sobota, 13 października 2018

Schneider: Mein Alkoholfrei

bezalkoholowy hefeweizen / 0% / do 09.07.2019 r.

Czas na drugą szansę dla niemieckiej myśli bezalkoholowej, tym razem browaru dużo bardziej uznanego niż jakiś tam Riedenburger. Schneider prezentuje światu weizeny pod każdą możliwą postacią, to i pod bezalkoholową. Dla mnie to trochę ryzykowna zabawa, ale może mistrzowie weizenów dali radę.

Prezencja nienaganna - ciemnozłota barwa i spektakularna piana, jak w najlepszych weizenach, no i klasyczna, konserwatywna, ładna etykieta Schneidera. Zapach jest przyjemny - raczej wariacja na temat weizena, ale jakiś tam banan i biszkopt się pojawia, jeszcze więcej jest natomiast miodu. Mocno ucieka od standardowych problemów piwa bezalkoholowego, fajny. A w smaku jest jeszcze lepiej - drożdżowy, bananowo-goździkowy charakter weizena jest niepodważalny, słodowość też jest całkiem fajna - lekko karmelkowa, biszkoptowa, przyjemnie słodka. Byłby to pełnoprawny weizen, gdyby tylko zintensyfikować smak, ale i tak jest dobrze. Spore wysycenie pomaga w podbiciu pełni.

Po obu wersjach 1 na 100 to obecnie najbardziej udane piwo bezalkoholowe, jakie piłem. Jest bardzo dopracowane. Nie wiem, czy bez alkoholu da się zrobić lepszego klasycznego weizena, nie sądzę.

6.5/10

czwartek, 11 października 2018

Szpunt (BeerLab): Zeropoint

bezalkoholowe New England IPA / < 0,5% / do 25.03.2019 r.

Stosunkowo niewiele czasu po pojawieniu się szału na piwa New England doczekaliśmy się pierwszych piw bezalkoholowych, próbujących wstrzelić się w ten nurt. Jednym z nich jest propozycja Browaru Szpunt, obecnie na ratebeer 10. najlepsze piwo =<1% alkoholu na świecie. W zasypie mamy słód żytni, co dla NE jest raczej niecodzienne, ale zrozumiałe ze względu na chęć uzyskania porządnego ciała przy niskim ekstrakcie.

Etykieta może nie jest piękna, ale robi fajne złudzenia optyczne. Barwa piwa jest jasnozłota, niemal słomkowa, jest bardzo mętne. Piana skromniutka, ale gęsta. W aromacie mamy walkę - walkę owocowego, nowofalowego chmielu z brzeczką, którą chmiel nieznacznie przegrywa; mimo wszystko całkiem spoko. W smaku niby podobnie, ale dużo dużo lepiej, bo "brzeczkowość" jest dużo bardziej zbliżona do normalnej, post-fermentacyjnej "słodowości". Jest przyjemnie słodkawe i mocno owocowe, co daje naprawdę niezły efekt soczystości. No trochę pełni brakuje, wiadomo, nie zaszkodziłoby mu też mocniejsze nagazowanie dla stworzenia pozornej pełni, ale jest naprawdę bardzo dobre.

Dobre, dobre, dobre. Fajna alternatywa dla zupełnie odmiennego 1 na 100, choć nie jest tak dobre. Wchłania się je niemal jak wodę.

6.5/10

wtorek, 9 października 2018

Bavaria: 0.0% Wit

bezalkoholowy witbier / 0% / do 09.2019 r.

Tym razem sprawdzam przydatność holenderskiej Bawarii dla świata bezalkoholowego. W swojej szerokiej ofercie piw bezpiecznych mają między innymi bezalkoholowego witbiera - pomysł, który na mój gust równie dobrze może się okazać bardzo udany, co bardzo nieudany. 

Etykiety Bavarii pozostawiają mnie raczej obojętnym, są schludne i tyle. Wygląda zupełnie jak witbier - mocno zmętniony, słomkowy, mlecznawy kolor i przyzwoita piana. Pachnie jak 2/3 witbiera - naładowane skórką pomarańczy i kolendrą, trochę mniej natomiast naładowane belgijskimi drożdżami i zwiewną słodowością (ale niepozbawione ich) - bardzo pozytywnie, pachnie świeżo i intensywnie. W smaku jest prawie że super - w ustach to przyzwoity, wcale nie aż tak bardzo wodnisty, słodkawy, kolendrowy i pomarańczowy wit, może tylko bez poważniejszego belgijskiego sznytu. Dopiero po przełknięciu wkracza leciutki ordynarny smak niesfermentowanej brzeczki, ale jest stłumiony przez przyprawy. Oczywiście jest trochę płaskie, ale dzięki intensywności przypraw, wyraźnej słodyczy i solidnemu nagazowaniu smakuje naprawdę jak normalne piwo, tylko że bardzo lekkie, gdzieś w przedziale 2-4%.

