno zrobić różnicę tak mocnemu piwu? Nagroda pocieszenia - jeśli chodzi o sam zapach, to faktycznie może być top 3.

8.5/10

poniedziałek, 12 listopada 2018

Heller: Aecht Schlenkerla Rauchbier Kräusen

Rauchbier / 4,5% / do 03.2019 r.

Po około 4,5 roku odkąd wypiłem z zachwytem pierwszy raz piwo ze Schlenkerli wchodzę na ostateczny poziom wtajemniczenia w ten genialny bamberski browar. Kräusen to już ostatnie piwo, jakiego jeszcze z tej stajni nie piłem - do niedawna było serwowane tylko z beczki na miejscu, a mimo że na tym miejscu byłem kilka razy, to nigdy na nie nie trafiłem. To ciekawe piwo - jego bazą jest schlenkerlowy Helles, ale po paru miesiącach leżakowania dolewa się do niego nieco bardzo świeżego ("zielonego", właściwie niegotowego) marcowego - to właśnie technika, którą nazywa się krausening. To najmniej popularne piwo browaru, ale podobno dalekie od najsłabszego.

Na etykiecie klasyka Schlenkerli. Ciemnozłote, mętne, z bujną pianą. W zapachu typowa, rozkoszna, bukowa wędzonka spod znaku wędzonej szynki i dymu z ogniska, szczypta świeżego chmielu i pyszna, karmelkowo-owocowa podbudowa słodowa. Jak to często z piwami Schlenkerli, w zapachu słodycz pięknie komponuje się z nutami wędzonymi. W smaku, co dość logiczne, stoi istotnie pomiędzy jasnym lagerem a marcowym z tego browaru, przy czym bliżej tego pierwszego. Wędzonka jest relatywnie łagodna, słodowość idzie lekko w stronę miodu, finisz jest cudownie chlebowy. Zapach obiecywał więcej, ale jest pyszniutkie, tylko trochę za mocno nasycone.

Obok hellesa to najgorsze piwo ze Schlenkerli - i jest świetnym piwem. Zapach jak zawsze miażdży, trochę mniej imponujące jest w smaku - chyba najmniej intensywne ze wszystkich. Inne niż wszystkie, nie jest jakąś kalką ani hellesa, ani marcowego - jest czymś pomiędzy i czymś wyjątkowym.

7.5/10

niedziela, 11 listopada 2018

Artezan: Café Racer

stout kawowy / + wanilia / 5,5% / do 18.12.2018 r.

Co tam słychać u Artezana? Pierwszy polski fizyczny browar craftowy w 2018 roku borykał się z małymi zawirowaniami, co nie znaczy, że jakość ich piw musiała również zawirowań doznać. Café racer to nie żadna tuza, tylko lekki stout z kawą i wanilią meksykańską, tym niemniej stouty zawsze Artezanowi wychodziły bardzo fajnie i może mi to dać pewien pogląd, co tam w browarze słychać.

Estetyczna etykieta, piwo czarne jak smoła, piana raczej symboliczna, szybko się redukuje. W aromacie bardzo intensywna, minimalnie idąca w fasolę kawa, za nią mleczna czekolada, ziemistość, popiół, idące trochę w stronę cygara. Bardzo, bardzo ładny i interesujący, zwłaszcza jeśli chodzi o tę ziemistość, popiół i cygarowatość. W smaku następuje ostre rozczarowanie. Jest puste, lurowate, nie smakuje niemal zupełnie niczym - może mocno rozwodnioną, kiepskiej jakości kawą i szczyptą alkoholu. Prawie pozbawione nagazowanie, co potęguje wrażenie lury. 

Takiego dramatu bym się po Artezanie nie spodziewał. Café racer to jeden z najgorszych i to ściśle najgorszych stoutów, jakie piłem w całym życiu. Zapach zaintrygował, smak sprowadził na ziemię. No porażka. Najgorsze piwo z Artezana jakie piłem do tej pory przebijało tę lurę o parę klas.

3.5/10

niedziela, 4 listopada 2018

Trzech Kumpli (Zapanbrat): Califia

West Coast IPA /  7% / 16,5 blg / do 16.01.2019 r.

Swój powrót do piw alkoholowych zaczynam na spokojnie, od klasycznego West Coasta z Trzech Kumpli, którzy bardzo rzadko zawodzą. Są znani bardziej z opozycyjnego, nowoangielskiego podejścia do mocno chmielonych piw, ale nie stoi to na przeszkodzie, żeby w starej szkole sprawdzili się dobrze.

Ładna jak zazwyczaj w przypadku TK etykieta, kojarząca mi się z wybrzeżami Kalifornii jeszcze zanim przeczytałem opis. Piękne, ciemnozłote, idące w pomarańcz, zmętnione, z obfitą pianą. W zapachu pomarańcze, mandarynki, limonki, trochę miodu - świeżo i owocowo, ale wyraźnie w "starym" stylu. Co do smaku mam odczucia nieco ambiwalentne - generalnie jest fajne, owocowe, z odpowiednią goryczką, nastawione na chmiel, ale niezapominające o podbudowie słodowej. Coś mi tu jednak nie gra, a jest to dziwny posmak na poziomie smaków podstawowych, taka dziwna pół-goryczka pół-kwaskowatość. Niby drobiazg, ale trochę rządzi tym piwem.

