środa, 26 grudnia 2018

Trzech Kumpli (Zapanbrat): Piwo w stylu Grodziskie

grodziskie / 2,9% / 8 blg / do 13.01.2019

Jedyny w pełni polski styl piwa w wykonaniu jednego z najlepszych polskich twórców piwa to coś, czego nie mogłem przepuścić. Nie dlatego, że styl polski i twórca polski, tylko dlatego, że styl pyszny i twórca świetny. Browar Trzech Kumpli zdecydował się wykorzystać do swojego grodzisza słód wędzony dębem.

Słomkowa barwa i genialna piana. Pachnie intensywnie piękną, drzewną, słoną, ogniskową, ściółkową wędzonką z delikatną nutą wędzonej szynki, spod której przebija się nieśmiało zboże - jeden z najlepiej pachnących grodziszy, jakie znam. Nie jest aż tak intensywne w smaku, brakuje mu troszkę bazy słodowej, natomiast sama wędzonka dalej jest rewelacyjna, trochę tu już bardziej oscypkowa, długo pozostająca na finiszu. Mocne nagazowanie, trochę przesadne nawet jak na ten styl.

Grodziskie jak grodziskie - ciężko uwarzyć w tym temacie piwo wyśmienite, Trzem Kumplom się nie udało, choć to satysfakcjonujący grodzisz.

6.5/10

niedziela, 23 grudnia 2018

Mikkeller (De Proef): Drink'in the Sun

bezalkoholowy American Wheat / 0,3% / do 23.05.2019 r. / 12,99 zł (0,33 ml)

Bardzo ładna, słoneczna barwa i skromna, ale trwała piana. Pachnie cytrusami ze szczególnym uwzględnieniem cytryn, a także zbożem wchodzącym lekko w słomę - ładnie, choć mało intensywnie. W smaku podobnie - bardzo przyjemne, bardzo mało brzeczkowe, cytrusowe, lekko zbożowe, ale bardzo rozwodnione, w dodatku zakończone leciutką szmatą w posmaku (prawie niedostrzegalną, ale jest).

Nie robi to konkurencji Kormoranowi, ani smakowej ani tym bardziej cenowej, chociaż to na pewno czołówka piw bezalkoholowych, jakie piłem. Tak całkowite uniknięcie posmaku brzeczki się praktycznie w tym sporcie nie zdarza. Poszło niestety za tym i to, że posmak piwa nie jest zbyt silny, to znaczy w ogóle nie ma tu silnych smaków. Gdyby miało cenę zbliżoną do wody, to pewnie bym często kupował, bo ma jedną przewagę nad Kormoranem nawet - jest tak lekkie, że można je wypić na raz. W te najgorsze dni lata, kiedy jest za gorąco nawet na 1 na 100, ładnie by wchodziło. Ale za 13 zł to nawet mając mnóstwo kasy głupio bym się czuł kupując je na skrzynki, jest zbyt zbliżone do wody.

6.5/10

sobota, 22 grudnia 2018

Schlösser Alt

altbier / 4,8% / do 05.2019

Altbier to chyba jeden z najmniej popularnych stylów piwa na świecie spośród tych, które wymienia BJCP. O ile zdarzy się jeszcze czasem znaleźć kraftowego koelscha, o tyle altbierów poza Dusseldorfem jak na lekarstwo. A takiego z Dusseldorfu jeszcze nie piłem, bo w Polsce ich nie ma - dostałem jednak w prezencie i cieszę się niebywale, bo przepadam za tym zaniedbywanym stylem. Alt z Brauerei Schlösser nie jest raczej najlepszym na świecie, ale jest jednym z popularniejszych.

Przepiękna jasnobrązowa barwa i gęsta piana, beżowa, o świetnym lacingu. W ładnym, trochę zbyt nieśmiałym zapachu mamy chleb, karmel, orzechy i czerwone jabłka. Zapowiada się fajnie, ale w smaku jest co najwyżej średnio. Piwo o bardzo niskiej pełni smaku, borykające się z żelazem i alkoholem (4,8%!), lekko karmelowe, lekko chlebowe i tyle z pochwał. Nadmierne nagazowanie nie jest receptą na brak pełni.

Fajnie że zaliczyłem jakiegoś alta, ale był zdecydowanie najsłabszy ze wszystkich, które piłem. Nie jest to złe piwo, ale dobrym też bym go nie nazwał.

5.5/10

środa, 19 grudnia 2018

Shepherd Neame: Spitfire

premium bitter / 4,5%

Moja słabość do tradycyjnych brytyjskich bitterów, najlepiej z przezroczystych butelek, jest nieomal nieskończona. Jedną z większych słabości darzą z kolei Bishops Finger z browaru Shepherd Neame. Spitfire to trochę lżejsze piwo, klasyczny premium bitter w pięknej butelce, z ładną etykietą i miejmy nadzieję pyszną klasycznie angielską zawartością, choć oceny niekoniecznie na to wskazują. 