Daleko tu do mistrzostwa Kormorana w tej dyscyplinie, ale jestem zdecydowanie na tak. Pijałem gorsze, a nawet bardziej płaskie alkoholowe witbiery niż ten tu bezalkoholowy. Fajna odmiana. No i uznanie podbija jeszcze fakt, że w przeciwieństwie do większości piw bezalkoholowych propozycja Bavarii naprawdę nie ma alkoholu ani trochę.

6.0/10

niedziela, 7 października 2018

Kormoran: 1 na 100 Pigwowiec i Miód

bezalkoholowe American Pale Ale / + miód, sok z pigwowca / 1% / do 09.11.2018 r.

Ponad dwa lata po premierze 1 na 100 Kormoran zdecydował się na urozmaicenie życia osobom niemogącym spożywać alkoholu jeszcze bardziej. Dwa lata to trochę długo jak na oszałamiający sukces, jakim 1 na 100 było, ale Kormoran zawsze posuwał się naprzód w tempie raczej dostojnym i może zresztą wychodzi mu to na dobre. Tak czy siak do sklepów wjechała odsłona przyprawiona miodem i sokiem z pigwy - czyli przesuwamy akcent z goryczki na słodycz i kwaskowatość, całkiem ciekawy zabieg. Jeszcze ciekawsze, jak wyszło w praktyce.

Etykieta ma tę samą wadę, co wszystkie żółte etykiety z białą czcionką - jest ledwo czytelna. Dziwne, że tak spory mimo wszystko browar popełnia tak prosty błąd. Ma za to ładny, doprawdy miodowy kolor. I raczej słabą pianę. Pachnie w dalszym ciągu przede wszystkim chmielowo - słodkoowocowym, nowofalowym chmielem, do tego trochę karmelu i miodu, raczej mało rześko, ale za to bardzo piwnie, ciut mało intensywnie. W smaku już super, nie rozczarowuje - smakuje niemal zupełnie jak pełnoprawne piwo, jest w nim dużo chmielu, solidna goryczka, lekka podbudowa słodowa (ale wcale nie lżejsza niż w wielu normalnych APA), wyraźna, ale nienachalna miodowa słodycz i wyraźna, ale nienachalna kwaskowatość od pigwowca. Bardzo lekkie i pełne smaku zarazem, a już gra smaków podstawowych jest po prostu bardzo imponująca. Niemałe, ale i nie przesadne nagazowanie każe zapomnieć o jakimkolwiek odczuciu płaskości.

Kormoran ciągle rządzi. Ta wersja zrobiła na mnie wrażenie nie mniejsze niż oryginalne 1 na 100 dwa lata temu. Myślałem, że wyjdzie trochę lemoniadowo, ale ciągle jest mocno piwne, a przy tym subtelnie lemoniadowe w pozytywnym znaczeniu. Mógłbym się tym opijać.

7.5/10

czwartek, 4 października 2018

Riedenburger: Alkohol-Frei Dinkelbier

bezalkoholowe orkiszowe / 0,5% / do 09.05.2019 r.

Dzisiejszą odsłonę mojego bezalkoholowego tour poprowadzi niemiecki browar Riedenburger Brauhaus spod Ratyzbony, który oprócz masy zwyczajnych piw robi też kilka "bezpiecznych", w tym to oto piwo orkiszowe. Nie wiem do końca czego się spodziewać. Ratebeer każe się spodziewać czegoś w okolicach tragedii, ale trudno, dam mu szansę.

Jeżeli nie będzie to najlepsze piwo bezalkoholowe w moim życiu, to w każdym razie ma szansę na najładniej opakowane. Butelka o wyjątkowym kształcie, ładna etykieta i ładny kapsel. Barwa jak klasyczny pils, piana przyzwoita. Zapach jest bardzo dziwny i niezbyt przyjemny, przypomina mi aromat papek dla dzieci. W smaku jest lepiej, bo nie ma papki, ale niestety nie próbuje za mocno udawać piwa - smakuje jak woda gazowana z lekkim okołozbożowym posmakiem. Jest bardzo neutralne, co można zaliczyć na plus w porównaniu z koncernowymi bezalkoholowymi piwami, ale strasznie wyjałowione. Nie pije się nie przyjemnie, ale niewiele ciekawiej niż wodę gazowaną (w sumie to nawet znalazłbym wody z ciekawszym posmakiem).

Jestem na nie. To po prostu nie ma większego sensu.