Tym razem Trzech Kumpli przekonało mnie umiarkowanie. Jeden dziwny posmak sprawił, że jest to piwo tylko niezłe, niezachęcające do powtórzenia, mimo że przyjemne.

6.5/10

piątek, 26 października 2018

Fortuna: Miłosław Bezalkoholowe IPA

bezalkoholowe American IPA / + Sencha Earl Grey / < 0,5% / 6,2 blg / do 29.08.2019 r.

Na sam koniec przygody z bezalkoholowymi piwami zostawiłem sobie potencjalnie najciekawszą część tej przygody - Miłosław Bezalkoholowe IPA z Fortuny, piwo które zdetronizowało na ratebeerze 1 na 100 Kormorana i jest obecnie najlepiej ocenianym niskoalkoholowym piwem świata. Co jest dość zabawne, to że jest to zarazem piąte najlepsze piwo samej Fortuny - wyprzedzają je jedynie trzy wersje Porteru i Barley Wine. Na wstępie Fortuna poszła minimalnie bardziej na skróty niż Kormoran - oprócz Citry, Amarillo, Chinooka i Lubelskiego ich bezalkoholowe IPA wspiera jeszcze zielona herbata z bergamotką. Z drugiej strony alkoholu jest do 0,5%, a nie 1%.

Klasyczny, niezmienny od lat styl etykiet z Fortuny i dedykowany kapsel. Prezentuje się pięknie - słoneczna, cytrynowa, jasnozłota barwa, mocne zmętnienie i świetna piana. Pachnie intensywnie cytrynami, żywicą i troszkę brzeczką - bardzo ładnie, nawet jeśli nie udało się ukryć tego pierwiastka brzeczkowości. W smaku również troszkę brzeczki jest, ale również jest bardzo dobrze - przyjemne chmielowe cytrusy, świetna goryczka, całkiem niezłe, słodkawe ciało jak na coś tak lekkiego; odpowiednie, wysokie nasycenie.

Rzeczywiście jest to konkurencja dla 1 na 100, obecnie moim zdaniem jedyna na rynku. I moim zdaniem przegrywająca, chociaż jestem prawie pewien, że co lepsze warki Fortuny wygrywają z co gorszymi warkami 1 na 100.

Podsumuję przygodę tak: są na rynku co najmniej trzy piwa bezalkoholowe, które są bardzo dobrymi piwami nie tylko w swojej bezalkoholowej kategorii - po prostu są bardzo dobrymi piwami. To 1 na 100, 1 na 100 Pigwowiec i Miód i ten oto Miłosław. Jeśli ktoś szuka odmiany od klimatów APA-IPA, to bardzo warto jeszcze zwrócić po propozycję ze Schneider Weisse, w ostateczności na witbiera z Bavarii czy wiśniowego kwasa z Browaru Studio.

7.0/10

środa, 24 października 2018

Browar Studio (Browar na Jurze): Bezalkoholowe Vermont IPA

bezalkoholowe New England IPA / + czerwony pieprz, imbir / < 0,5% / do 18.03.2019 r.

Mad Driver póki co potężnego wrażenia na mnie nie wywarł, ale czas dopiero dziś na ich najsłynniejsze piwo, które wpadło na rynek z rozgłosem tylko trochę mniejszym niż 1 na 100 - pierwsze bezalkoholowe NEIPA, wzbogacone dodatkami imbiru i czerwonego pieprzu. Obecnie to szóste najlepsze quasi-bezalkoholowe piwo świata na ratebeerze.

Jedna z najbrzydszych etykiet w historii polskiego piwowarstwa. Bardzo jasne, bardzo zmętnione, niezła piana. Pachnie pięknie - soczyste chmielowe owoce i spora rola czerwonego pieprzu w połączeniu dają aromat bardzo intensywny, rześki, tropikalny, soczysty, nieodstający od zapachu dobrego alkoholowego piwa; może byłoby tylko fajnie, gdyby jednak pieprzu było mniej, a chmielu więcej. W smaku jest nieźle; jest całkowicie nie-brzeczkowe, przyjemnie nachmielone na aromat, niepozbawione ciała. Moim problemem jest tu nadmierna przyprawowość - imbir i czerwony pieprz wjechały mocno i odciągają uwagę od piwności. Mimo wszystko pije się bardzo przyjemnie.

Bardzo dobre jak na piwo bezalkoholowe, ciekawa alternatywa dla 1 na 100, ale zdecydowanie podrzędna. Nie sztuką jest uciekać w dodatki, sztuką jest zrobić piwo bezalkoholowe, w którym dominuje smak piwa. Mimo wszystko polecam, sam pewnie czasem wezmę do auta dla odmiany od Kormorana.

6.5/10

piątek, 19 października 2018

Wąsosz: Bezalkoholowe Rye AIPA

bezalkoholowe żytnie IPA / < 0,5% / do 09.07.2019 r.