Piękna ciemnobursztynowa barwa, klarowne, z przyzwoitą, lekko zaśniedziałą pianą. W zapachu przede wszystkim dużo karmelu przechodzącego trochę w toffi, do tego estry owocowe (gruszki, jabłka) i szczypta charakterystycznej dla bitterów ziemistości. W smaku ta ziemistość dominuje i przechodzi w popiołowość - poza tym niewiele się w tym piwie dzieje, posmak karmelu jest za delikatny, owoce zanikają, goryczka jest średnio przyjemna. Bardzo przeciętne piwo, można pić, ale można nie pić.

Podobne rozczarowanie co ostatnio z Samuelem Smithem, zupełnie przeciętny bitter, piwo niewarte zapamiętania. Szukam dalej.

5.5/10

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Pinta (Browar Zarzecze): eiksizdorG

grodziskie / 2,9% / 7,8 blg / do 27.03.2019 r.

Grodziskiego z Pinty nigdy za wiele - to już siódme podejście do tematu pierwszego polskiego kontraktowego browaru rzemieślniczego, z jakim się stykam. Pincie odechciało się numerowania swoich kolejnych grodziszy i postanowiła zatytułować najnowszą wersję słowem "Grodziskie" zapisanym na wspak. No ok. EiksizdorG to chmiel lubelski i słód pszeniczny wędzony dębem.

Jasnozłote, zmętnione drobinkowym "kurzem", dobra piana. Bardzo przyjemny, nieprzeciętnie wędzony aromat, mało szynkowy, a bardziej drzewny, ogniskowy, dymny, również spod znaku ściółki leśnej, starych liści. Można wyczuć, że to dąb. W smaku już tak dobrze nie jest - profil smakowy jest bardzo dobry, dużo wędzonki, leciutkie, lekko zbożowe słodowe ciało, natomiast intensywność jest bardzo niska nawet jak na grodziskie. Spore nagazowanie trochę ratuje sprawę.

Grodzisz jak grodzisz, nic specjalnego. Pinta potrafi je robić dużo lepiej, tutaj piwo, które ciężko mi będzie zapamiętać.

6.0/10

niedziela, 16 grudnia 2018

Westbrook & Evil Twin: Imperial Mexican Biscotti Cake Break

Imperial Stout / + kawa, cynamon, migdały, ziarna kakao, wanilia, papryczki habanero / 10,5%

Jest początek grudnia 2018 roku - dobijam powoli do finału wypijania piw, które przywiozłem z Kalifornii w czerwcu roku 2017. Ta kooperacja Westbrook Brewing z Evil Twinem - skrzyżowanie ich dwóch najsłynniejszych być może piw, Mexican Cake'a z jednej i Imperial Biscotti Breaka z drugiej stajni - będzie przedostatnim. Piwo było moim niecelnym strzałem w USA, dlatego że jako jedyne bardzo szybko po moim powrocie stało się dostępne w Polsce. Nie powinno to jednak odebrać mi przyjemności z RISa z masą dodatków.

Czarne jak smoła, piany praktycznie brak. Zapach jest dość złożony i żaden element nie dominuje: są papryczki, jest popiół z ogniska, jest kakao, kawa, wanilia. Przyjemnie, choć nie do przesady intensywnie, co jest wynagradzane w smaku. To mocarne, złożone i dobrze wyważone połączenie palonego słodu, kawy, dodatków cukierniczych i w końcu papryczek - użytych w ilości prawie idealnej do piwa. Nadają mu pikanterii nie do przegapienia, ale nie przytłaczają ani nie męczą ostrością. Sypnąłbym ich tylko troszkę mniej, bo o ile piwa nie przytłaczają, to jednak odrobinę za mocno przysłaniają akcenty czekoladowo-migdałowe na finiszu. Bardzo dobrze się trzyma.

Ciut rozczarowujące jak na dużą kolaborację dwóch amerykańskich specjalistów od stoutów imperialnych. Czysta przyjemność, ale nic co warto byłoby przywozić aż ze Stanów.

7.5/10

piątek, 14 grudnia 2018

The Bruery: Terreux Goses Are Red

gose / + winogrona / 5,3% / rocznik 2017 / 59,90 zł (0,75 ml)

Dawno niewidziany tu gość, The Bruery, jest niewidziany dawno, bo po zalewie ich piwami wrocławskich sklepów w latach 2016-2017 ostatnio nie widuję żadnych. Wspomnienia dopadły mnie jednak w Warszawie i nie mogłem sobie odpuścić. Goses Are Red to gose z winogronami, które nie jest żadnym specjalnie głośnym okazem wśród piw z tego browaru, ale sparowanie gose z czymś innym niż cytrusy i owoce tropikalne przyciągnęło moją uwagę.