5.0/10

środa, 3 października 2018

Wąsosz: Bezalkoholowe Weizen AIPA

bezalkoholowy nowofalowy weizen / < 0,5% / 6,5 blg / do 09.07.2018

Zabawne, ale pierwsze piwo z Browaru Wąsosz, będące piwem Browaru Wąsosz, a nie któregoś z licznych kontraktowców tam warzących, jest piwem bezalkoholowym. Warzelnia spod Częstochowy postanowiła uraczyć osoby chwilowo i permanentnie nieprzyswajających alkoholu bezalkoholowym nowofalowym weizenem. Szczerze mówiąc trochę się boję efektu, ale spróbujmy.

Przyzwoita, acz niezbyt ciekawa szata graficzna. Lekko mętne, bardzo jasne złoto, piana zaiste godna pełnoprawnego weizena. Pachnie niestety nie przymierzając jak brzeczka nastawna - no normalnie kropka w kropkę. Nie mam nic do zapachu brzeczki nastawnej, ale jednak kojarzy mi się z półproduktem, jest taki trochę "niespożywczy". W smaku jest ciut, ciut lepiej, ale... dalej smakuje niemal całkowicie jak brzeczka nastawna, tyle że nie pija się brzeczki aż tak schłodzonej i gazowanej, no i oczywiście nie jest tak słodkie. Nie ma tu totalnie nic z weizena, z aipy jest tylko goryczka, ale trochę gryząca. Średnio-słabe - nieodrzucające, ale wodniste, brzeczkowe, o niezbyt szlachetnym nachmieleniu.

Bardzo, bardzo szumna ta zapowiedź "Weizen AIPY". To piwo nie wnosi nic do świata bezalkoholowego, jest tylko troszkę lepszym wyborem niż bezalkoholowe koncerniaki, bo nie jest tak odrzucająco słodkie. Wolę wodę.

4.5/10

wtorek, 2 października 2018

Browar Studio (Browar na Jurze): Cherry Sour

bezalkoholowe wiśniowe sour ale / <0,5% / 9 blg / do 06.01.2019 r.

Tak się zdarzyło, że przez najbliższe kilka tygodni nie powinienem spożywać alkoholu z przyczyn farmakologicznych. Postanowiłem nie załamywać się tym, lecz wykorzystać ten czas na przetestowanie wybitnie ważnego, a wciąż (mimo pozytywnych zmian) zaniedbywanego segmentu piwowarstwa - piw bezalkoholowych i niskoalkoholowych. Ostatnio sporo jeżdżę autem, więc przyda się ten test nawet mnie samemu na przyszłość. Do dziś standard w segmencie wyznacza dla mnie 1 na 100 Kormorana, w gruncie rzeczy jedno ze ŚCIŚLE najważniejszych piw w historii polskiego piwowarstwa rzemieślniczego, a może nawet światowego. Zobaczymy, czy po ponad dwóch latach od pojawienia się go na rynku urosła sensowna konkurencja.

Prawdopodobnie sensowną konkurencją jest projekt Mad Driver kontraktowego Browaru Studio (nawiasem mówiąc Browar Studio nie robi nic poza projektem Mad Driver, więc nie do końca rozumiem to namotanie spółek i nazw), zajmujący się wyłącznie piwami bezalkoholowymi i niskoalkoholowymi. Na początek ich najbardziej wyróżniające się na rynku piwo, jeśli nie jakością, to koncepcją - bezalkoholowy wiśniowy kwas z płatkami owsianymi i pszenicą w zasypie.

Odniesienia do świata filmu zawsze fajne, ale etykiety nie są mocną stroną Mad Drivera, więc może to pomińmy. W barwie taka czerwień z odcieniem brązu, nie małpuje krieka idealnia, ale całkiem nieźle. Piana przyzwoita. Zapach to połączenie znanej ze zwyczajnych piw bezalkoholowych trochę mdłej słodyczy cukrów resztkowych z dość delikatnym aromatem wiśni. Liczyłbym na dużo intensywniejszą wiśniowość, ale jest całkiem miły. W smaku jest dużo fajniej, wiśnie są dalej łagodne, ale już wyraźne, pojawia się delikatna kwaskowość, ma sporo ciała i jest w punkt nagazowane. Pije się lekko i przyjemnie jak odessaną z tony cukru wiśniową oranżadę.