Po nieudanej niby-weizen niby-IPIE z Wąsoszy daję browarowi w temacie piw bezalkoholowych drugą szansę. Żytnia IPA - powinno być lepiej, ale cudów się nie spodziewam.

Etykieta nie przykuwa szczególnie uwagi. Barwa jest bardzo jasna, słomkowa, jest klarowne - piana bardzo wysoka, choć nie idealnie gęsta. W zapachu niemal sto procent brzeczki nachmielonej na whirlpool - słabiutko. W smaku dosłownie odrobinę lepiej - niestety bardziej smakuje ryżem niż żytem, jest cieniutkie, pozbawione ciała, nie najgorzej nachmielone na aromat ale niezbyt przyjemnie na goryczkę. Smakuje trochę jak woda Nachmielona z Nepomucena, tylko z niezbyt przyjemnym posmakiem brzeczki i z mniej subtelną goryczką.

Wolę Nachmieloną. Sto razy. Wąsosz jest niestety bezużyteczny, oba piwa bezalkoholowe z tego browaru cierpią na te same problemy.

4.5/10

środa, 17 października 2018

Browar na Jurze: Motocyklowe

bezalkoholowe / < 0,5% / do 06.04.2019 r.

Zrecenzowałem mnóstwo piw z Browaru na Jurze, ale jeszcze żadnego piwa... Browaru na Jurze. Zawsze Pinta, Pinta, Pinta, a nie dałem szansy samemu browarowi, który pomógł Pincie stać się tym czym się stała. Jak trwoga to do Boga - w ciężkich, bezalkoholowych chwilach swojego życia sprawdzam bezalkoholową propozycję browaru z Zawiercia. Piwo określają po prostu jako "bezalkoholowe" - z dokładniejszego opisu zdawało mi się już, że to coś w kierunku APA, ale potem zobaczyłem belgijskie drożdże i kolendrę w składzie. No ciekawe.

Fajna etykieta i nazwa. Bardzo jasna barwa, przyzwoity kożuch piany. W zapachu jest solidnie - trochę brzeczki wchodzi, ale więcej jest ziołowo-cytrynowego chmielu, nawet wprost przypomina zapach trawy cytrynowej. W miarę ogrzewania trochę idzie w dół, wkracza jakaś dziwna nuta. W smaku jeszcze korzystniej - smakuje jak bardzo lekkie APA z lekkim posmakiem brzeczki, ale naprawdę bardzo przyjemne, cytrusowe nachmielenie na aromat sporo przykryło. Problem tego piwa leży gdzie indziej - ma niezbyt miły, żelazowy posmak. Mimo wszystko fajna chmielowość, dobre nagazowanie, nie najgorsza pełnia czynią z niego w miarę przyjemne i w miarę piwne doświadczenie.

Jest w porządku, jakiś czas temu byłoby istotnym wydarzeniem na rynku piw bezalkoholowych, natomiast obecnie jest zbędne - belgijskie drożdże wiele nie wniosły, smakuje zdecydowanie jak bezalkoholowa APA, a na rynku jest już dużo lepsza i dużo lepiej dostępna z Kormorana. Ale szanować szanuję.

6.0/10

wtorek, 16 października 2018

Browar Studio (Rzemieślniczy Jan Olbracht): Energy Ale Guarana

bezalkoholowe herbaciane ale / + Energy Tea Guarana, ekstrakt z guarany / 0,5% / do 04.03.2019 r.

Sprawdzam po raz drugi Mad Drivera, tym razem ich najbardziej ekscentryczny pomysł - połączenie piwa bezalkoholowego z napojem energetycznym, w którym funkcję energetyzującą pełni herbata z guaraną i ekstrakt z guarany.

Etykieta jak zwykle w MD mnie nie przekonuje. Barwa piwa faktycznie przypomina herbatę w swoim ciemnym złocie / jasnemu bursztynowi, piana jest średnia, ale przyzwoita. Zapach jest bardzo nikły, ale całkiem przyjemny - trochę karmelkowego słodu, trochę herbaty, trochę chmielu, trochę guarany. W smaku jest mocno guaranowe i herbaciane, piwne w nieco mniejszym, ale niebagatelnym stopniu - jest lekka goryczka, jest trochę chmielowych owoców, jest karmel. Ale głównie herbata z guaraną. Bardzo smaczne, nie ma w nim ani trochę brzeczkowości, jedynie po prostu piwności mogłoby być więcej. Spore wysycenie, ciut większe niż trzeba.

Bardzo fajna rzecz. Ciężko tu mówić o jakimś mistrzostwie w temacie piwa bezalkoholowego, bo zbyt dużą część jego sukcesu tworzy herbata i guarana, ale trochę piwa jest? Jest, a zresztą znamy dobre piwa, w których dodatki dominują nawet bardziej. Czuć brzeczkę? Ani trochę, w ogóle nie ma nic niepożądanego. Jest pełne smaku? Jak na NA, nawet bardzo. Może mniej piwne, ale i tak sto razy lepsze niż większość piw bezalkoholowych.

6.5/10