Ciemnozłote, być z może z leciutkim odcieniem czerwieni od winogron - piana w minutę redukuje się do zera. W złożonym i intensywnym aromacie mieszają się winogrona, kwiaty, skóra, kwaśne owoce (kwaśne jabłka, marakuja, niedojrzałe czereśnie). Trochę flandersowy, bardzo dobry. W smaku jako pierwsze atakuje łupnięcie sporą kwaśnością - również soli nie dodano w ilości symbolicznej, jest bardzo wyraźna. Tutaj paleta aromatyczna już nie jest tak bogata - trochę skóry, bardzo kwaśnych jabłek, nienachalnego octu, winogron już nie czuć. Jest fajne, ale trochę niedopracowane - za wysoka kwaśność jak na umiarkowaną pełnię smaku, przegazowanie.

Prawdę mówiąc, to jedno z najsłabszych piw The Bruery, jakie piłem, kompletnie nie warte swojej ceny.

6.0/10

środa, 12 grudnia 2018

Mikkeller (De Proef): Hallo Ich Bin Berliner Weisse - Alkoholfrei

bezalkoholowe berliner weisse / 0,1% / do 05.04.2019 r.

Od mojego przymusowego rajdu na piwa bezalkoholowe minęło już trochę czasu, ale nie zamierzam zamykać tematu: odkryłem w sobie spore zamiłowanie do piwa bez procentów i będę dalej w miarę okazji poszukiwał bezalkoholowych piw na poziomie. Dzisiaj propozycja Mikkellera w temacie bezalkoholowych kwasów.

Bardzo jasne złoto, uczciwa piana. W umiarkowanie intensywnym zapachu przeważa kiszonka, dość kapuściana, właściwie najbardziej kapuściana z jaką się spotkałem w piwie. Gdzieś w tle nuta chmielu i jasnego słodu. W smaku jest dużo lepiej - jest wyraziście kwaśne, przyjemnie skontrowane słodyczą, cytrynowo-ziemiste, trochę lemoniadowe a trochę piwne. Czuć brzeczkowość, ale w znikomym stopniu, przykryta jest przez pełnię smaku. Przyjemnie, mocno nagazowane.

Jedno z najlepszych piw bezalkoholowych, jakie piłem, na podium pozostają u mnie Kormoran x2 i Fortuna, ale Mikkeller tuż za nimi. Bardzo bym chciał całą serię tego piwa w wersji z różnymi owocami, baardzo. Gdyby pozbyć się tej kapuścianej nuty, to byłoby naprawdę rewelacyjne w swojej kategorii, a owoce mogłyby ją przykryć.

6.5/10

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Deschutes: The Abyss Barrel Aged in Brandy Barrels

Imperial Stout Brandy BA / + melasa, lukrecja, kora wiśni, laski wanilii / 13,3% / zabutelkowane 08.12.2016 r.

Czas na trzecią i ostatnią wersję legendarnego The Abyss z Deschutes Brewery. Była wersja podstawowa (21% Bourbon, 21% Wino, 8% czysta dębowa beczka, 50% bez leżakowania), była wersja bourbonowa, czas na brandy. Piłem póki co zaledwie pięć piw leżakowanych w beczkach po brandy i wszystkie były znakomite. Dwa z nich były mieszankami z innymi beczkami, a trzy były leżakowane konkretnie w beczce po koniaku. Po raz pierwszy więc spróbuję piwa, które leżakowało w całości w beczce po brandy, która koniakiem nie była (a przynajmniej sądzę, że browar by się tym pochwalił).

Smoliście czarne, z całkiem niezłą pianą. Zapach jest rewelacyjny, zdecydowanie najlepszy ze wszystkich trzech wersji: charakterystycznie owocowe nuty brandy i ciemny słód wsparty wanilią, melasą i lukrecją dają wrażenie praliny czekoladowej nadzianej słodką masą skropioną właśnie brandy; do tego typowe dla The Abyss, ale tym razem przełamane czymś ciekawszym nuty palone, kawowe, wręcz dymne. Mistrzostwo. W smaku jest nieco bliższe oryginałowi, ale wciąż lepsze: bardzo mocno palone, delikatnie czekoladowe, z wyraźną choć nieprzesadnie intensywną, podobną do jabłek nutą brandy. Fajnie zbalansowane, z dobrze ukrytym alkoholem, intensywne, gęste.

Zdecydowanie najlepsze z trójcy, w przeciwieństwie do tamtych nie ma problemu z nadmierną palonością, jest skontrowane fajną słodyczą. W dalszym ciągu nie jest to piwo gigantyczne, ale jest wybitne.

9.0/10