Fajne piwo - nie udaje że nie jest bezalkoholowe, ale jest w nim jakiś duch, a właściwie duszek prawdziwego wiśniowego kwasa. Trochę dziwi mnie i smuci, że i wiśniowość, i kwaśność są tak powściągnięte - gdyby je podkręcić, pomnożyć nawet nie przez dwa, a przez trzy, to mogłoby to być piwo na poziomie 1 na 100. Zdecydowanie nie jest nim, ale wciąż jest to coś smacznego, coś w pewnym nie za wielkim stopniu przypominającego pełnoprawne piwo, no i prawdopodobnie jedyny bezalkoholowy kwas na polskim rynku, więc wartościowa rzecz. Chociaż coś czuję, że bardzo rzadko odmieniałbym sobie nim bezalkoholowe życie w przerwach pomiędzy kolejnymi 1 na 100, różnica w jakości i piwności jest spora.

6.0/10

sobota, 22 września 2018

Deschutes: The Abyss Scotch Barrel Aged

Imperial Coffee Stout Scotch Whisky BA / + melasa, lukrecja, kora wiśni, wanilia / 13,3% / zabutelkowane 09.12.2016 r.

Oryginalne The Abyss jest piwem połowicznie leżakowanym w beczkach. Połowa żadnych beczek nie widzi, a druga połowa widzi różne - w 2015 roku było to 21% wina, 21% bourbonu i 8% czystego dębu. Okazjonalnie browar wlewa swoje najsłynniejsze piwo w całości do jednej beczki. Wersja leżakowana w beczce po szkockiej whisky (nie wiadomo niestety jakiej) jest jedną z mniej popularniejszych, ale najlepiej ocenianą.

Czarne jak smoła, całkiem dobra piana jak na beczki. Bardzo interesujący, złożony aromat, składający do pary potęgę ciężkiego RISa i beczek po whisky. Wanilia, pumpernikiel, popiół, dym, orzechy, drewno, ziarna kakao - wszystko to złożone w sumę bardzo specyficzną, bardzo przyjemną. W smaku jest chyba jeszcze lepiej - przypomina mi się podstawowa wersja ze swoją potężną palonością, popiołowością, gorzką czekoladą i kawą, a jednocześnie jest subtelnie wzbogacona słodyczą z beczki po whisky. Kompozycja jest bardzo ciekawa, natomiast nie do końca gra mi wszystko na poziomie smaków podstawowych - goryczka jest odrobinę szorstka, jest ciut za mocno kwaskowate. Mimo wszystko świetne, a mocno nacechowany whisky finisz jest wisienką na torcie. Sukces dopełnia gęste ciało, podkreślone niewielkim wysyceniem.

Na podobnym poziomie co podstawka, chyba trochę ciekawsze. Beczka po szkockiej fajnie przełamała jego ciężar i wytrawność, wprowadzając nieco słodyczy i polotu.

8.5/10

niedziela, 2 września 2018

Almanac: Coffee Barbary Coast

Imperial Coffee Stout / + ziarna kakao, ziarna wanilii, papryczki chili, płatki dębowe, sól morska / 10%

Jedno z ostatnich piw, które przywiozłem ponad rok temu z USA i jeszcze nie wypiłem, jest dziełem kalifornijskiego Almanaca, browaru specjalizującego się w kwasach leżakowanych w beczkach. To akurat jest stout imperialny nieleżakowany w beczkach, ale za to z ciekawymi dodatkami i uwarzony na cześć Barbary Coast, bardzo żywotnej w XIX i na początku XX wieku dzielnicy nabrzeżnej San Francisco. Podstawka bez kawy, tu wersja kawowa. A więc piwo z SF, uwarzone na cześć SF, kupione i przywiezione przez mnie z SF. Niech obudzi wspomnienia.

Nieprzejrzyście czarne, bardzo skromna piana. Bardzo przyjemny, pół-deserowy, pół-piwny aromat. Na pierwszy plan wysuwają się zdecydowanie ziarna kakao, które przechodzą gładko w deserową, dość gorzką czekoladę; nieco dalej jest kawa, wanilia i palone zboże. Właściwie przykładny zapach stoutu imperialnego ze słodkimi dodatkami i kawą. W smaku jest fajnie, chociaż odrobinę rozczarowuje - jest mniej intensywne, troszeńkę wręcz płaskie jak na 10%. Wciąż mamy tu fajną grę czekolady, kawy, wanilii i palonego ziarna, a finisz o dziwo jest długi, intensywny i złożony. Papryczki są użyte w powściągnięty sposób, nie czuć ich w smaku, a jedynie poprzez delikatne (ale wyraźne) pieczenie po przełknięciu. Nie tylko w smaku brakuje nieco gęstości, ale i w teksturze jest raczej mało ciała, choć na pewno bez jakiejś tam tragedii.

Bardzo dobre piwo, aczkolwiek jak na RISa trochę mało się wyróżniające. Na pewno mogłem wykorzystać miejsce w bagażu na coś ciekawszego, no ale dla samej pamiątkowej puszki z motywami z San Francisco było warto.

7.0/10